Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Speciale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Speciale. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lutego 2016

Special III


Kastiel i Alice za pięć lat
Alice

            Walentynki, święto zakochanych. Ale kogo to obchodzi? Masz zapitalać do pracy i gówno! Był po prostu dzień jak co dzień. Wstałam rano i ubrałam się w jeansy, czarną bokserkę i długi sweterek. Włosy, które przefarbowałam na rodowity blond, związałam w kucyk. Lekko się pomalowałam i zeszłam do kuchni. Postanowiłam zrobić sobie śniadanie.
            Od ślubu mieszkałam z Kastielem u niego w domu. Razem z Sarą i Lysandrem. Niestety chłopcy musieli wyjechać w pilnych sprawach związanych z zespołem, a ja z czarnowłosą (tak, też się przefarbowała) zostałyśmy same. Moja przyjaciółka spała, ponieważ wzięła sobie wolne, a ja i tak szłam do pracy.
            Po zjedzeniu szybkiego śniadania założyłam kozaki na lekkim obcasie, zimowy płaszcz, czapkę, szalik i wyszłam z domu. Od razu poczułam chłód i aż drgnęłam. Szybko jednak zamknęłam drzwi domu i poszłam do garażu. Po niecałych pięciu minutach jechałam zaśnieżonymi ulicami.
-Do dupy taka zima. Wszędzie błoto, zimno i ślisko –powiedziałam pod nosem.
Ah…Czemu nie mogę leżeć w domku i spać w ramionach Kasa? No japierdolę!

W tym samym czasie
Sara

            Obudziłam się około jedenastej i przewróciłam się na plecy.
-Super…Chłopcy wyjechali… Lepiej być nie może –mruknęłam do siebie.
W samej piżamie zeszłam do kuchni. Na blacie leżała karteczka od Alice.

Zostawiłam ci śniadanie w lodówce J

Uśmiechnęłam się pod nosem i zajrzałam do wskazanego miejsca. Rzeczywiście znajdowało się tam jedzenie. Wyciągnęłam je i zaczęłam jeść.
Hm…Dziwne…Lys jeszcze nie napisał. Zawsze rano pisze dzień dobry albo coś w tym stylu… Dziś walentynki…
Westchnęłam ciężko i połknęłam kawałek kanapki.
Alice wróci o piętnastej… Roza będzie z Leo…Kurczę…Popracuję w domu, a później jak Alice przyjdzie to obejrzymy jakiś film…
            Po śniadaniu wstawiłam naczynia do zmywarki i pobiegłam do swojego pokoju. Szybko wzięłam prysznic, a następnie usiadłam przed laptopem.

W tym samym czasie
Zeke

            Siedziałem w pokoju na szerokim parapecie. Prawa noga była lekko zgięta, a lewa zwisała. W dłoniach trzymałem ciepły kubek, parującej kawy. Patrzyłem jak płatki śniegu, leniwie spadały na ziemię. Za dwie godziny miałem mieć próbę zespołu. Mieliśmy grać koncert niedaleko Katowic.
Jest tak samo jak kilka lat temu…

Gdy Alice i Zeke mieli 16 lat
Zeke

            Siedziałem na parapecie, przyciskając kolana do brody i obejmując nogi ramionami. Zimowy dzień, a ja siedziałem przy otwartym oknie. Czysto białe płatki śniegu spadały na ziemię. Były ich miliony. Małe, każdy w innym kształcie. Nie było dwóch takich samych. Wyciągnąłem rękę przed siebie i złapałem na ręki kilka płatków. Niemal od razu się roztopiły.
Czemu byłem takim debilem? Czemu musiałem na nią nakrzyczeć? Przecież nie chciałem… Jakim idiotą trzeba być? Kurwa jakim jebanym idiotą trzeba być?! Ranię ją tak samo jak on… Ale…Jestem dla niej zawsze miły, ja ją kocham, a on? Zostawił ją… Czemu woli jego? No kurwa czemu?! Dlaczego raz jest szczęśliwa, tryska energią, a następnego dnia…Wygląda jak żywy trup. Uśmiecha się, ale… jej oczy się nie śmieją, nie są błyszczące. Są szare i mgliste. Smutne i pełne żalu. Czemu gdy do niej idę to jego zdjęcie stoi na komodzie? Często zapomina je schować. To przez nie płacze. Przez tego matoła! Chcę żeby była szczęśliwa… A ostatnio? Naprawdę ranię ją tak samo jak on. Za bardzo mnie poniosło… Nie musiałem na nią krzyczeć, ale… Ostatnio myśli o nim więcej… Czemu…Dlaczego? No, dlaczego?! Czemu gdy ją pocałowałem wyszeptała to imię? Ja się pytam dlaczego?! Jedno durne imię! Czemu nie wyszeptała mojego? Czy zawsze myślała o nim, gdy się całowaliśmy?
Zdenerwowany uderzyłem ręką w parapet, z którego zleciała lekka warstwa śniegu.
-Ja tak kurwa nie mogę –wyszeptałem.- Nie chcę się z nią kłócić. Nie chcę jej stracić…
Nim się zorientowałem zeskoczyłem z okna. Wylądowałem na śnieg i szybko wstałem. Moje kroki zmierzyłem w stronę domu czerwonowłosej dziewczyny. Byłem w samych rurkach i szarej bluzie. Jednak nie odczuwałem zimna. Chciałem jak najszybciej znaleźć się przy Alice.
            Gdy już stanąłem przed drzwiami wielkiego domu zadzwoniłem dzwonkiem. Wpuściła mnie służba, a ja ignorując ich puste słowa, pobiegłem do pokoju Alice. Otworzyłem drzwi rozejrzałem się. Dziewczyna siedziała na parapecie i patrzyła na ulicę. W dłoni trzymała kubek, z którego ulatywała para.
-Widzę, że nie tylko ja lubię siedzieć na parapecie –powiedziałem zamykając drzwi.
Przyjaciółka odwróciła głowę, a jej ogniste kosmyki zleciały jej na twarz.
-Co tu robisz? –zapytała zdziwiona.
-Chciałem cię przeprosić –powiedziałem zbliżając się do niej. –Jestem kompletnym idiotą. Znowu nawaliłem. Nie powinienem się na ciebie drzeć…
-Zeke stój. Niemów mi, że tak tu szedłeś.
-Chrzanić to! Alice…
-Zeke! Do łazienki! Ale już! Zaraz dam ci jakieś ubrania Alex`a. Ty się przecież rozchorujesz…
            Patrzyłem na dziewczynę zdziwiony. Nie była ani trochę zła. Jedynie zatroskana. Jej twarz wyrażała zmartwienie.
-Alice…
-Daj spokój. Później o tym porozmawiamy. Teraz do łazienki!
Czerwonowłosa zniknęła z pokoju, a ja posłusznie poszedłem do jej łazienki. Wróciła po kilku minutach i wręczyła mi ubrania oraz ręcznik.
            Gdy już wyszedłem spod prysznica w ubraniach brata Alice i wycierając włosy, dziewczyna siedziała na łóżku.
-Wskakuj pod kołdrę. Jesteś głupi, że w taką pogodę szedłeś bez kurtki i porządnych butów –powiedziała.
Moje spojrzenie trafiło na parę trampek, które leżały na kaloryferze.
-Tu masz ciepłą herbatę- wskazała na szafkę nocną.
Podszedłem do łóżka, a ręcznik położyłem na krześle. Stanąłem naprzeciw Alice. Głowę miała spuszczoną.
-Dlaczego mi pomagasz? Jesteś zimnym sukinsynem, a ty mi pomagasz? –powiedziałem.
-Nie jesteś sukinsynem.
-Wydarłem się na ciebie bez powodu. Nie powinienem się drzeć, tylko normalnie porozmawiać.
-Miałeś prawo się zdenerwować.
            Westchnąłem ciężko i przykucnąłem naprzeciw dziewczyny. Złapałem ją za chude dłonie.
-Alice. Nie powinienem był na ciebie krzyczeć, ale…Kocham cię. Naprawdę cię kocham…
-Wiem to…
-Czekaj, daj mi dokończyć. Kocham cię całą. Twoje ciało, twoje usta, twoje włosy, twój zapach, twój dotyk. Po prostu… Ostatnio często jesteś smutna i nie chcesz powiedzieć dlaczego. Dobija mnie to. Chciałem ci pomóc. Ale…Teraz wiem o co chodzi… To przez niego. Nadal go kochasz. Nie umiesz o nim zapomnieć…
Czerwonowłosa podniosła głowę. W jej oczach dostrzegłem strach i zdziwienie.
-Skąd ty…
-Nie jestem głupi…Zresztą… Ostatnio, gdy się pocałowaliśmy i wtedy się odsunęłaś i wtuliłaś we mnie… Wyszeptałaś „kocham cię Kastiel”. Nie trudno się zorientować.
            Z oczu dziewczyn zaczęły kapać łzy.
-Alice. Nie płacz. Nie mam ci tego za złe –usiadłem na łóżku i przytuliłem dziewczynę.- Nie zastąpię ci Kastiela. Nie jestem nim nigdy nie będę. Powiedz jedno słowo, a nie będę cię trzymał przy sobie na siłę. Chcę żebyś była szczęśliwa. Kocham cię i twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze.
-Zeke ja…Przepraszam.
-Alice, za uczucia się nie przeprasza. Nikt nie wybiera w kim się zakocha. Dlatego nie miej mi też za złe moich uczuć.
-Zeke kocham cię, ale jak brata.
-Wiem maleńka, wiem.
Przytuliłem mocniej dziewczynę i poczekałem aż przestanie płakać.

Teraz
(w sensie te 15 lat od normalnej akcji)
Zeke

            Uśmiechnąłem się kwaśno pod nosem i zszedłem z parapetu. Spojrzałem na zegarek. Miałem pół godziny do przyjazdu chłopaków. Dopiłem kawę i poszedłem do kuchni.
Koniec. Nie mogę ingerować w jej życie i ciągle o niej myśleć. To jej życie. Kastiel jest dla niej idealny. Zawsze ją obroni. Kochają się, a to jest najważniejsze. Nie mogę stać na drodze miłości. Mi najwidoczniej nigdy nie będzie ona dana…

Godzina piętnasta
Alice

            Weszłam do domu i zamknęłam drzwi na zamek. Od razu wyszła mi na spotkanie Sara.
-Hejka –powiedziałam, zdejmując okrycie wierzchnie.
-Cześć –odparła. –Masz ochotę na pierw, coś słodkiego i film?
-Tak, z wielką chęcią. Skoro nie ma chłopaków, to trzeba sobie radzić. Uszykuj wszystko, a ja się tylko przebiorę.
Czarnowłosa zniknęła w salonie, a ja wbiegłam po schodach. Szybko ubrałam krótkie, czerwone spodenki i czarny, dłuższy i miękki sweterek. Zeszłam na dół do salonu. Siedziała już w nim moja przyjaciółka. Była ubrana podobnie do mnie. No cóż…Po co się stroić skoro siedzimy tylko we dwie?
            Usiadłam na kanapie i otworzyłam dwa piwa.
-Moje ulubione –powiedziałam patrząc na złoty płyn w butelce.
Urocze drzewko na nalepce dodawało uroku butelce. Bzowe, słodkie i dobre. Dziewczyna z kruczymi włosami zaśmiała się cicho i włączyła film. Była to jakaś komedia.
-Ej, Alice. Kas coś do ciebie pisał? –zapytała po chwili dziewczyna.
-Nie. Właśnie dziwne, nawet słowa. Napisałam mu życzenia na walentynki, no i dodałam, że go kocham i tęsknię. Ale nic nie odpisał. A Lys?
-Właśnie tak samo…
-Ah…Może mają coś ważnego…?
-Wątpię. No, ale cóż. Czegoż więcej trzeba? Piwo jest, film też, więc damy radę.
Zaśmiałyśmy się i stuknęłyśmy szyjkami butelek, po czym pociągnęłyśmy z nich spore łyki.

W tym samym czasie
Zeke

            Z chłopakami dojechaliśmy na miejsce naszego koncertu. Był nim rynek małego miasteczka, niedaleko Katowic. Zanim rozstawiliśmy sprzęty była siedemnasta. O dziewiętnastej miał się rozpocząć koncert. Pomyśleliśmy, że warto by zrobić zapasy wody i czegoś do jedzenia. Dlatego ja zostałem na scenie, a Rafael i Ash poszli po prowiant.
            Usiadłem na jednym z głośników i wziąłem gitarę do ręki. Zacząłem na niej grać i śpiewać. Oczywiście nie była to jedna z naszych piosenek. Śpiewałem (yo soy Asi) piosenkę z bajki, jaką grałem na urodzinach kuzynki. Słowa gładko wychodziły z moich ust, a ja zatraciłem się w muzyce. Gdy zakończyłem usłyszałem brawa i podniosłem wzrok. Przed sceną stała jakaś brunetka i z uśmiechem na ustach klaskała.
-Świetnie śpiewasz –powiedziała, podchodząc bliżej.
-Dziękuję –odparłem, odstawiając gitarę.
Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie.
-Jestem Bianka –przedstawiła się.
Zeskoczyłem ze sceny i podałem jej rękę.
-Zeke, wokalista. Przyszłaś na nasz koncert? –zapytałem.
-W sumie to nie. Przyszłam odebrać kuzynkę z zajęć plastycznych. Zobaczyłam, że siedzisz na scenie i grasz, więc posłuchałam. Gracie taką muzykę?
-Em…Nie. Rozgrzewałem tylko głos.
-Ale i tak podobało mi się.
-Strasznie miło to usłyszeć.
            Bianka uśmiechnęła się delikatnie i potarła ręce w rękawiczkach.
-Wiesz co…Ja w sumie muszę iść już po kuzynkę.
-Czekaj. Dasz mi swój numer? –zapytałem.
-Em…Okej.
Wyciągnąłem komórkę i wymieniłem się z nią numerami, a później ona odeszła.
Co mnie wzięło? Jest całkiem ładna i w ogóle…

W tym samym czasie
Alice

            Po dwóch wypitych piwach i skończonym jednym filmie usłyszałyśmy szczęk zamka.
-Alex miał przyjść w odwiedziny? –zapytała zdziwiona Sara.
-Em…Nie, nic nie mówił.
Wyszłyśmy z salonu i stanęłyśmy na przedpokoju. Drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem, a w nich stanęła dwójka chłopaków. Z przyjaciółką otworzyłyśmy szerzej, zdziwione oczy.
-Kastiel! –pisnęłam.
-Lys! –dodała dziewczyna obok.
Natychmiast rzuciłyśmy się na chłopaków i przytuliłyśmy mocno.
-Tak tęskniłem –wyszeptał mi Kastiel do ucha.
-Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo –odparłam.
Chłopak odsunął mnie od siebie i złączył nasze usta w długim i namiętnym pocałunku. W jego trakcie zdjęłam chłopakowi kurtkę.
-Szczęśliwych walentynek –wyszeptał.
Buntownik wziął mnie na ręce i zaniósł na górę. Oderwał usta, gdy wchodziliśmy po schodach. Widziałam, że Lys robi to samo z Sarą. Gdy Kastiel rzucił mnie na łóżko i zamknął drzwi, szybko pozbyliśmy się zbędnych ubrań. Chłopak zaczął całować całe moje ciało, a mnie przechodziły dreszcze podniecenia….A dalej…Sami wiecie…

Dwie godziny później
Alice

            Leżałam na klatce piersiowej chłopaka, przykryci byliśmy kołdrą, a Kas tulił mnie do siebie.
-Podoba ci się niespodzianka? –zapytał.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Po dłuższej rozłące jesteś bardziej namiętna –wyszeptał mi do ucha.
Poczułam lekkie ciepło na policzkach, które zignorowałam. Pocałowałam chłopaka, a nasza zabawa zaczęła się na nowo.

Po koncercie
Zeke

            Ash i Rafael spakowali sprzęt i pojechali do domu. Proponowali odwiezienie mnie, ale ja chciałem się przejść. Tak, więc zszedłem ze sceny i ruszyłem przed siebie. Nie przeszedłem dziesięciu metrów, gdy usłyszałem melodyjny głos.
-Lubisz wracać sam do domu, nocą?
-A ty lubisz śledzić ludzi? –odparłem z uśmiechem odwracając się.
Za mną stałą Bianka. Jednak nie była ubrana tak, jak w południe. W tamtej chwili miała na sobie czarne, rurki, ciepłe buty na koturnie i zimową kurtkę. Na uszach widniały czarne nauszniki, a rumieńce na policzkach częściowo osłaniał szalik.
-Nie śledzę. Chciałam z tobą pójść na spacer po koncercie. Świetnie graliście –wytłumaczyła.
-Byłaś na naszym koncercie?
-Nie kurwa. Mówię, że świetnie graliście i nie byłam.
-Ach tak…Sorki, zadaje głupie pytania… Jeśli masz ochotę to z chęcią z tobą pójdę.
            Spacerowaliśmy dość długo. Później odprowadziłem dziewczynę pod dom i pocałowałem. Zdobyłem się na to. Ku mojemu zdziwieniu brunetka nie odepchnęła mnie. Wręcz przeciwnie. Przyciągnęła mnie bliżej.
Nie wiem co w niej jest…Ale przy niej… To nie to co z Alice… przy niej czuję taki ogień wewnątrz. Czyżbym znalazł miłość do końca?

Następnego dnia rano
Alice

            Obudził mnie ból brzucha. Usiadłam na łóżku. Długo jednak nie było mi to dane. Gdyż zaraz poczułam mdłości i pobiegłam do łazienki. Pochyliłam się nad muszlą klozetową i zwymiotowałam. Na całe szczęście moje włosy były spięte, więc nie musiałam ich odgarniać.
            Po wyrzyganiu całej zawartości żołądka usiadłam na podłodze i podkuliłam nogi, oddychając głęboko.
-Alice…?
Spojrzałam w górę i ujrzałam Kastiela.
Pewnie stał tu cały czas…
-Nic mi nie jest –powiedziałam.
Wstałam i podeszłam do umywalki. Zaczęłam dokładnie szorować zęby.
Czemu wymiotowałam? Przecież wypiłam tylko dwa piwa…
-Alice…Alice! –dobiegł mnie głos Kastiela.
-Tak? Sorki zamyśliłam się.
-Na pewno nic ci nie jest?
-Tak, na pewno.
            Odłożyłam pastę do szafki i wtedy ujrzałam mój kalendarzyk miesiączkowy.
Nie…To bzdura…
Mimo swoich myśli chwyciłam go i drżącymi rękami otworzyłam.
Dwa tygodnie…Dwa…tygodnie…
Usiadłam na podłodze i oparłam się plecami o ścianę. Przyłożyłam rękę do rozwartych ze zdziwienia ust. Ciągle patrzyłam na kartkę.
-Alice…Alice co ci jest?!
Przerażony Kastiel przykucnął obok i spojrzał na mnie.
-Miesiączka…Spóźnia mi się…
-Ile?
-Dwa…tygodnie…
-Ubieraj się! Jedziemy do lekarza! –zarządził chłopak.
-Kastiel…
-Alice. Trzeba to zbadać.
-Nikt nie przyjmie cię od ręki! –powiedziałam wstając.
-Mam znajomości. Uczesz się i w ogóle. Zaraz wrócę.
            Chłopak wybiegł z pokoju, a ja szybko umyłam twarz i się pomalowałam.
Czy to możliwe…? Jestem w ciąży…Z kastielem? O matko…
Nadal zszokowana wyszłam z łazienki. Włosy spięłam w kitkę. Usiadłam na łóżku i oparłam łokcie o kolana. Po chwili do pokoju wszedł Kastiel z Sarą.
-Przyszykuj jej jakieś ubrania proszę –powiedział.
Czarnowłosa pokiwała głową.
-Alice, kochanie.
Buntownik przykucnął naprzeciw mnie i pocałował w czoło.
-Zadzwonię tylko do znajomego, a ty się ubierz. Będę w kuchni.
Pokiwałam twierdząco głową.
            Czarnowłosy wyszedł z pokoju, a moja przyjaciółka wybrała mi ubrania i usiadła obok.
-Alice. Nie cieszysz się? –zapytała.
-Cieszę…Ale…Co ja zrobię sama? Chłopaki jeżdżą w trasy…Ja będę musiała iść na urlop macierzyński…A Alex mi nie pomoże. Ty chodzisz do pracy. Sama nie dam sobie rady…Sama z dzieckiem… -wyszeptałam.
Po moich policzkach zaczęły skapywać łzy.
-Nie martw się. Będę ci pomagać po pracy. Roza na pewno też. A Kastiel na pewno znajdzie z Lysem pracę na miejscu.
-Ale zniszczę mu karierę!
-Nie pierdol głupot. On cię kocha i zrobi dla ciebie wszystko. A teraz ubieraj się i zejdź do niego na dół.
            Czarnowłosa wyszła, a ja szybko się ubrałam. Zgodnie z poleceniami zeszłam do kuchni. Kas zrobił mi śniadanie. Usiadł obok mnie przy stole uśmiechając się szeroko.
-Mój przyjaciel zgodził się ciebie przyjąć. Zjesz i jedziemy. Nie cieszysz się?
-Cieszę, ale…Sama nie dam sobie z tym wszystkim rady…
-Czemu sama? Jestem ja, Sara, Rozalia, Lys, Alex i reszta.
-Ale ty nie będziesz na miejscu. Tylko w trasach, a Sara…
-Alice. Nie będę jeździł w trasy. Zostanę z tobą na miejscu. Nie pozwolę żeby moje dziecko widziało ojca raz na jakiś czas. Nie chcę żeby miało takiego życia jak my. Chcę żeby miało wszystko co będzie chciało, ale i rodziców.
-Kas…Ale twoja kariera!
-Rodzina jest ważniejsza. Tu na miejscu też będą dobre prace.
-Ale twoim marzeniem…
-Było od zawsze założyć z tobą rodzinę. Kariera była na drugim miejscu.
            Ponownie się rozpłakałam. Chłopak przytulił mnie mocno.
-Kocham cię maleńka –wyszeptał.
-Ja ciebie też.
Po śniadaniu, tak jak mówił Kastiel pojechaliśmy do jego znajomego. Mój mąż był obecny przy badaniu, które… No cóż…Za dziewięć miesięcy będzie nas o jedno więcej. Wszyscy byli zadowoleni z tego faktu. Najbardziej chyba Kastiel. Od razu po badaniu przytulił mnie mocno i podniósł na ręce. Postanowił zakończyć karierę, co ogłosił niedługo po walentynkach.
            Sara u Rozalia były zadowolone z tego faktu. Już planowały pokój dziecka oraz ubranka, imię i inne rzeczy. Alex narzekał, że jego młodsza siostrzyczka dorasta szybciej niż on. No, ale cóż poradzę? A no właśnie! Zeke znalazł sobie dziewczynę. Podobno pokochał ją od pierwszego wejrzenia. Jestem szczęśliwa, że przestał się zadręczać mną. Chciałam jego szczęścia i nareszcie je znalazł. Najbardziej zwariowane walentynki, ale i pełne szczęścia.




sobota, 26 grudnia 2015

Special na Święta :* II

Alice

   Jak zwykle obudziła mnie moja gosposia Aniela.
-Panienko Alice dzisiaj święta -powiedziała.
Posłusznie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Tam czekała już na mnie wanna napełniona ciepłą wodą z ogromną ilością piany. Na szafce leżały ubrania jakie miałam ubrać. Nie miałam najmniejszego zamiaru ich zakładać, jak zawsze.
   Ściągnęłam ubrania i weszłam do ciepłej wody. Zatopiłam się w myślach.
Hm...To już pięć lat jak pojechał i nas zostawił... Nadal nie mogę o tym zapomnieć. Katuję się wspomnieniami. Po nocach męczą mnie koszmary. Piętnastolatka myśląca o przyjacielu z dzieciństwa... Zresztą trudno o nim nie myśleć gdy na szafce leży nasze zdjęcie z moich urodzin. W szafie mam pudełko z naszymi listami i wspomnieniami... Zresztą Sara w domu też ma pełno rzeczy. Został jego pokój, trochę ubrań, książki... Wszystko mi o nim przypomina... Czemu on to zrobił? Czemu zranił mnie i Sarę? Chociaż w sumie... Ona tak nie rozpacza... Nie płacze gdy o nim mówię. Nie rozkleja się tak jak ja. Nawet teraz płaczę.
   Wytarłam słone łzy, które spływały po moich policzkach.
Czemu ją to nie obchodzi? A może tak dobrze to maskuje? Hm...
Dokładnie się umyłam i wyszłam z wanny. Wysuszyłam moje czerwone jak ogień włosy.
Mój symbol protestu...
Owinęłam się ręcznikiem i weszłam do garderoby. Zabrałam czarną, rozkloszowaną sukienkę z morelową wstążką w pasie i czarne botki na koturnie. Szybko ubrałam się i pomalowałam. Włosy wyprostowałam i związałam w wysokiego kucyka.
   Wyszłam z łazienki.
-Chcę zostać sama -powiedziałam.
An ukłoniła się i wyszła. Ja natomiast usiadłam na wielkim łóżku. Była dopiero godzina dwunasta. Szybko ubrałam kurtkę i poszłam do Sary.
-Dzień dobry jest Sara?
W drzwiach ogromnej posesji stała kobieta mająca czterdzieści lat, mama Sary i... Kastiela.
-Tak. Wejdź Alice -powiedziała z uśmiechem.
Ściągnęłam kurtkę.
-Jest u siebie w pokoju -powiedziała kobieta.
   Szybko wbiegłam po schodach i stanęłam przed drzwiami pokoju przyjaciółki. Już chciałam otworzyć drzwi gdy usłyszałam głos dziewczyny.
-Znowu nie dotrzymujesz obietnicy! -Krzyknęła zła Sara.
Zatrzymałam rękę i stanęłam w bezruchu.
-Jesteś okropny! Nie mam ochoty z tobą rozmawiać!
Usłyszałam jak niebieskowłosa czymś rzuca.
   Weszłam do pokoju i udawałam, że nic nie słyszałam.
-Hej -powiedziałam z uśmiechem.
-O jejku jak ty mega ładnie wyglądasz! -Pisnęła dziewczyna. - A ja bez makijażu.
-To chodź uszykujemy cię -powiedziałam.
Szybko wybrałyśmy dziewczynie niebieską sukienkę, krótszą z przodu, a dłuższą z tyłu. I zrobiłyśmy niebieski makijaż. A jej niebieskie włosy spięłyśmy fikuśnie 
     Usłyszałyśmy ciche pukanie do drzwi.
-Proszę -powiedziałyśmy razem i wybuchnęłyśmy śmiechem.
Do pokoju weszła mama Sary.
-Jak wy pięknie wyglądacie dziewczyny -powiedziała kobieta.
-Dziękujemy -powiedziałam.
-Chciałam ci powiedzieć Alice, że twój brat już przyjechał -powiedziała kobieta.
-Jak wspaniale. To ja już pójdę. Do widzenia. Pa Sara.
Szybko pobiegłam do domu.
   Otworzyłam masywne drzwi i ujrzałam mojego brata.
-Alex! -Krzyknęłam.
Brat odwrócił się do mnie z wielkim uśmiechem i wystawił ręce.
-Alice -wyszeptał.
Wpadłam mu w ramiona, a on uścisnął mnie mocno.
-Tęskniłam -powiedziałam.
-Ja też maleńka -odparł chłopak.
-Urosłeś -powiedziałam odsuwając się od niego.
-Ty też.
-Mam koturny.
-Że co masz?
Westchnęłam głośno i wskazałam buty. Ten popatrzył na mnie dziwnie i po chwili uśmiechnął się szeroko.
   Po kwadransie siedzieliśmy u niego na łóżku i rozmawialiśmy.
-A matka? -Zapytał w pewnym momencie chłopak.
-Od rana jej nie ma. Jeździ po sklepach, kosmetyczkach i innych.
-Mogła by się w końcu pohamować.
-Doskonale to wiem...
   Usłyszeliśmy pukanie do drzwi, a po chwili do pokoju wszedł Ludwik, służący Alex`a.
-Moją państwo gości -powiedział i ukłonił się nisko.
-Jak to gości? My? -Zapytałam zdziwiona.
-Chodź zobaczyć -odparł Alex tak samo zadziwiony jak ja.
Zeszliśmy po schodach nie odzywając się do siebie. Na dole była chyba cała służba domu, która rozstępowała się przed nami.
   W końcu dotarliśmy do drzwi i osoby, która tam stała. Był to wysoki mężczyzna z czarnymi jak kruk włosami i kocimi, zielonymi oczami. W czarnym garniturze.
-Tato...-Powiedziałam z łzami w oczach.
-Córeczko -odparł i wystawił ręce.
Podbiegłam do niego i przytuliłam się mocno. Mężczyzna odwzajemnił uścisk.
-Synu -powiedział.
Przytuliliśmy się do niego.
-A gdzie moja żona? -Zapytał patrząc na służbę.
-Mama od rana chodzi po sklepach -powiedziałam.
Tata westchnął głośno.
-Chcę porozmawiać z moimi dziećmi w salonie, dlatego proszę o rozejście się i dokończenie przygotowań do Wigilii -powiedział tato donośnym głosem.
   Po pięciu minutach siedzieliśmy w trójkę w salonie.
-Wziąłem sobie wolne żeby być z wami podczas świąt -powiedział ojciec.
-To świetnie tato -powiedziałam.
-Wiecie, że was kocham. Ale niestety praca nie pozwala mi na to aby się z wami częściej widywać -zaczął.- Myślałem, że matka będzie się wami należycie opiekować, ale jak widać myliłem się. Wiem, że pieniądze, które wam wysyłam nie dadzą wam szczęścia, ale chcę żebyście mieli wszystko co będzie wam potrzebne.
-Tato to nie twoja wina -przerwałam mu.
-Alice nigdy mnie przy was nie ma. Jedynie rozmawiam z wami przez telefon. Nigdy nie mam czasu z wami porozmawiać. Nie ma mnie przy was w waszych najważniejszych momentach...
-Ale tato...
-Alice... To zawsze Alex cię pocieszał i słuchał, a nie ja. Wtedy z Kastielem... Alex specjalnie przyjechał z internatu, a ja nawet nie mogłem wziąć sobie dnia wolnego żeby przylecieć i cie wysłuchać, przytulić i pocieszyć. Jesteś moją kochaną córkę, a ja nie mam dla ciebie czasu. Zresztą dla Alex`a też. Nigdy nie mogę mu w niczym pomóc. Jedyne co umiem robić to wysyłać wam pieniądze...
-Tato! Ty przynajmniej tego żałujesz. Nie to co matka! Ona ma to gdzieś! Nigdy nie spytała się jak w szkole, czy mam znajomych. A po wyjeździe Kastiela... Darła się na mnie, że tylko siedzę w pokoju i przynoszę wstyd. Ciągle miała pretensje. Gdy zafarbowałam włosy narzekała, dawała mi kary...
   Po policzkach zaczęły płynąc mi łzy. Ojciec przytulił mnie mocno w geście pocieszenia.
-Obiecuję, że bardziej się wami zainteresuje -wyszeptał mężczyzna.
Rozmawialiśmy jeszcze pół godziny, a później poszliśmy szykować się na wigilię. Oczywiście ja byłam już gotowa, dlatego siedziałam w pokoju przeglądając stare zdjęcia. Siedziałam na podłodze i grzebałam w szarych kartonach.
   W pewnym momencie usłyszałam pukanie w szybę. Odwróciłam głowę w stronę szkła. Za przeźroczystą cieczą był Zeke. Uśmiechnęłam się szeroko i otworzyłam chłopakowi okno.
-Czyś ty zdurniał? -Zapytałam ze śmiechem.
-Na twoim punkcie? Owszem -odparł chłopak wchodząc.
Zaśmiałam się i przytuliłam do chłopaka.
-Nie jest ci zimno? Mamy środek zimy, a ty jesteś tylko w bluzie -powiedziałam.
-Myśl o tobie mnie rozgrzewa -odparł chłopak.
-Wariujesz -skomentowałam próbując ujarzmić go.
-Na twoim punkcie, z każdym dniem coraz bardziej.
-Zeke...
-Przepraszam...Rzeczywiście, przesadziłem.
-Okej...
-To co robisz, księżniczko zamknięta w wieży?
   Pokazałam mu swoje kartony i kartki leżące na ziemi.
-Przeglądam zdjęcia i wspominam dawne czasy -powiedziałam z powrotem siadając na wykładzinie.
Zeke usiadł obok mnie i zaczął przeglądać zdjęcia. W końcu znalazł takie sprzed roku. Na balu kiedy tańczył ze mną.
-Wyglądałaś wtedy przepięknie. Zresztą ty zawsze jesteś piękna -powiedział uśmiechając się pod nosem.
-Przesadzasz... -odparłam.
-Moje zdanie jest inne.
   Westchnęłam głośno i położyłam się na wykładzinie.
-A tobie co? -Zapytał Zeke.
-Nic...
-Zagadkowe to nic...O proszę! Alice naga!
-Co?! -Wykrzyknęłam zrywając się do siadu.
Wyrwałam chłopakowi moje zdjęcie.
To, to zdjęcie które Alex zrobił mi dwa lata temu... 
-Idiota! -Krzyknęłam na chłopaka czerwieniąc się.
-Skąd to zdjęcie?- Zapytał rozbawiony.
-To...Alex zrobił mi je dwa lata temu. Wbiegł mi do łazienki i je zrobił. Tak dla jaj. Ostro się na niego wtedy wkurzyłam, ale w końcu uznaliśmy, że zostawimy to zdjęcie żeby się pośmiać -wytłumaczyłam.
-Zawsze byłaś urodzajna -skomentował.
-Z-Zeke!
Czułam jak z każdą chwilą robię coraz bardziej czerwona.
-Oj no już się tak nie czerwień -powiedział chłopak tuląc mnie do siebie.-Dobra ja lecę do rodzinki. Wesołych świąt kociaku.
Czarnowłosy puścił mi oczko i wyskoczył przez okno. Zaśmiałam się pod nosem.
   Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę -powiedziałam.
Przez szparę w drzwiach wyjrzał Alex.
-Chodź na Wigilię -powiedział.
Złożyłam zdjęcia i razem z bratem zeszłam do salonu. Siedziała tam "mama" i tato.
-Chodźcie kochani do stołu -powiedział mężczyzna.
Uśmiechnęłam się promiennie i razem z Alex`em podeszłam do stołu.
To będą wspaniałe święta...

~~~~~~~~~~~~~~~
A oto drugi special na święta ;) Taki przedstawiający zwyczajne święta Alice ;) Mam nadzieję, że się spodobał :)

czwartek, 24 grudnia 2015

Special na Święta :* I

Alice

   Obudziłam się wcześnie rano. Trzeba było przygotować dom na przyjazd gości. W ciągu ostatnich kilku dni strasznie dużo się napracowałam. Trzeba było wysprzątać cały dom, zacząć trochę gotować... A Alex`a jak zwykle nie było w domu. Cały czas musiał jeździć do klubu, dlatego sama z Sarą musiałam robić porządki dwa dni wcześniej. Chłopcy natomiast mieli za zadanie ozdobić dom, jeździć na zakupy i kupić prezenty świąteczne.
   Szybko ubrałam się w czerwone spodenki i białą bokserkę z koronką na plecach. W domu było bardzo ciepło, dlatego mogłam sobie pozwolić na takie ubranie. Włosy związałam w gruby warkocz. Przemyłam twarz i założyłam kapcie. Poszłam obudzić Sarę.
-Ej wstawaj! Trzeba ugotować resztę rzeczy -powiedziałam.
-Yhy...-Mruknęła.
-Sara!
Ściągnęłam z dziewczyny kołdrę i wywaliłam ją na podłogę.
-Ała! Przecież mogłaś mnie uszkodzić! -wykrzyknęła dziewczyna.
-Chodź bo inaczej nie zdążysz się uszykować -zagroziłam jej.
-O nie! Dobra szybko!
 
...

   Sara szybko doprowadziła się do porządku i zaczęłyśmy gotować. Szybko wstawiłyśmy pieczeń do piekarnika, ugotowałyśmy makaron i wstawiłyśmy pierogi.
-Kolejne święta razem -powiedziała Sara.
-Masz rację -odparłam. 
Niebieskowłosa zaśmiała się melodyjnie.
-Cieszę się, że jesteśmy razem -wyszeptała dziewczyna.
-Ja też... -odparłam.
   Po chwili usłyszałyśmy jak ktoś wchodzi do domu. Sara dalej stała przy garnkach, a ja wycierając ręce w ścierkę wyszłam na korytarz. W nim stał Kastiel... Chłopak któremu oddałam moje serce. Czarnowłosy uśmiechnął się szeroko i zdjął kurtkę oraz buty.
-Cześć kochanie -powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Hej -odparłam.
Chłopak zlustrował mnie wzrokiem i mruknął uśmiechając się.
-Co? -zapytałam patrząc na siebie.
-Brakuje jeszcze gromadki dzieci i będziesz wyglądała jak prawdziwa pani domu -odparł chłopak.
-Osz ty! -powiedziałam i uderzyłam go w ramię.
-No dobra wyluzuj! Taką właśnie chcę mieć żonę.
Kastiel przyciągnął mnie do siebie, obejmując w talii i pocałował. 
   Uśmiechnęłam się do niego.
-Gdzie chłopcy? -zapytałam wchodząc do kuchni.
-Zeke, Ash i Rafa pojechali przywieźć od Rozy jedzenie -powiedział podjadając kawałek ciasta.
Uderzyłam go ścierką w rękę i spojrzałam karcącym spojrzeniem.
-Naprawdę muszę ci się oświadczyć -powiedział chłopak.
-Ej brat, chcę szybko zostać ciotką -skomentowała Sara, tym samym przypominając, że tu jest.
-Nie przejmuj się mała, będzie dobrze -odparł chłopak i przytulił ją.
   Do domu weszli chłopcy, a ja z Kasem zabrałam od nich uszka, krokiety i ciasta.
-Jedzenia jak dla kompanii wojskowej -skomentował Zeke.
-Przy was to wszystko zniknie w ciągu kwadransa -odparła Sara.
-Dobra dosyć gadania chłopcy. Idźcie rozłożyć stół i przygotujcie go -przerwałam im.
Wszyscy jęknęli, ale posłusznie wykonali moje polecenie.
-Dzwoniłaś do Rozy i powiedziałaś co ma kupić? -zapytała szeptem Sara.
-Tak, nie martw się -odparłam.
   Z Sarą nie miałyśmy czasu na zakupy z powodu przygotować. Dlatego kwestię naszego ubioru i zakupu prezentów dla chłopców zostawiłyśmy Rozalii, która była wniebowzięta.

...

   O osiemnastej przyjechała Rozalia. Chłopcy poszli się przygotować do Kasa. Wszyscy mieli zebrać się u mnie o dwudziestej. Szybko wzięłyśmy prysznic, a następnie w samej bieliźnie weszłyśmy do pokoju.
-Lepiej zasłonię zasłonki -powiedziałam patrząc na drzwi od balkonu.
Chłopców na szczęście nie było w pokoju u Kasa, ale później mogli nas podglądać.
   Rozalia wręczyła nam pudełka z strojami jakie kazałyśmy jej kupić. Otworzyłam moje pudełko i zobaczyłam piękną sukienkę. Góra była bez ramiączek w kolorze czarnym, a dół łososiowy z tyłu dłuższy, z przodu krótszy. Sara miała niebieską sukienkę, również dłuższą z tyłu, a krótszą z przodu. Bez ramiączek z marszczeniem na biuście i niebieskie szpilki. A Rozalia białą sukienkę z czarną kokardką na biodrach i białe szpilki.
-Roza jesteś wielka! -wykrzyknęłam razem z Sarą.
Przytuliłyśmy się i po chwili byłyśmy ubrane w nasze kreacje. Rozalia pomalowała po kolei Sarę, mnie i siebie.
   Założyłyśmy biżuterię i poszłyśmy podłożyć prezenty pod choinkę. Wyłożyłyśmy potrawy i po chwili weszli chłopcy. Stanęłyśmy w korytarzu i powitałyśmy ich.
-Wow! -jęknęli wszyscy.
Zaśmiałyśmy się i poszłyśmy dać im buziaki w policzki. Gdy witałam się z Kastielem przyciągnął mnie do siebie.
-Muszę cię dziś pilnować -wyszeptał i podgryzł lekko moje ucho.
Wszyscy usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść rozmawiając i śmiejąc się.

Kastiel

   Nie mogłem oderwać wzroku od Alice. Jej blond włosy były zakręcone, a usta tak różane, że miałem ochotę całować ją do końca życia. Wyglądała zniewalająco. Położyłem jej rękę na udzie, a gdy spojrzała na mnie uśmiechnąłem się szeroko.
-To czas na prezenty! -powiedziała Rozalia wstając.- Sara, Alice chodźcie!
-Przepraszamy was na chwilę -powiedziałam razem z Sarą.

Alice

    W pokoju szybko przebrałyśmy się w stroje Śnieżynek. Powoli zeszłyśmy po schodach śmiejąc się.
 Chłopcy gdy nas zobaczyli zaczęli bić brawa i gwizdać. Razem podeszłyśmy do choinki. I zaczęłyśmy dawać chłopcom prezenty. Gdy wzięłam prezent dla Kastiela, podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach. Po pokoju rozległo się głośne "Ooo...". A Kastiel uśmiechnął się szeroko. Chłopak jedną ręką objął mnie w talii, a drugą rozpakował prezent. Na widok czerwonych kajdanek i paczki gumek oraz durex`a uśmiechnął się szeroko, a wszyscy zaczęli się śmiać. 
Rozalia ma świetne pomysły...
Później usiadłyśmy na krzesłach, a chłopcy wręczali nam prezenty. 
-Na trzy wszystkie -powiedziała Sara.
Z Rozą kiwnęłyśmy głową.
-Raz -powiedziałam.
-Dwa -dodała Roza.
-Trzy! -krzyknęła Sara.
   W równym czasie otworzyłyśmy pudełka. W moim znajdował się "strój śnieżynki" i karteczka. Wzięłam papier do ręki i przeczytałam piękne pismo Kastiela.
Dla mojej najukochańszej dziewczyny i mam nadzieję przeszłej narzeczonej.
Popatrzyłam na chłopaka. Ten uśmiechnął się i klęknął przede mną. W ręce trzymał małe pudełeczko z pięknym pierścionkiem. Z zaskoczenia otworzyłam oczy szeroko. Usłyszałam piski Rozy i Sary.
-Alice Angel czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? -zapytał czarnowłosy.
Z zachwytu otworzyłam usta.
-Oczywiście, że tak. 
Mój narzeczony założył mi pierścionek na palec, a ja rzuciłam się mu w ramiona. Kastiel objął mnie w talii i pocałował długo i namiętnie. Wszyscy zaczęli bić brawa. Roza i Sara podeszły do nas i zaczęły nawijać jak katarynki, o tym jak to się cieszą. Lysander i Leo odciągnęli je.
-To co, powodzenia na nowej drodze życia -powiedział Zeke. -Dbaj o nią Kas.
-W ciągu ostatnich paru lat zaskoczyłeś mnie stary -powiedział Rafa. -Nie myślałem, że będziesz miał dziewczynę, a co dopiero żonę.
-Gratulacje kochani -dodał Lys.
-Zrób jej krzywdę albo zrań ją, a cię zabiję -powiedział Alex. -Moja mała siostrzyczka ma narzeczonego, a ja nawet dziewczyny nie mam. To nie fair!
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
   Rozmawialiśmy i bawiliśmy się do pierwszej w nocy. Później wszyscy rozjechali się do domów. Sara poszła spać do domu Kasa z Lysem, a chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Alex o dziwo tylko się śmiał, a ja uwiesiłam się na szyi narzeczonego.
-Kocham cię -powiedział chłopak.
-Ja ciebie też -odparłam.
Buntownik pocałował mnie i rzucił na łóżko, a potem... Chyba wiecie co się stało i nie muszę wam tłumaczyć xD

~~~~~~~~~~~~~~
No...Świąteczny rozdział napisany ;) Mam nadzieję, że się wam spodobał :*
Musicie wiedzieć kochani, że Kamilka pisała to w październiku i listopadzie, bo w grudniu nie miałaby czasu ;*
Czasami nie wysypiała się i rwała sobie włosy, że nie dodaje wam postów :(
Jej blond włoski z lekko czarnymi odrostami na tym ucierpiały...

Podoba mi się ta wersja
Ja? Twoją narzeczoną? Przecież ty nie wytrzymasz tyle ze mną ;*
Przekonamy się piękna <3
Ej no nie całujcie mi się tu :P