Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zagubiona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zagubiona. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 kwietnia 2017

Zagubiona

Rozdział IX


„Słodkiego kłamstwa nadszedł czas...”


Cassandra

W ciągu tygodnia szkolnego cała szkoła wiedziała, że "jestem" z Kasem. Wszyscy o tym huczeli. Każda dziewczyna patrzyła na mnie z wyrzutem i wrogością. Jednak na całą szkołą była jedna, której przeszkadzało to najbardziej. Na każdej przerwie mordowała mnie wzrokiem, a jej imię było Amber. Siostra Nataniela, pusta blond dziwka. 
            Na początku tylko się gapiła, jednak w piątek, gdy zbierałam się do domu, ta sucz podeszła do mnie. Chciała chyba być taka samo efektowna jak puste laski z filmów, do których się upodobniała i huknęła ręka o szafkę obok mnie. Jednak nie wyszło jej to tak pięknie jak na filmach, bo zaraz przyciągnęła rękę do piersi i zaczęła piszczeć, że ją boli. Zaśmiałam się sie i prychnęłam, pakując ostatnie rzeczy do szafki. 
-Słuchaj mnie ty zdziro! -Zaczęła swoim piskliwym i irytującym głosikiem. -Kastiel jest mój. Nie będziesz mu dawać dupy, jasne?! On jest mój! 
Przekręciłam oczami i zamknęłam szafkę. 
-Spadaj- powiedziałam, odwracając się. 
Ruszyłam pewnym siebie krokiem przez korytarz. 
-Ostrzegam Cię! Jeśli do poniedziałku się od niego nie odpierdolisz to będziesz miała przejebane! 
-Jak na razie to panienka Amber będzie miała przechlapane za używanie takiego słownictwa- usłyszałam głos dyrektorki. 
-Ale to nie...
            Zaśmiałam się pod nosem i wyszłam ze szkoły. Na parkingu jak zawsze czekał na mnie buntownik. 
-Co tak długo? -Zapytał, podając mi kask. 
-Długa historia. 
Chłopak jak zawsze nie drążył tematu, tylko odpalił motor i ruszył.

~~*~~

            Siedziałam z Kasem na łóżku i jadłam z nim pizzę. 
-Jutro mamy próbę- powiedział. 
-Pamiętam, jeszcze nie jest ze mną tak źle, żeby zapomnieć. 
Kas zaśmiał się i sprzedał mi sójkę w bok.
-Ty wredoto- powiedziałam, wystawiając język. 
Buntownik nie mógł przepuścić takiej okazji i od razu lekko mi go przygryzł, a następnie pocałował. Uśmiechnęłam się lekko, gdy odsunął się. Kas dał mi buziaka w czoło, a następnie wrócił do konsumowania swojego kawałka fast-food'a. 
            Resztę wieczoru siedzieliśmy rozmawiając o wszystkim i niczym jak zawsze, oglądając filmy i śmiejąc się. Z każdym dniem czułam jak coraz bardziej zaprzyjaźniałam się z Kasem. Poznawałam go i jego zachowania bardziej. Chłopak coraz bardziej otwierał się wobec mnie. Oczywiście ja miałam tak samo. Ufałam mu i widziałam w nim wielkie wsparcie. Stał się dla mnie bardzo ważny i potrzebny mi. Pomagał zapomnieć mi o stracie rodziców. Nie spodziewałam się, że buntownik stanie się moim najlepszym przyjacielem, seksfriendem i wsparciem.

Kastiel

            Siedzieliśmy całą paczką w moim garażu, gdzie zawsze były próby. Lys i Roza Siedzieli na kanapie, a ja z Cassie na kolanach na fotelu, naprzeciw nich. Każde z nas trzymało w ręce piwo.
-W środę są zawody koszykarskie –powiedziałem.
-I co z tego? –Zapytała Cas i pociągnęła spory łyk piwa z puszki.
-To, że twój chłopak w nich gra –odparłem.
Lubiłem, a wręcz kochałem denerwować dziewczynę. Dokuczanie jej było moim hobby. W momencie, gdy to powiedziałem maleńka zakrztusiła się alkoholem.
-Jak to grasz? –Zapytała.- Mówiłeś, że trenujesz, a nie że grasz w szkolnej drużynie.
-A tak jakoś zapomniało mi się dodać. I bez tej wiedzy na mnie lecisz.
-Ty ruda małpo.
Cmoknąłem ją w usta, a następnie w rumiany policzek. Czarnowłosa wyglądała naprawdę słodko, gdy się denerwowała. Jej złość sprawiała mi radość.
-Jesteście naprawdę uroczy –mruknęła Roza.
Zaśmiałem się z dziewczyną, jednak było widać, że kłamanie nie jest jej na rękę. Pochyliłem się nad jej uchem i chuchnąłem na nie.
-Wynagrodzę ci to kłamanie dzisiaj jak pójdą –wyszeptałem.
Poczułem jak dziewczyna lekko drgnęła, a ja uśmiechnąłem się lubieżnie. Podchwyciłem jeszcze podekscytowany wzrok Rozalii i zarumienione policzki Lysa. Wiedziałem, że mieli milion myśli, co mogłem powiedzieć dziewczynie, jednak nie obchodziło mnie to.

Cassandra

            Gdy tylko drzwi zamknęły się za Rozalią i Lysandrem, czerwono włosy odwrócił się do mnie ze swoim łobuzerskim uśmiechem wymalowanym na ustach.
-Nareszcie poszli –mruknął.- Czas na nagrodę.
-Czyli pizza i film? –Zażartowałam.
-Strzelaj dalej –powiedział, powoli podchodząc do mnie.
-Hm… Nie wiem, nie wiem –mruknęłam, przygryzając wargę.
Doskonale wiedziałam, że ten gest działał na niego jak płachta na byka.
-Oj… Maleńka ile razy mam ci mówić, że gdy tak robisz mam ochotę się na ciebie rzucić?
-Naprawdę, jakoś wypadło mi to z głowy.
Uśmiechnęłam się, gdy chłopak stanął naprzeciw mnie i położył swoje ręce na moich biodrach.
-Nie dam ci dzisiaj odpocząć- wyszeptał uwodzicielsko do mojego ucha.
Chciałam mu odpowiedzieć, jednak on nie dał mi tego zrobić. Zachłannie wpił się w moje usta, a ja nie byłam mu dłużna.
            Zaczęłam lekko ciągnąc go za włosy, a on swoimi rękami zjechał na mój tyłek i zaczął go ściskać. Westchnęłam w jego usta z czego był zadowolony, ponieważ się uśmiechnął. Kas zjechał jedną ręką na moje udo i podniósł je tak, że oplotłam go nogą. Natomiast drugą zaczął się dobierać do moich spodenek. Napalona na niego zaczęłam pocierać wybrzuszenie w jego spodniach, na co on cicho jęknął z aprobatą.
-Mam ochotę rżnąć cię do nieprzytomności –wychrypiał mi do ucha.
-To może spełnij tą ochotę.
-Nie musisz powtarzać dwa razy.
Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Kastiel przerzucił mnie przez swoje ramię jak worek ziemniaków i zaczął zmierzać do sypialni, klepiąc mnie w tyłek. Rzucił mnie na łóżko i zwisł nade mną.
-Nakręcasz mnie mała.
Uśmiechnęłam się do niego, a on złożył szybki pocałunek na moich ustach. Ze swoimi gorącymi pocałunkami przeniósł się na moją szyję. Po dziesięciu minutach nie miałam już niczego na swoim ciele, a chłopak dalej całował moje ciało. Ściągnęłam z niego koszulkę i spodnie. Gdy mieliśmy na sobie tylko majtki on otarł się o mnie i oboje cicho jęknęliśmy.
-Zrób to w końcu –warknęłam.
-Dwa razy nie musisz prosić słońce.

~~~~~~
Rozdział kompletnie mi się nie podoba, mogłam się bardziej postarać. Ale kompletnie zero weny i w ogóle jakaś masakra ;C
Wybaczcie kociaki :c

Snap: sarcia_wolfy
Fb Słodki Flirt Moja Wersja


           


piątek, 3 marca 2017

Zagubiona VIII

W końcu spięłam dupę i napisałam rozdział :)
Przepraszam was, że zajęło mi to dużo czasu, ale najpierw choroba, potem wyjazd, szkoła i tak jakoś wszystko się na mnie zawaliło i nie miałam czasu.
Ale obiecuję poprawę xD 
A teraz zapraszam na rozdział :)

Snap: sarcia_wolfy
Facebook: Słodki Flirt Moja Wersja

Rozdział VIII


„Wyższy poziom…”


Cassandra

            Siedziałam na biologii i gapiłam się tępo przez okno. Na zewnątrz padał deszcz. Nie, on nie padał. On po prostu lał. Ogromne krople leciały z dużą prędkością z szarego nieba i rozpryskiwały się uderzając o ziemię. Wszystko było ponure i nie za wesołe. Odwróciłam wzrok od okna i skierowałam go na zeszyt, w którym zaczęłam bazgrać. Rozalia szturchnęła mnie w ramię, a ja spojrzałam na nią trochę przytomniejąc.
-Stało się coś? –Wyszeptała białowłosa.
-Nie, po prostu nie lubię takiej pogody. Mam ochotę wtedy zakopać się pod kołdrą, a nie słuchać pieprzenia nauczycieli –odparłam, uśmiechając się lekko.
-No tak. Zwłaszcza, że ostatnio ciągle robią jakieś sprawdziany, kartkówki i resztę. Jakby się wszyscy zmówili.
-Panna Price do tablicy! –Krzyknęła nagle nauczycielka.
Jęknęłam i podeszłam do kobiety. Widziałam jak Rozalia posyła mi przepraszające spojrzenie. Uśmiechnęłam się do niej dając do zrozumienia, że to nie jej wina.
Trudno, żeby to była jej wina, skoro to babsko jest na tyle głupie, żeby uwziąć się na nas. Ale na siostrę Nataniela, która ciągle pierdoli coś pod nosem to nie.
Spojrzałam wyczekująco na profesorkę, przy okazji obrzucając ją swoim zabójczym spojrzeniem.
-Tak, więc powiedz nam… -zaczęła, jednak przerwał jej dzwonek.
-Innym razem –odparłam chamsko i poszłam do swojej ławki.
Na moich ustach widniał uśmiech zwycięstwa. Gdy tylko podeszłam spakować plecak, Rozalia przybiła mi piątkę.
            We dwójkę poszłyśmy pod salę historyczną i usiadłyśmy, opierając się o ścianę.
-Wiesz właściwie, dlaczego nie ma dziś chłopaków? –Zapytałam.- Gdy ich pytałam migali się od odpowiedzi.
-U mnie tak samo. Nie wiem, co im strzeliło do głowy.
-Jeszcze zapłacą za to.
Zaśmiałyśmy się jak czarownice, na co ludzie dziwnie na nas patrzyli. Jednak my miałyśmy to w dupie.

~~*~~

            Zmęczona padłam na łóżku, wcześniej rzucając plecak na ziemię. Zrezygnowana spojrzałam na zegarek i jęknęłam widząc godzinę piętnastą. Z wielką niechęcią podniosłam swoje cztery litery z łóżka i podeszłam do biurka, ciągnąć za sobą plecak.
Nienawidzę się uczyć… Może na zachętę zrobię sobie herbatę, czy coś…
Jęknęłam po raz kolejny i zwlokłam się na dół. W kuchni Ian popatrzył na mnie unosząc wysoko brwi.
-A tobie, co? –Zapytał.
-Życie –odparłam półżartem, półserio.
Czarnowłosy zaśmiał się. Do kuchni wszedł Ethan zagapiony w telefon.
-O! Cześć Cassie –powiedział, odrywając się od komórki.
-Hej –odparłam, uśmiechając się lekko.
Zaczęłam robić sobie herbatę, a chłopcy żywo o czymś dyskutowali. Do kuchni weszła kolejna osoba, którą była ciocia. Przywitałam się z nią buziakiem w policzek i zrobiłam jej kawy.
-Jesteś kochana dziecko –powiedziała.- Wiesz moi synowie nawet nie zdają sobie sprawy, że ich mama weszła.
Ostatnie zdanie powiedziała głośno, tak żeby dwójka licealistą ją usłyszała. Rzeczywiście moi kuzyni dopiero wtedy zorientowali się, że Melissa wróciła.
-Cześć mamo –powiedzieli razem.
-Lecę się uczyć –powiedziałam, biorąc mój napój i wyszłam.
Usiadłam przy biurku i miałam ochotę się rozpłakać, widząc książki, z których musiałam wykuć materiał.

~~*~~

            Wyszłam szybko z domu, ściskając mocno torbę plecaka.
Przez tą jebaną naukę się spóźnię!
Szybkim krokiem ruszyłam w stronę szkoły. Poprzedni wieczór poświęciłam nauce na sprawdziany. Siedziałam na późna, później musiałam odrobić lekcje, umyć się i w ogóle. Koniec końców poszłam spać po drugiej w nocy i w ogóle się nie wyspałam, przez co zaspałam do szkoły. Gdyby nie wiadomość od Rozalii spałabym dalej.
            Przyspieszyłam kroku, denerwując się bardziej.
I tak nie zdążę! Cholera!
Jak zbawienie usłyszałam ryk silnika. Spojrzałam na ulicę i ujrzałam dobrze znany mi motor. Uśmiechnęłam się szeroko, gdy jego właściciel zatrzymał się przede mną. Szybko wsiadłam na maszynę i oplotłam rekami chłopaka w pasie.
-Kastiel! Ty mi kurwa życie ratujesz! –Powiedziałam, gdy ruszyliśmy.
-Jak zawsze księżniczko!
            Z pomocą buntownika zsiadłam z motoru i podziękowałam mu jeszcze raz, a następnie przytuliłam go i dałam buziaka w policzek na powitanie.
-Czemu wyszłaś tak późno? –Zapytał się mnie, gdy zmierzaliśmy do drzwi szkoły.
-Poszłam późno spać i nie słyszałam nawet budzika.
-Ciekawe coś ty robiła po nocy.
Czerwonowłosy spojrzał na mnie dwuznacznie, a ja zaśmiałam się promiennie i pogoniłam go.
-Lepiej się spieszmy, bo mamy trzy minuty –powiedziałam, ignorując jego wcześniejszy komentarz.

~~*~~

            Z całą paczką siedziałam w piwnicy, jedząc lunch. Wszyscy zajęliśmy scenę.
-Przyjdziecie w weekend na próbę? –Zapytał Kastiel.
-Mogę wpaść –odparłam gryząc kanapkę.
-Ja też –dodała Rozalia.
-Super to na trzynastą –dodał Lysander.
Czerwonowłosy złapał mnie za rękę, w której trzymałam kanapkę i pochylił się, biorąc gryz.
-Masz swoje śniadanie głodomorze –powiedziałam, patrząc na niego.
-Twoje lepiej smakuje.
-Może jeszcze mam zacząć ci robić śniadania? –Zapytałam ironicznie.
-Nie mam nic przeciwko.
-Niedoczekanie twoje.
-A wy jak zawsze –zaśmiała się Rozalia.
-Jakbym widział Rozę i Leo –dodał białowłosy.
            Z Kasem spojrzałam na dwójkę naszych przyjaciół. Uniosłam brwi, a następnie się zaśmiałam, a mi zawtórował chłopak.
-Ej, ale naprawdę. Często tak się przekomarzam z Leo. Może wy jesteście razem, a my o niczym nie wiemy?
Spojrzałam na nich wysoko unosząc brwi, już miałam im powiedzieć, że nie jesteśmy razem, lecz ubiegł mnie buntownik.
-Tak, jesteśmy razem –powiedział.
Zakrztusiłam się powietrzem, patrząc na przyjaciół. Roza i Lys otworzyli szeroko oczy, a ja spojrzałam pytającym spojrzeniem na tego debila. Zastanawiałam się, co on kombinował. Mówił, że lepiej żeby nasz układ pozostał w tajemnicy, a on wyjeżdżał z tym, że jesteśmy parą.
-Nie mieliśmy wam o tym mówić, ale jednak nie da się tego trzymać w sekrecie –dopowiedział „mój chłopak”.
-O MÓJ BOŻE! WIEDZIAŁAM! –Wykrzyknęła białowłosa.
-Moje uszy –wyszeptałam, krzywiąc się.
-Matko szczęścia kochani i miłości –zignorowała mnie przyjaciółka.
Kastiel objął mnie w talii, a ja grałam dobrą minę do złej gry, gdy Rozalia i Lys coś tam gadali o moich rzekomym związku z czerwonowłosym.
            Gdy zadzwonił dzwonek Rozalia i Lys szybko poszli, a Kas został ze mną chwilę, bo chciał pogadać. Gdy tylko drzwi się zamknęły spojrzałam na niego mrożącym krew w żyłach wzrokiem.
-Co ty odpierdalasz! –Krzyknęłam.
-Ej, luz maleńka –powiedział, obejmując mnie w talii.- Pomyśl tylko. Wcisnęliśmy im kit, że jesteśmy razem. Teraz normalnie mogę cię przy nich całować i tak dalej.
-Ale nie możemy ich okłamywać!
-Księżniczko spójrz na mnie –wyszeptał, unosząc dłonią mój podbródek.- Nie możemy im powiedzieć prawdy. Mamy tak prosto z mostu walnąć „Ej, wiecie jesteśmy sexfriendami”?
-No nie, ale… Głupio mi tak ich okłamywać.
-A nie chciałabyś się móc normalnie przy nich całować?
-No w sumie… Dobra nie ważne chodź na lekcje.
Próbowałam się wydostać z jego uścisku, jednak on wtedy wzmocnił nacisk. Spojrzałam na niego, a on uśmiechał się łobuzersko. Poczułam jak mięknę. Jeden jego uśmiech, a ja nie mogłam racjonalnie myśleć.
-Najpierw chcę buziaka za moją pomysłowość.
Prychnęłam i pocałowałam go. Kas od razu pogłębił pocałunek, na co przystałam. Od razu poczułam przyjemne łaskotanie w brzuchu i ciepło. Delikatnie wplątałam palce w jego miękkie włosy i przyciągnęłam go bliżej. Chłopak mruknął z aprobatą i złapał mnie za tyłek, ściskając go. Po chwili buntownik podniósł mnie, a ja od razu oplotłam nogami jego biodra. Kastiel wsunął swój język do moich ust, a ja cicho jęknęłam. Poczułam jak się uśmiecha i lekko się zarumieniłam. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie zdyszani. Kas lekko postawił mnie na ziemi, a swoje ręce położył na moich biodrach i popatrzył mi w oczy.
-Całujesz tak zajebiście, tak mnie nakręcasz, że mam ochotę nie iść na lekcję i pieprzyć się tu z tobą –wyszeptał, nadal patrząc w moje oczy.
-Sorki skarbie, ale zawijamy na lekcje –odparłam, odwracając się do wyjścia.
Słyszałam jak chłopak się zaśmiał, a następnie ruszył za mną.
-Dajesz, wywijaj dalej tym seksi tyłeczkiem, a na pewno się nie powstrzymam –powiedział i klepnął mnie w tyłek.
Zaśmiałam się, a czerwonowłosy objął mnie ręką w pasie i razem poszliśmy na lekcję.
-Chcesz, żeby wszyscy wiedzieli o naszym „związku”? –Zapytałam, gdy szliśmy pustym korytarzem.
-Chcę, żeby każdy wiedział, że jesteś moja. A to, co będą gadać, nie obchodzi mnie. To tylko ich puste słowa, niemające żadnej wartości. Wiem, jaki jestem i nie muszą mi tego mówić –powiedział, patrząc przed siebie.
Kiwnęłam głową i nic już nie mówiłam.


sobota, 21 stycznia 2017

Zagubiona VII

 Rozdział VII

" Ptaszek w klatce..."

Cassandra

            Gdy tylko usłyszałam ten wkurwiający budzik, miałam ochotę wyjebać mój telefon przez okno. Jednak z racji tego, że szkoda mi było pieniędzy na nowy nie zrobiłam tego. Wyłączyłam go i przekręciłam się na drugi bok, wtapiając w pościel.
Odpuszczę sobie dzisiaj. Jeden dzień nic mi nie zrobi…
Leżałam sobie spokojnie, prawie zasypiając, aż nagle jeb! Wielki huk w całym domu, tak głośny, że aż poskoczyłam na łóżku. Rozbudzona do granic możliwości odkryłam się z kołdry. Jednak chwilę potem miałam ochotę się pod nią z powrotem schować. Do moich uszu dobiegł dźwięk ciężkich i szybkich kroków na schodach. Wystraszona spojrzałam na drzwi.
Jestem za młoda, żeby umierać! Błagam! Na kolanach błagam! Co z tego, że siedzę?
            Drzwi do mojego pokoju otworzyły się z dużym jebnięciem. Odbiły się od ściany, a ja wkurwiona patrzyłam na zjeba stojącego w nich. Tak, to był Kastiel. Bardzo dobrze myślicie. Ta pierdolona ruda małpa panoszyła się jak u siebie. I rozjebała mi ścianę!
-Jak cię kurwa zajebie sukinsynie jebany! –Wykrzyknęłam i rzuciłam się na chłopaka z łapami.
Czerwonowłosy w pierwszej chwili był zdziwiony, jednak w kolejnej skutecznie zatrzymał moje ręce.
-Ktoś tu ma okresik chyba –powiedział, śmiejąc się.
-No chyba ty downie –warknęłam.
-Po śladach krwi wnioskuję, że jednak to ty piękna –wyszeptał.
Co kurwa?!
Wystraszona spojrzałam na moje nogi i łóżko. Krwi tak jak myślałam, nie było.
-Ty… -zaczęłam.
-Tak, wiem kochasz mnie. Ale teraz księżniczko zbieramy się do szkoły. Mówiłem, że będę cię pilnował –powiedział.
-Niedoczekanie twoje.
-Nie przyjmuję odwrotu. Idziesz się ogarnąć, a ja zrobić śniadanie. Wrócę za dziesięć minut, jeśli nie będziesz się szykować to wrzucę cię do wanny i wykapię, a potem zrobię makijaż i ubiorę.
Na jego twarzy gościła grobowa powaga.
-Nie zrobisz tego –powiedziałam.
-Oj kochanie, jeszcze mnie nie znasz.
Jego łobuzerski uśmiech zwiastował kłopoty. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, chłopak przerzucił mnie przez swoje prawe ramię i niósł do łazienki.
-Kastiel! Puść! Błagam puść! –Krzyczałam.
-Uszykujesz się sama?
Ruda małpa podeszła do wanny. Wystraszona spojrzałam pod siebie.
-TAK!!!
Buntownik zaśmiał się i posadził mnie na pralce.
-To bardzo dobrze. W takim razie szykuj się, a ja idę ci zrobić śniadanie.
Kas chwilę jeszcze stał przede mną patrząc mi w oczy, a później wyszedł. Ja natomiast dłuższy czas siedziałam na urządzeniu.
Co to było? To, gdy patrzył mi w oczy? Czy ja…? Nie… Zdawało mi się… Po prostu brakuje mi miłości, jakiej można uzyskać od chłopaka. Ja nie mogę go kochać.
Zeskoczyłam z pralki i podeszłam do umywalki. Od śmiechu miałam czerwone policzki. Szybko wykonałam poranną toaletę, a następnie weszłam do pokoju. Na moim łóżku siedział Kastiel. O dziwo pościelił on je, a na szafce nocnej stała tacka ze śniadaniem.
-Ty umiesz gotować? Nie otrujesz mnie? –Zapytałam, otwierając szafę.
-Potrafię więcej niż możesz myśleć.
-Jest zimno? –Zapytałam, ignorując jego poprzednie zdanie.
-Niezbyt –odparł. – Chłodno.
Pokiwałam głową i wyciągnęłam z szafy czarne rurki, jasną koszule i pasującą seksi bieliznę. Szybko poszłam do łazienki się przebrać. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Gdy wróciłam do pokoju spakowałam plecak, a następnie usiadłam obok chłopaka.
-Nareszcie –zaśmiał się.
-Na obecność królowej trzeba sobie zasłużyć –powiedziałam, biorąc tosta.
-No tak, królowa dramatu ma wiele gości.
Uderzyłam czerwonowłosego w ramię, a potem zaczęłam się śmiać razem z nim.
-Jedz, bo mamy dwadzieścia minut –pogonił mnie.
-Nie zdążymy! –Odparłam wystraszona.
Gdy chciałam wstać, buntownik chwycił mnie za rękę i zatrzymał. Spojrzałam na jego dłoń, jednak upomniałam się i odwróciłam wzrok na jego twarz.
-Nie dojdziemy na czas –panikowałam.
-My dojdziemy zawsze –odparł.
Oczywiście nie obeszło się bez kolejnego ciosu.
Te jego zboczone teksty…
-Jestem motorem, więc damy sobie radę, a teraz spokojnie zjedz.
On mnie niańczy… Pozwolę mu jeszcze dziś, bo ostatnio rzeczywiście mało jem…
            Gdy skończyłam jeść zeszliśmy na dół. Z szafy wyciągnęłam bordowy komin i brązowe botki na grubym obcasie. Zarzuciłam na siebie jeszcze czarną ramonsekę i wyszłam z Kasem, zamykając ówcześnie dom.
-Nie rozbijesz nas? –Zapytałam, idąc w stronę czarnego cuda.
-Postaram się –odparł.
Uderzyłam go w ramię, a on tylko się zaśmiał. Wsiadłam na motor, a buntownik podał mi kask, który bez problemu założyłam. Nie no nie będę was okłamywać. Miałam z nim trudności i ruda małpa musiała mi pomóc. Czerwonowłosy zgrabnie odgarnął moje włosy i lekko założyłam kask, na moją małą główkę. Czułam jak lekko się rumienię.
Żeby ten cholerny kask, to zakrył…
-Trzymaj się mnie mocno, bo inaczej możesz spadną –powiedział, Kastiel, gdy już wsiadł.
Przytaknęłam i objęłam go w pasie, a chłopak od razu ruszył.
Co to za uczucie? Matko nie!
            Było mi dobrze tuląc się do niego. Czułam ciepło jego ciała, mięsnie pod moimi palcami. Kas musiał trenować albo po prostu dużo ćwiczyć, bo zdawał się mieć niezły kaloryferem. Czułam się przy nim bezpiecznie. Zwłaszcza, że przez ostatnie dni dużo z nim gadałam i poznałam go. Wydawał się być naprawdę fajny i z czystym sumieniem mogłam go nazwać moim przyjacielem. Gdy tylko przychodził zabierał mnie na dół i razem z nim i kuzynami spędzałam czas. Gdy uczyłam się, leżał bez słowa na łóżku i przyglądał mi się. Czasami też po prostu siedzieliśmy razem i oglądaliśmy filmy, lub wychodziliśmy na spacer i dużo rozmawialiśmy. W ciągu dwóch tygodni, naprawdę polubiłam go. Jednak nie chciałam się zakochać. Głównie ze względu na to, co wszyscy o nim mówili. Nie bawiło mnie bycie lalką do seksu, dlatego uważałam na niego.
            Z moich rozmyśleń wyrwał mnie właśnie wyżej wymieniony osobnik. Dojechaliśmy do szkołę, a Kas próbował mi to uświadomić.
-Wiem, że chcesz się do mnie jeszcze tulić, ale to później. Jak na razie chodź na lekcje –powiedział, śmiejąc się.
-Pierdol się –warknęłam, schodząc z maszyny.
-Komuś naprawdę zbliża się okres –mruknął.
Prychnęłam i ruszyłam w stronę szkoły. Chłopak dołączył do mnie śmiejąc się.
-Luz księżniczko –powiedział.
-Jestem wyluzowana –odparłam, wchodząc do tego różowego gówna.
-Właśnie widać –mruknął.
Moją zbliżającą się wypowiedz przerwał krzyk. Oczywiście była to Rozalia, która musiała wskoczyć mi na szyję, tak jakby w ogóle nie widziała mnie dzień wcześniej. Białowłosa, była kolejną osobą, z którą bardzo się zaprzyjaźniłam. Stała się dla mnie prawie jak siostra, której nigdy nie miałam.
-Roza, widziałyśmy się wczoraj. Nie duś mnie –mruknęłam.
-Sorki –zachichotała.
-Witaj Cassie –powiedział Lys, całując moją rękę.
-Cześć Lysiu.
-A do mnie nie mówisz Kasiu –obraził się Kas.
-Oj przepraszam Kasieńko –powiedziałam.
            Ruda małpa poczerwieniała, a ja zaśmiałam się.
-Zginiesz marnie Price. Daje ci piec sekund. Raz….Dwa…
O kurwa!
Rzuciłam plecak na ziemię i zaczęłam biec ile sił w nogach.
-Roza weź mi torbę! –Krzyknęłam na odchodne.
-PIĘĆ!
Wielkie kurwa!
Pomimo swoich obcasów biegłam dość szybko. Potrącałam po drodze ludzi, którzy coś tam za mną krzyczeli, jednak ja skupiała się na ucieczce.
Szybko wbiegłam po schodach i otworzyłam jakieś duże drzwi. Zamknęłam je za sobą i oparłam się o nie łapiąc oddech.
Gdzie ja właściwie jestem?
Wstałam i podeszłam kawałek. Byłam na dachu szkoły. Podeszłam do krawędzi i rozejrzałam się. Z tej perspektywy było widać dużą część miasta. Wyglądało to pięknie. W moim rodzinnym mieście chodziłam na dachy wieżowców. Z nich było widać calutkie miasto. Zawsze, gdy się wahałam było to moją odskocznią. Mogłam się zrelaksować i w spokoju pomyśleć. Usiadłam na zimnym betonie i podkuliłam nogi do klatki piersiowej. Po raz kolejni przypomnieli mi się rodzice. Po długim wstrzymywaniu emocji rozpłakałam się. Od ich śmierci udawałam, że wszystko jest okej, że nic się nie dzieje. Nie płakałam, żeby ciocia, Ethan i Ian się nie martwili o mnie.
            Nagle poczułam ciepły dotyk na ramionach.
-Cassie, co ci? –Usłyszałam ten kojący głos.
Bez namysłu odwróciłam się i wtuliłam w tors chłopaka.
-Cassie uspokój się. Proszę nie płacz. Co ci się stało?
Spojrzałam w szare oczy mojego pocieszyciela. Ruda małpa miała je szeroko otwarte. Był zdziwiony. No tak, niecodziennie widzi się mnie płaczącą i z rozmazanym makijażem. Kastiel szybko wytarł mi łzy i przytulił do siebie. Cały czas gładził moje włosy i szeptał, próbując mnie uspokoić. Gdy w końcu jakoś mi się to udało, usiadłam na jego kolanach i przytuliłam się jak małe dziecko, które strasznie się czegoś boi. I w sumie tak było w tamtej chwili. Bałam się, zwyczajnie się bałam.
-Ja…To… -zaczęłam.
-Spokojnie. Od początku. Dlaczego płaczesz? –Zapytał spokojnie.
-Moi rodzice… Zmarli zanim się tu przeprowadziłam. To przez to tu jestem. Ciocia wzięła mnie do siebie. Zmarli jadąc tu po mnie. Byłam u chłopaków, a oni zginęli w wypadku. Od tego czasu… Starałam się być silna… Nie chciałam ich martwić. Ale ostatnio… Oni ciągle mi się śnią. Cały czas o nich myślę i… Ja już tak nie potrafię. Ja… tak strasznie chcę do nich wrócić! Chcę żeby oni wrócili! Żeby znowu byli ze mną! Żeby mnie pilnowali, nie pozwalali wychodzić późno z domu… Żeby poganiali mnie do nauki. Chcę znowu chodzić z mamą na zakupy. Chce znowu móc z nimi porozmawiać, przytulić. Ja chcę żeby tu byli! Tak strasznie mi ich brakuje…
Rozryczałam się kompletnie. Nie mogłam już wytrzymać, miałam dosyć. Kastiel przytulił mnie mocniej. Po chwili odsunął od siebie i uniósł mój podbródek.
-Czasami trzeba się wypłakać. Nie można dusić w sobie emocji Cas. Jesteś naprawdę silną dziewczyną. Na pewno są z ciebie dumni i pilnują cię, gdziekolwiek teraz są.
Spojrzałam zaskoczona na chłopaka. Jednak po chwili uśmiechnęłam się i wtuliłam w niego.
-Dziękuję Kastiel, za to, że jesteś –wyszeptałam.
-Dobra dość tych uczuć, na dziś koniec szkoły. Jedziemy do domu, ale najpierw idź do łazienki.
-No tak, na pewno wyglądam jak potwór z bagien –zaśmiałam się, przecierając oczy.
-Nawet gorzej.
Po raz kolejny tego dnia uderzyłam chłopaka w ramię.
Dobrze, że cię poznałam. Nie żałuję…

Kastiel

            Pojechałem z Cass do mojego domu. Nie chciałem, żeby dziewczyna w takim stanie siedziała w szkole. Ethan i Ian powiedzieli, żebyśmy uważali na czarnowłosą, mówili, że przez dużo przeszła. Jednak nie zdradzali szczegółów. Myślałem, że to coś innego. Widać było, że po stracie rodziców chciała udawać silną, że nic jej nie jest. Ale każdy nie da tak rady na dłuższą metę, no i w końcu emocje w niej wezbrały.
            Otworzyłem drzwi, a Demon jak zwykle przybiegł. Jednak nie na mnie skoczył, jako pierwszego, tylko na moją towarzyszkę. Pokręciłem głową i zacząłem się rozbierać.
-Nie wiem, co ty w niej widzisz –mruknąłem do owczarka.
Oj doskonale wiem…
Czarnowłosa prychnęła i zaczęła głaskać psisko.
-On ma dobry gust –odpyskowała.
-Tsa… Podobają mu się te z rozmazanym makijażem –zaśmiałem się.
Dziewczyna wystawiła mi język i po tym jak się rozebrała poszła do łazienki.
-Chcesz pizzę?! –Krzyknąłem.
-TAK!
-Wiecznie głodna…
Zamówiłem pizzę i zrobiłem nam herbaty. Z parującymi kubkami poszedłem do salonu, gdzie siedziała Cassie, razem z Demonem. Czarnulka siedziała na dywanie, opierając się plecami o kanapę, natomiast owczarek leżał obok niej, mając głowę na jej kolanach. Podałem przyjaciółce kubek i usiadłem na kanapie, włączając telewizor.
            Cass cały czas zdawała się być nieobecna. Nie odzywała się, a jej ręka machinalnie głaskała sierść Demona. Doskonale wiedziałem, że nie oglądała telewizji, tylko patrzyła się tępym wzrokiem w ekran. W końcu odstawiłem swój kubek i zacząłem głaskać jej włosy. Cassie po chwili zaczęła mruczeć i odchyliła głowę. Uśmiechnąłem się pod nosem i nie zaprzestałem pieszczot. Dziewczyna odstawiła naczynie na ławę i zaraz wcisnęła się pomiędzy moje nogi.
-Podoba się? –Zapytałem.
-Yhym –mruknęła w odpowiedzi.
Powoli i delikatnie ze swoimi palcami przeszedłem na jej szyję, delikatnie ją muskając. W międzyczasie lekko dmuchałem w jej ucho i podgryzałem je. Cassandra odchyliła szyję, a ja złożyłem na niej delikatny pocałunek, później kolejny i kolejny.
-Jeśli dalej będziesz mi tak pozwalać na różne rzeczy, to nie skończy się to dobrze –szepnąłem do jej ucha.
-Niech się kończy jak chce –odpowiedziała odwracając się do mnie przodem.
Spojrzałem na nią szeroko otwierając oczy.
Czy ona wie, co mówi?
W jej wyrazie twarzy starałem się dostrzec jakieś wahanie, jednak nie znalazłem nic takiego.
-Nie wiesz, co mówisz, nie chcesz żeby to się tak kończyło –odparłem.
Jestem świnią, ale nie będę wykorzystywać dziewczyny, która tyle przechodzi.
-Chcę –odpowiedziała, pełna powagi.
Ująłem podbródek dziewczyny w dłoń, jej oczy nie wyrażały strachu, nic ani kropli.
-Słuchaj mnie teraz Cass. Nie jestem chłopakiem dla ciebie. Nie bawię się w związki, nie chcę ich rozumiesz? Byłabyś dla mnie tylko zabawką, a ja nie chcę żeby nasza przyjaźń się zniszczyła –powiedziałem twardo.
-Kto powiedział, że chcę związku? Zróbmy układ. Będziemy wyłącznie przyjaciółmi do seksu, zero zobowiązań.
Teraz to dojebałaś maleńka…
            Patrzyłem zszokowany na dziewczynę. Nie mogłem uwierzyć w jej słowa, tak jakby nie ona je wypowiadała.
Nareszcie masz to, co chciałeś… Będziesz miał ja tylko dla siebie… Nie zmarnuj tego!
Gryząc się z własnymi myślami nie wiedziałem, co powiedzieć.
-Pieprzyć to –mruknąłem.
Przyciągnąłem czarnowłosą do siebie i pocałowałem. Nasze usta od razu znalazły wspólny rytm. Pocałunek był namiętny i zażarty. Jedną rękę wplątałem we włosy dziewczyny, a drugą położyłem na jej talii i przyciągnąłem ją mocno do siebie. Gdy w końcu oderwaliśmy się od siebie, nasze oddechy były przyspieszone, a oczy Cassie patrzyły na mnie z pożądaniem.
-Wchodzę w układ –powiedziałem. –Jednak jest jeden warunek. Żadne z nas nie pieprzy się z nikim innym. Jesteś tylko moja.
-To się tyczy też ciebie ruda małpo.
-Doskonale wiem, spokojnie. Nikt nie może o nas wiedzieć.
-A, co im do tego? Przestań gadać, tylko pieprz.
Cass pocałowała mnie, a ja kompletnie odpłynąłem. Wiedziałem, że robię źle, jednak ta dziewczyna przyciągała mnie jak nikt inny. Mają jej ciało na wyłączność, mogłem odstawić inne panienki na bok.



 ~~~~~~
No to się rozpisałam xD Mam nadzieję, że rozdział się podoba :*

piątek, 6 stycznia 2017

Zagubiona VI

Rozdział VI


„Codzienna melancholia”


Cassandra

            Gałęzi drzew kołysały się w rytm wiejącego wiatru. Liście leżały pod gołymi drzewami. Szare chmury szybko sunęły po niebie. Wszystko było smutne. W taką pogodę nie miałam najmniejszej ochoty na nic. Po prostu siedziałam i zastanawiałam się nad sensem życia. W dłoniach trzymałam kubek z ciepłą herbatą, którą od czasu do czasu powoli sączyłam.
            Ktoś zapukał do drzwi, a ja mruknęłam zaproszenie. W progu ujrzałam Kastiela
-Zbieraj się –powiedział.
-Niby gdzie? –Zapytałam zdziwiona.
Najpierw Ethan mnie wywiózł gdzieś w weekend, a teraz ten w środku tygodnia?
-Idziemy się przejść. Chłopaki mówią, że odkąd przyszłaś ze szkoły siedzisz tutaj.
-Wcale, że nie. Zeszłam na dół zrobić sobie herbatę –odparłam, pokazując kubek.
-Bardzo śmieszne. Daje ci dziesięć minut na zebranie się, inaczej sam cię ubiorę.
Chłopak wyszedł, a ja zeszłam z parapetu.
Nie znam go długo, ale raczej jest do tego zdolny… Tylko po chuja on się mną przejmuje? Ach…
            Stanęłam przed szafą i wyciągnęłam z niej szare rurki, czarną bokserkę i bordową bluzę na zamek. Szybko się przebrałam, poprawiłam makijaż i rozczesałam włosy. Zanim wyszłam z pokoju zabrałam telefon i zeszłam na dół. Buntownik siedział z moimi kuzynami na kanapie. Za to ciocię było słychać w kuchni.
-Jestem –powiedziałam.
-No i git. Melisa odstawię ją przed dwunastą!
On jest z ciocią na ty?!
-Okej, ale zero picia.
-Tak jest! Pa.
Ubrałam trampki, kurtkę i wyszliśmy. Czerwonowłosy od razu zapalił.
-Chcesz? –Zapytał.
-W sumie… -Mruknęłam.
-Nie dla psa kiełbasa –powiedział i schował paczkę do kieszeni.
-Jeb się na ten krzywy ryj.
-Czyżby okres?
-Nie, spierdalaj.
Kopnęłam tego debila w nogę, jednak on niewzruszony szedł dalej.
-Jednak okres.
-No kurwa mówię, że nie mam okresu!
-A mam zrobić badanie?
-W twoich snach zboku.
Uderzyłam chłopaka w głowę, a ten zakrztusił się dymem. Zaczęłam się śmiać, a Kas był wyraźnie zły.
-Ja ci dam smarkulo!
            Buntownik zaczął mnie gonić, a ja uciekać. Był coraz bliżej, a ja dalej się śmiejąc zapieprzałam ile sił na swoich krótkich nóżkach. W pewnym momencie chciałam przebiec ulicę, jednak nagle znikąd wyjechało auto. Oczywiście nie mogło wyjechać tak nagle, po prostu go nie zauważyłam. Zorientowałam się dopiero słysząc klakson i czując mocny uścisk na brzuchu. Szybko i mocno zostałam odciągnięta do tyłu. Poleciałam na kogoś, a następnie usłyszałam przekleństwo. Odwróciłam się do tyłu i usiadłam na betonie.
            To Kastiel mnie uratował. Chłopak leżał na chodniku ciężko oddychając.
-Pojebało ciebie! Japierdolę Cas! Zdurniałaś! Przecież on mógł cię przejechać! –Zaczął, krzyczeć czerwonowłosy.
-Przepraszam, ja…
-Cicho siedź. Po prostu kurwa siedź…
Gdyby nie on to naprawdę mogło się to źle skończyć…
Buntownik wstał i popatrzył na mnie groźnie.
-Wstawaj mała, dosyć odpoczynku.
-Kastiel, dziękuję.
-Nie ważne.
Spojrzałam na niego. Ruszył dalej, trzymając ręce w kieszeniach.
No tak, to przecież Kas, wielki buntownik… Duże dziecko…

Kastiel

            To auto wiedziało, kiedy wyjechać. Teraz, gdy ją uratowałem, na bank będzie moja. Najbliższa impreza skończy się na seksie z nią. Żadna mi się jeszcze nie oparła i tak zostanie. A ją po prostu muszę zaliczyć. To jej małe ciałko jest takie seksi. Normalnie mam ją ochotę pieprzyć nawet tu, na środku ulicy.
            Popatrzyłem na Cassie, która szła trochę z tyłu.
-Oj już przestań. Nie chciałem tak na ciebie krzyczeć, chodź –powiedziałem.
Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona, jednak podeszła. Objąłem ją w tali i przytuliłem.
-Ej luz, od przytulania nie zaciążysz –zaśmiałem się.
-Debil –mruknęła.
-Ale za to przystojny.
-Chciałbyś. Gdzie mnie ciągniesz?
-Do mnie.
Te jej ciemne oczka wytrzeszczyły się.
Boi się mnie? Bardzo dobrze…
-Ej luz, nie zgwałcę cię i nie zabiję. Idziemy po demona, w końcu musi wyjść na spacer.
-Pies? –Zapytała, przybierając normalny wyraz twarzy.
-Tak, owczarek francuski.
Kąciki jej ust lekko uniosły się do góry.
Jest taka słodka i niewinna. Ciekawe czy w łóżku też, bo takie mogą zaskoczyć.

Cassandra

            Czułam się głupio, że naraziłam, Kastiela, w końcu jemu też mogło się coś stać. To, że mnie uratował bardzo mnie cieszyło, ale i jednocześnie męczyło. Czułam się w pewien sposób zobowiązana.
            Czerwonowłosy otworzył drzwi swojego mieszkania, a ja weszłam zaraz za nim.
-Demon! –Krzyknął chłopak i zabrał z wieszaka smycz i kaganiec.
Chwila moment, kaganiec?! Aż tak źle?!
Zza ściany wybiegł wielki owczarek. Pies stanął naprzeciw mnie. Powoli przysunęłam swoją rękę do jego nosa, on po dokładnym jej obwąchaniu, skoczył na mnie. Jednak nie chciał mnie pożreć. Zwierzak zaczął mnie lizać i się ocierać o moje ubrania. Zaśmiałam się i przyklękłam przed wilczurem. Zaczęłam go głaskać i klepać. Spojrzałam na Kastiela, a on patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Mam coś na twarzy? –Zapytałam, nie przestając głaskać pupila.
-Nie, ale…Demon nikogo nie lubi. Wszystkich atakuje, a ty przychodzisz i cię głaszcze. Co z tobą nie tak?
Zaczęłam się śmiać z niego.
-Mnie wszystkie zwierzęta lubią –odpowiedziałam, wstając z ziemi.
-Diablica, a nie kobieta.
Kopnęłam chłopaka, a on sprzedał mi sójkę w bok. Następnie zapiął psa i wyszliśmy.
            Na dworze było chłodno. Wiatr szalał, gałęzie wyginały się na wszystkie strony. Do tego zaczęło się ściemniać. Uliczne latarnie świeciły swoim żółtym światłem, oświetlając przydzielone im odcinki. Ludzie jak zwykle gnali w pośpiechu. Chociaż tutaj nie było widać tego, aż tak bardzo jak w większych miastach. Tam wszystko było takie samo. Tutaj było trochę spokojniej, jednak dalej tłoczno. Wszyscy pędzili, każdy w swoją stronę. Jedni do domu, inni dopiero do pracy. Starsze panie dźwigały ciężkie siatki z zakupami, a mamy z dziećmi wracały z placów zabaw. Małe pociechy nie były z tego zadowolone. Młodzi ludzie szli i się śmiali. Auta jechały machinalnie. Wszystko było machinalne i takie samo codziennie. I właśnie to mnie dobijało, że nasze życie jest wiecznie monotonne. Wstawałam rano, szykowałam się, szłam do szkoły, wracałam, uczyłam się, szłam spać i tak w kółko i kółko. Miałam dość tej monotonni, jednak nie umiałam jej zapobiec. Najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam, co robić.
            Kastiel pomachał mi ręką przed oczami, a ja jakby ożyłam.
-Stało się coś? –Zapytałam.
-Jeśli będziesz taka zamyślona to znowu wpadniesz pod auto –mruknął.
-Sorki.
Weszliśmy na teren parku. Ludzi było mało. No i jak zwykle każdy gdzieś pędził. Razem z chłopakiem usiadłam na jednej ławce, a wtedy Kas spuścił Demona ze smyczy.
-Czemu jesteś taka markotna? –Zapytał buntownik, odpalając papierosa.
-A, czemu ty jesteś taki ciekawski? Nie wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?
-Ja już dawno w nim jestem skarbie. I nigdy z niego się nie wydostanę.
Zaśmiałam się lekko. Dostrzegłam, że na ustach mojego towarzysza zagościł lekki uśmiech.
-To powiesz mi, co jest przyczyną twojego smutku? –Dociekał dalej.
-Sama nie wiem. Po prostu czasami mam tak, że siadam i zastanawiam się, co jest nie tak z tym światem. Popadam w taką melancholię. To wszystko.
Kastiel chwilę analizował moje słowa, a następnie pokiwał głową.
-Znam na to radę. Nazywa się przyjaciele, a druga to wyjście z domu.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
-Nie wszystko jest takie łatwe –odparłam, wracając wzrokiem na drzewa.
-Jeśli się utrudnia, no to tak. Od dziś nie będziesz siedzieć sama. Będę przychodził codziennie i będziesz siedzieć ze mną i chłopakami.
-Niedoczekanie twoje, nie wytrzymam z wami.
-Twój problem. Nie pozwolę ci siedzieć i marnować życia. Jesteśmy młodzi i trzeba z tego korzystać. Poczuć smak życia, nie możesz być wiecznie sama.
Posłałam mu życzliwy uśmiech.
-A teraz cię odprowadzę, bo Melissa mnie zabije.
-Właśnie! Od kiedy ty jesteś z moją ciocią, an ty? Czyżbyś gustował też w starszych?
Wstaliśmy z ławki, a buntownik zawołał Demona.
-Niekoniecznie. Gustuje w młodych, czarnowłosych kuzynkach moich przyjaciół.
-Szkoda tylko, że one nie gustują w tobie.
-Osz ty!
Czerwonowłosy zaczął mnie łaskotać, a ja śmiałam się jak opętana. Nie mogłam złapać oddechu. W pewnym momencie potknęłam się o coś i ciągnąć za sobą chłopaka upadłam. Kas przestał mnie łaskotać, a ja jęknęłam z bólu.
-Coś ci się stało? –Zapytał dureń.
-Tak, dupa mnie boli.
-No to było w nocy ostro.
-Jak cię kiedyś pierdolnę za te głupoty!
-Pierdol mnie ile chcesz, tobie mogę się dać.
Lekko się zarumieniłam, jednak zaraz uderzyłam chłopaka w ramię. Ruda małpa zwisała nade mną, a ja nie miałam możliwości ucieczki.
-Idźmy do domu, bo mi zimno –skłamałam.
Kastiel pomógł mi wstać i razem ruszyliśmy do domu cioci.
Kolejna krępująca sytuacja… On działa na mnie jak magnes… Ciekawe tylko, co jeszcze przyciąga oprócz mnie…

~~~~
I oto kolejny rozdział ^^ 
Trzymajcie kciuki, żeby było tak dalej <3