poniedziałek, 2 stycznia 2017

Ogłoszenie

Hej kociaki ^^
Czas na nowo rozkręcić bloga, bo teraz nie mam zamiaru was zostawiać
Pomimo, że jest dużo nauki i egzamin to dam radę :)
Muszę dla was :*
Przez ten cały czas, gdy nie pisałam było mi źle,
źle że zostawiłam was, a wy pokładaliście we mnie wielkie nadzieje.
Ale już mniejsza z tym, postaram się pisać dość często.
No niestety nie da rady chyba pisać rozdział na tydzień, ale się postaram. 
Jednak nie będzie też tak, że posty będą raz na miesiąc.
Dobra, przejdę do sedna >.<
Pomyślałam, że można znowu by coś wykombinować, coś co nie będzie rozdziałem ^^
Dlatego wpadłam na kilka pomysłów i chcę żebyście wyrazili swoje zdanie
No bo chyba nie będzie miało sensu pisać te rzeczy, gdy wam nie będą się podobać xD
Ale przechodząc do tych pomysłów:

1. Posty bohaterów
Pojawiały by się może nawet i dość często, bo jakoś nie są trudne do pisania.
Bohaterowie z naszych opowiadań pisali by dla was jakieś krótkie notki
ze śmiesznymi rozmowami i zdarzeniami.

2. Wywiady z bohaterami
Zadawalibyście pytania do bohaterów opowiadań, a oni by wam odpowiadali ;)

3. Wasze krótkie opowiadania
Moglibyście podsyłać mi jakieś opowiadania, a jeśli spodobały by mi się to dodałabym na bloga z linkiem do waszego bloga, konta na wattpadzie, czy cokolwiek. Myślę, że byłaby to przyjemna odskocznia, a jednocześnie miły gest i pomoc 

4. Coś o mnie?
Może chcielibyście wiedzieć co o mnie? Moglibyście zadawać mi jakieś pytania, czy coś, a ja bym szczerze opowiadała. Ewentualnie mogłabym zrobić drugiego bloga bardziej o mnie.

Przemyślcie wszystko i napiszcie komentarze, a ja zrobię ankietę ;)
Będzie można wybrać kilka odpowiedzi 
Bardzo ważne jest dla mnie wasze zdanie, więc proszę o szczerą ocenę
No to tyle, do następnej notki :*

niedziela, 1 stycznia 2017

Kastiel x Alice

Rozdział XV


"Nieproszony gość"


Alice  

          Pomimo zerowych chęci do życia poszłam na lekcję. Przybrałam sztuczny uśmiech i było okej.
Może nikt się nie zorientuje? Miejmy nadzieję...
Na biologii siedziałam z Rozalią. Dziewczyna nie odzywała się do mnie jakoś bardzo. Na pewno chciała dać mi czas na ochłonięcie. Pomimo swojego charakteru, umiała być też cicho i dać czas na przemyślenie.
            Po lekcji zaczepiła mnie Sara.
-Jak się trzymasz? -zapytała.
-Już ochłonęłam- odparłam.
-Ściemniać to MY,  nie NAS. Przecież widzę.
-Maaatko! Czy ty mnie musisz tak dobrze znać? -Jęknęłam.
-Nie moja wina. Zróbmy tak. Przyjdę dziś do Ciebie i o tym pogadamy. Lepiej, żeby Kas nie wiedział o uczuciach Zeke'a.
-Masz rację.
            Rozbrzmiał donośny dźwięk dzwonka szkolnego, pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam na fizykę. Usiadłam do ostatniej ławki i czekałam aż męka się skończy. Gdy tylko nauczyciel wszedł zarządził pytanie. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się wrednie.
Zajebiście!
Dla zasady przejechał palcem po numerach w dzienniku i gdy zatrzymał się, do klasy wszedł Nataniel.
-Dzień dobry. Mogę prosić Alice?
-Em...Tak oczywiście- powiedział nauczyciel.
Uśmiechnęłam się triumfalnie i wyszłam z blondynem.
-O co chodzi?- Zapytałam.
-Twój wujek przyjechał i mówi, że musi z tobą pilnie porozmawiać. Czeka w przedsionku.
-Okej, dzięki Nataniel.
Gospodarz wszedł do swojego pokoju, a ja ruszyłam do wejścia szkolnego.
            Gdy tylko otworzyłam drzwi i zobaczyłam, kto za nimi stoi, miałam ochotę uciec. Moje nogi zrobiły się jak z waty, a oddech przyśpieszył. W przedsionku wcale nie stał żaden z moich wujków. Tylko wysoki chłopak z czarnymi jak smoła włosami i niebieskimi oczami. Ubrany był jak zwykle w czarne rurki z łańcuchami po bokach, glany i skurzaną kurtkę. Jego malinową wargę zdobił kolczyk.
-Co ty tu do cholery robisz? -zapytałam.
-Oj, Alice nie udawaj głupiej. Przecież widzisz, że stoję -powiedział, uśmiechając się kpiącuo.
W tamtej chwili miałam ochotę uderzyć go w te wargi i zetrzeć my głupi uśmiech z twarzy.
-Mów, po co tu przyjechałeś?!
Chłopak zbliżył się do mnie, a ja odsunęłam się.
-A po co mógłbym przyjechać? To chyba oczywiste, że po was.
-Nie jesteśmy rzeczą! Nigdy nas nie dostaniesz sukinsynie!
-Licz się ze słowami. Nacieszcie się życiem póki możecie, bo niedługo znowu będziecie na moje rozkazy.
-Śnij dalej.
-Zobaczymy skarbie. Ostrzerz Sare. Pamiętaj, że ja mam ludzi wszędzie.
-Zostaw nas w końcu w spokoju.
Chłopak złapał mój podbródek i zadarł go do góry.
-Nie ma mowy. Takiego towaru nigdy nie zostawię. Macie szczęście, że was ostrzegłem. Tu masz mój numer złotko, w razie gdybyś się zdecydował wcześniej niż, gdy po was przyjdę.
Czarnowłosy wyszedł, a ja jeszcze chwilę stałam w przedsionku.
Błagam, żeby to był sen...
            Jednak to nie był sen. To wszystko działo się naprawdę i to mnie najbardziej przerażało. Przeszłość goniła mnie. Zawsze prędzej, czy później dopadała mnie w swoje szpony.
Nie mogę narazić Sary...Ona tyle przeszła...
Z wielkim trudem wróciłam na lekcję. Usiadłam do swojej ławki i udawałam, że wszystko jest dobrze.
...
            Gdy tylko przyszłam do domu, od razu poszłam do swojego pokoju. Włączyłam wierzę i położyłam się na łóżko.
Myślałam, że jak się wyprowadzę to moje problemy znikną... Jestem tak naiwna...
Mój spokój nie trwał długo. Drzwi pokoju otworzyły się zamaszyście, a ja spojrzałam na próg. Stała w nim Sara, uśmiechnięta od ucha do ucha.
-Zbieraj się. Wszyscy zbieramy się u Kasa i chlejemy! -zarządziła.
-Wy wiecie, że jutro mamy szkołę? -zapytałam wstając z łóżka.
-Przesadzasz, wszystko będzie dobrze. Popraw się i ruszamy na chlanie!
-Jaką ty entuzjastyczna jesteś, gdy będzie się pić- zaśmiałam się.
-Nie pierdol tylko się zbieraj.
Jęknęłam głośno i poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż i nałożyłm nowy, lżejszy. Włoży rozczesałam i splotłam w lekkiego warkocza.
-Gotowa? -zapytała niebiskowłosa, siedząca na moim łóżku.
Psiknęłam się perfumami i skinęłam głową. Ubrałam się i poszłam z dziewczyną do jej domu.
            Od progu słychać było głośne rozmowy i śmiechy.
-Zaczęli bez nas- zaśmiałam się, ściągając kurtkę.
-Cześć kicia- usłyszałam znany głos.
Odwróciłam się przodem do czerwonowłosego.
-Cześć- powiedziałam, uśmiechając się.
Chłopak pocałował mnie. Bez wachania oddałam pieszczotę. Licealista przeniósł swoje ręce na mój tyłek, a ja zamruczałam w jego usta.
-Tylko się tu nie rżnijcie!
Oderwałam się od rudej małpy i spojrzałam w bok.
-Ash'i! -pisnęłam i podbiegłam do białowłosego.
Ash rozłożył ręce, a ja wskoczyłam na niego i oplotłam go nogami.
-Alex w ogóle Cię nie karmi, schudłaś- powiedział chłopak, niosąc mnie do salonu.
Przyjaciel rzucił mnie na łóżko, a ja śmiałam się jak opętana.
-Witaj księżniczko -przywitał mnie Rafał.
-Rafcio!
Rzuciłam się chłopakowi na szyję, a on jedną ręką uniósł mnie do góry.
-Ash'i ma rację, zmizerniałaś -mruknął odstawiając mnie.
-Ale luz dziś przytyjesz-powiedział Zeke.
Zaśmiałam się i ogarnęłam wzrokiem chłopaków.
-Tęskniłam- powiedziałam i przytuliłam całą trójkę.
-Dość tulasów! Chlejemy! -krzyknął Alex.
-Zjebałeś zjebie! -walnęłam go w głowę.
            Zeke zajął się muzyką, Roza szklankami, Ash i Rafa przynieśli przekąski z auta, a ja z Kasem poszłam do garażu po alkohol.
-Masz z nimi naprawdę dobry kontakt -powiedział czerwonowłosy. -Wiesz, przez te wszystkie lata byłam z nimi. Są dla mnie jak bracia- odparłam, biorąc piwa.
Gdy wróciliśmy do salonu wszystko było gotowe. Muza, przekąski i reszta.
-No to zapowiada się długo wyczekiwany wieczór- powiedział Alex, udając, że wznosi toast. - Nareszcie wszyscy jesteśmy razem.
Spojrzałam na wszystkich i uśmiechnęłam się.
Alex ma rację. Jesteśmy jak rodzina, nie pozwolę ich skrzywdzić, a już zwłaszcza Sary...

~~~
Tak, więc jestem misiaki ;*
Ten rozdział wyszedł mi strasznie krótki, ale pisałam go na szybko, żeby pokazać wam, że wracam z wielkim wejściem, ponieważ zaczynam kontynuować "Kas x Alice " ^^
Mam nadzieję, że niespodzianka mi wyszła ;)
Rozsyłajcie linki do bloga i polecajcie innym, jeśli się wam podoba ;*
Do następnej notki ;*


Zagubiona V

Rozdział V


"Niespodzianka słodka..."

Cassandra

Uwielbiałam piątki. Były w nie zazwyczaj luźne lekcje, więc nie wracałam zmęczona do domu. W ten dzień zazwyczaj wyłączałam się z lekcji. Ale te czasy najwidoczniej miały się skończyć w Słodkim Amorisie. Był to mój pierwszy piątek tam. Miałam siedem lekcji i ani trochę nie były one łatwe. Chemia, fizyka, biologia, dwie matematyki, historia i jedyna luźna, godzina wychowawcza. Po męczącym dniu, weszłam do tej przeklętej sali od historii i usiadłam w swojej ławce.
Błagam niech to szybko minie. Chcę do łóżeczka...
            Zmęczona usiadłam do tej przeklętej ławki.
-Ktoś tu ma chujowy dzień? –usłyszałam szept przy moim uchu.
-Kastiel spierdalaj - warknęłam.
Ruda małpa zaśmiała się, a mnie aż ręka zaświerzbiła. Kas bez pytania usiadł obok mnie.
-Czy ty nie rozumiesz słowa "spierdalaj" ?- zapytałam retorycznie.
-Rozumiem, ale nie z twoich ust słodziutka.
-Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, a oberwiesz i to dość konkretnie.
-Bo ty mi coś zrobisz.
-A żebyś kurwa wiedział.
-No ciekawe co.
-Skoro tak bardzo cię to obchodzi, to wyrwę ci nerki przez odbyt i wsadzę do gardła. Oczy wydłubię plastikową łyżeczką i wsadzę do słoika. Zęby powybijam i zrobię sobie naszyjnik. Te twoje czerwone kudły obetnę i zrobię sobie rękawiczki. Paliczki powyłamuje i zrobię sobie z nich kubki. Serce wytnę i wbiję gwoździem w ścianę. Płuca wyrwę i zrobię z nich miski. Jelita wyciągnę przez twoją kościstą dupę i zrobię z nich łańcuszki. Jądra wytnę i wsadzę do słoika, a twojego małego chuja obetnę przy samej dupie i dam do muzeum jako najmniejszego chuja na świecie! A mózg bym wydłubała, ale go nie masz zjebie niemyty!
Pod koniec już tylko krzyczała.
-Panno Price! Natychmiast do dyrektora!
            Spojrzałam zaskoczona na początek sali. Przy tablicy stał pan Frazowski, nasz wychowawca. Jego twarz była cała czerwona ze złości. Chwyciłam torbę i obdarzyłam Kastiela wkurwionym spojrzeniem. Czerwonowłosy tłumił śmiech.
-Zajebię cię -wyszeptałam.
-Panno Price...
-Słyszałam!
Zdenerwowana na maksa wyszłam z sali.
Ten matoł zepsuł mi cały dzień! A kilka dni temu, po tym prawie pocałunku myślałam, że mogę coś do niego czuć. Niedorzeczność...

Ethan

            Wsiadłem z Cassie do auta.
-Co ci przyszło do głowy, żeby drzeć się na niego na lekcji? -zaśmiałem się, odpalając silnik.
-O matko, Ethan! Nie usłyszałam dzwonka, a Kas tak mnie wkurzył, że się uniosłam.
-Masz szczęście, że jeszcze nie pojechałem.
Czarnowłosa uśmiechnęła się lekko. Widać było, że złość troszkę jej przeszła.
-Ale w sumie to dobrze, bo będziemy mogli wcześniej jechać.
-Yhym, mam dość tego dnia.
-Jak tylko przyjedziemy do się pakujesz.
-Co?! Ciocia mnie już nie chce?!
-Nie! Coś ty!
Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
Nawet gdyby nie chciała, to nie pozwoliłbym ci odejść...
-Zabiorę cię gdzieś na weekend.
-Ethan -jęknęłam.- Wiesz, że nie lubię niespodzianek.
-Sorki mała, musisz wytrzymać.
            Cassie próbowała wydobyć ze mnie informacje gdzie dokładnie ją zabieram, jednak ja nie pisnąłem ani słowa. Było to dla mnie wyczynem, ponieważ jej urok osobisty zawsze na mnie działał. Nie potrafiłem odmówić tak kochanej istocie.

Cassandra

            Po przyjeździe do domu Ethan od razu kazał mi się spakować. Bez zbędnych pytań i narzekań zrobiłam to co chciał. Powiedział, że zabiera mnie na dwa dni, dlatego wzięłam tylko dwie bluzki, spodnie, coś do spania i kosmetyczkę.
-Gotowa -powiedziałam stając przed nim w przedpokoju.
-Maleńka, rozchmurz się.
Kuzyn uśmiechnął się do mnie ciepło. Tak bardzo kochałam ten uśmiech. Był taki wyjątkowy i piękny. Uwielbiałam na niego patrzeć. Ta mała rzecz, była dla mnie wspaniała i zawsze odwzajemniałam ten gest. Tak było i tym razem. Uśmiechnęłam się do kuzyna i pokręciłam głową.
-Byłabym bardziej zadowolona, gdybyś powiedział mi gdzie jedziemy -powiedziałam, ubierając buty.
-Nie ma tak łatwo.
Ethan cmoknął ustami, a ja zaśmiałam się i zrobiłam tak samo.
Po pięciu minutach byliśmy już w aucie.
-Ethan, a możemy podjechać gdzieś i coś zjeść? Jestem głodna jak wilk- jęknęłam.
-Jasne, chińszczyzna? Sushi? Pizza? Mac? -zaczął wymieniać, a ja się śmiałam.
-Chińszczyzna! -krzyknęłam uradowana.
-To kierunek makaron i kurczak!
...

Po zjedzeniu ruszyliśmy w.dalszą podróż. Próbowałam wyciągnąć coś od Ethan'a, ale on był dalej nie ugięty. W końcu zrezygnowałam. Uznałam, że wytrzymam i tyle. Byłam tak senna, że w końcu, nie wiedzieć kiedy, zasnęłam.
Ethan

            Gdy Cassie zasnęła odetchnąłem z ulgą. Miałem pewność, że nie będzie o nic pytała. Spojrzałem na śpiąca dziewczynę i uśmiechnąłem się lekko. Stanąłem na poboczu i poszedłem otworzyć bagażnik. Nie geniusze, nie chciałem jej tam wsadzić. Wyciągnąłem koc i wróciłem na swoje miejsce.
-Śpij spokojnie maleńka- wyszeptałem, okrywając czarnowłosą.
Dałem jej buziaka w czoło i wróciłem do kierowania autem.

Cassandra

            Obudził mnie dotyk i delikatny głos. Po chwili, gdy moje zmysły się wyostrzyły, zdałam sobie sprawę, że to Ethan budził mnie.
-Już jesteśmy? -zapytałam, a właściwie ziewnęłam.
-Tak śpiochu- zaśmiał się mój kuzyn. -Spadaj szoferze.
-Dobra, luzuj majty i chodź.
Brunet zakrył mi oczy ręką.
-Durne te twoje niespodzianki- mrugnęłam.
-Zawsze jak ktoś Cię obudzi, jesteś gburem.
-Nie moja wina.
-Dobra dosyć. Podziwiaj.
            Chłopak zabrał rękę, a moim oczom ukazał się mały, ale urokliwy domek. Miał kremowe ściany. Chodnik był wyłożony kostką. Gdzie nie gdzie były małe drzewka i niskie lampki. Po lewej stronie był basen, w tamtej chwili zakryty. Do wejścia prowadziły schodki, a po lewej stronie domu był garaż.
-Nie rozumiem, po co mnie tu zabrałeś? -zwróciłam się do kuzyna.
-Twoi rodzice przepisali ci ten dom w testamencie.
-Ale przecież...
-Wiem. Twoi rodzice mieli jeszcze drugi testament. Odczytywany był ten mamy, tato w swoim przepisał ci ten domek.
            Nie wiedziałam co powiedzieć. Wspomnienia wróciły do mnie falą. Przypomniałam sobie jak siedziałam z rodziną i słuchałam jak odczytywano testament. Po moim policzku spłynęła łza, a za nią kolejna i kolejna. Ethan przytulił mnie mocno.
-Spokojnie maleńka- wyszeptał.
-Oni...Byli tacy wspaniali.
-Już, ciii...
            Gdy trochę się uspokoiłam brunet zaproponował obejrzenie domu w środku. Po prawej stronie znajdował się duży salon, kawałek dalej była kuchnia, łazienka i schody na górę, a tam dwie sypialnie, z czego jedna z tarasem.
-Jest piękny, wystarczy go odnowić -powiedziałam.
-Myślę, że z pieniędzy jakie zostawił ci tato da radę to zrobić.
-Żartujesz? Zostawił mi jeszcze jakieś pieniądze?
-Nie żartuje, to druga niespodzianka.
-Oni naprawdę byli wspaniali... Chciałabym być tu z nimi. Ten dom i pieniądze oddałabym za nich.
-Na pewno są z Ciebie dumni. I trzymają za ciebie kciuki.
Uśmiechnęłam się do kuzyna. Cieszyłam sie, że go mam. Gdyby nie on, już dawno bym się poddała.

Ethan

            W domu było sporo sprzątania, jednak nie zraziło to Cassie. Oboje wzięliśmy się za sprzątanie. Na pierwszy ogień poszła sypialnia, bo w końcu na czymś musieliśmy spać, później ogarnęliśmy kuchnię I razem zrobiliśmy kolację. Natomiast na wieczór włączyliśmy film.













czwartek, 29 grudnia 2016

Życzenia ;)

Hej kociaki! ^^
Chciałam wam życzyć Szczęśliwego Nowego Roku,
żebyście spełniali swoje marzenia, dobrze się uczyli,
byli szczęśliwi, zdrowi, zawsze pełni energii,
mieli by sobie prawdziwych i oddanych przyjaciół, którzy skoczą za wami w ogień
albo pomogą ukryć zamordowane ciało ;)
No i oczywiście mam nadzieję, że nie będzie mnie opuszczać,
tylko wspierać ;)
Postaram się poprawić i pisać coś na bloga ;)
Tak więc wszystkiego najlepszego w roku 2017! ^^

A tu taki mały bonusik dla was ;)

Rok przed akcją opowiadania "Kastiel x Alice"

Alice

Spojrzałam na wielki salon, który był wystrojony tak bardzo, że chciało mi się rzygać. Wszędzie pełno było złota i srebra. Moja mama jak zawsze musiała pokazać ile mamy hajsu. Stół ciągnął się przez całą długość pokoju, był na nim biały obrus, udekorowany jakimiś pierdołami. Krzesła obszyte białym materiałem, aż do samej ziemi oraz obwiązane jakimiś złotymi i srebrnymi łańcuchami. Nad środkiem stołu znajdował się kryształowy żyrandol, z którego rozchodziły się złote i srebrne łańcuchy do końców pokoju. W suficie od zasrania balonów, oczywiście, w jakim kolorze? Tak, zgadliście w srebrnym i złotym. 
Nie potrzeba było mi dłużej patrzeć na salon. Po prostu pokręciłam głową i wyszłam.
A tata jak zwykle jej przytaknie… Nienawidzę tego domu!
Poszłam do swojego pokoju i walnęłam się na wielkie łóżko. Jednak nie poleżałam na nim długo. Złość mnie nosiła, dlatego sięgnęłam po paczkę papierosów z szafki nocnej i podeszłam do okna. Otworzyłam je i usiadłam na parapecie odpalają fajkę. Już z pierwszym zaciągnięciem lekko się uspokoiłam.
-Miałaś nie palić.
Spojrzałam na wejście do pokoju. Stał tam Alex oparty o futrynę.
-Przy nich ciężko –mruknęłam.
Chłopak wszedł i zamknął za sobą drzwi, następnie usiadł na łóżku.
-Maleńka mnie też wkurza ten przepych, ale spokojnie. Przyjdą goście, przywitamy się i wymkniemy, co?
-Z wielką chęcią.
Uśmiechnęłam się ciepło do brata. Jego usta również miło się wykrzywiły.
-Nie siedź tak przy otwartym oknie –powiedział, zarzucając mi bluzę na ramiona.
-Spokojnie.
            Gdy Alex wyszedł z pokoju dokończyłam papierosa i zamknęłam okno. Jednak dalej patrzyłam przez nie.
Przynajmniej jest śnieg… Świeży jest taki ładny…
-Alice! –Usłyszałam krzyk taty.
-Idę!
Zwinnym ruchem zeskoczyłam z parapetu i poszłam do holu, w którym stał mój tato.
-Tak? –Zapytałam.
-Mówiłem już Alex`owi, ale muszę też tobie. Mama organizuje wielkie przyjęcie z okazji nowego roku. Nie możecie niestety na nim być. Przepraszam skarbie –powiedział.
-No okej tato, to wyjdę gdzieś z Alex`em.
-Dobrze. Szczęśliwego nowego roku.
-Nawzajem tato.
Przytuliłam się do ojca, a następnie wróciłam do swojego pokoju.
Ta jędza go zmienia! On nigdy taki nie był…
Po moim policzku spłynęła samotna łza. Zrobiło mi się strasznie przykro, ponieważ tato zawsze stawiał nas ponad wszystko.

…

            O ósmej byłam gotowa. Do mojego pokoju przyszedł Alex, z którym wyszła bez słowa. I tak nikt nami się nie przejmował. Miałam na sobie czarne rurki, koturny, top i bluzę zapinaną na zamek. Włosy podkręciłam i zostawiłam rozpuszczone.
            Wsiadłam do czarnego BMW i zapięłam pasy.
-To gdzie jedziemy? –Zapytałam.
-Niespodzianka. Dla efektu zwiążę ci oczka.
Zaśmiałam się, a mój brat zawiązał mi bandamkę.
Przez całą podróż narzekaliśmy na rodziców. Gdy poczułam, że auto hamuje, sięgnęłam dłońmi do bandamki, jednak Alex nie pozwolił mi jej rozwiązać. Drzwi po mojej stronie się otworzyły, a ja zostałam wyciągnięta.
-Alex nie ufam ci –powiedziałam.
-Jemu nie musisz, a mi chyba ufasz słodka.
            Zeke odwiązał mi bandamkę, jego głos poznałabym na końcu świata.
-Zeke`uś! –Wykrzyknęłam.
Przytuliłam się mocno do chłopaka.
-Spokojnie mała, wrzuć na luz.
-Kogo to pomysł? –Zapytałam, odrywając się od bruneta.
-Alex wpadł na to.
-Kochany braciszek!
            Po radosnych powitaniach poszliśmy do domu Rafy, w którym miała być cała imprezka.
-Zapraszaliście kogoś jeszcze? –Zapytałam.
-Nie, będziemy tylko naszą paczką –odpowiedział Ash.
-A Sara?
-Powiedziała, że wpadnie po północy, bo musi siedzieć z mamą.
Uśmiechnęłam się do przyjaciół.
-To czas na dekorowanie! –Wykrzyknął Alex.
Każdy z nas miał coś do roboty. Ash i Rafael wieszali balony i serpentyny. Alex przygotowywał alkohol i kieliszki, a ja z Zeke`em robiliśmy przekąski. Tak, wsypywanie chipsów i innych takich to robienie przekąsek.
            Gdy wszystko było gotowe zaczęliśmy zabawę. Tańczyliśmy, piliśmy, bawiliśmy się i po prostu cieszyliśmy razem. O północy wypiliśmy szampana, a później przyszła Sara, natomiast zabawa dalej się kręciła. Był to mój najlepszy Sylwester. Spędzony z ludźmi, który byli, są i będą dla mnie wszystkim.







niedziela, 25 grudnia 2016

Spóźnione życzenia

Moi kochani, wybaczcie, że tak późno. Jednak mimo wszystko życzę wam zdrowia, szczęścia, radości, spełnienia marzeń i pomyślności w Nowy Roku ;*

Zapraszam was też jeszcze raz do mojego blogu z Toksyną. I jeszcze raz zapytam się, czy chcecie żebym założyła bloga o sobie?

czwartek, 8 grudnia 2016

Nowinki :)

Od dziś mój blog z Toxic ożył :)
Wstawiłyśmy prolog i zaczynamy współpracę ^^
Mam nadzieję, że zajrzycie zobaczyć :*
A ten blog ruszy do życia wraz z Nowym Rokiem :)
Zachęcam was jeszcze raz do czytania :)

Hej kociaki

Hej, Hej kociaki ;*
Ogłaszam, że wracam od stycznia do pisania ;)
A po resztę wyrażeń zapraszam na facebooka ;*

niedziela, 10 lipca 2016

Zagubiona IV

Rozdział IV

"Pakt z diabłem przypieczętowany krwią..."

Cassandra

Gdy Ethan miał już włączyć film przypomniało mi się, że jestem w ubraniach Rozy. Szybko przeprosiłam kuzyna i pobiegłam do swojego pokoju. Szybko przebrałam się w białe, krótkie, koronkowe spodenki, crop top i szare zakolanówki. Włosy rozczesałam i zmyłam makijaż. Uśmiechnięta zeszłam na dół.
-Już jestem, sorki -oznajmiłam, wskakując na kanapę.
-No spoko, spoko. A właściwie to kogo to były ubrania? Bo chyba nie twoje, nie? -zapytał kuzyn, włączając film.
-Taaa...Strasznie padało rano i byłam mega przemoczona. Rozalia dała mi swoje jakieś ubrania, które miała w szafce.
-No tak...To było w jej stylu. Wszystko na wierzchu.
-Nie podobają ci się takie dziewczyny? -droczyłam się.
-Jakoś niezbyt.
Ethan wsadził sobie garść popcornu do buzi, To był ewidentny koniec rozmowy. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem i zaczęłam wkręcać w film. Po dwóch godzinach dobrego seansu jak zwykle siedzieliśmy przez chwilę ciszy. Film pomimo, że oglądany przez nas tyle razy zawsze nas wkręcał. Nie umieliśmy się oderwać od telewizora.
W końcu jednak odezwaliśmy się do siebie. Oczywiście zaraz skończyło się to śmiechem, jak większość rzeczy jakie robiliśmy.
-To co dalej? -zapytał Ethan i spojrzał na zegarek.- Jest dziesiąta...
-Jutro szkoła -jęknęłam.
-To może...Małe wagary?
-A z wielką chęcią.
-Wiem, że tobie to na rękę -zaśmiał się.
Przytuliłam mocno kuzyna, a ten się zaśmiał i usadził na swoich kolanach.
-W takim razie co chcesz robić maleńka?
Udałam, że się zastanawiam. Od zawsze wyglądało to u mnie śmiesznie (i tak miało wyglądać), dlatego i tym razem Ethan uśmiechał się szeroko pokazując swoje śliczne ząbki. Chwila...Czy ja powiedziałam, że ma śliczne ząbki? Oj trudno.
-Zróbmy magiczne lody! -wykrzyknęłam.
Brunet zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
-W takim razie zapraszam księżniczkę do krainy jednorożców! -wykrzyknął chłopak i wziął mnie na ręce.
Nie powiem zaskoczył mnie, ale było to urocze. Prze krótką drogę do kuchni Ethan nucił pod nosem, a ja zwijałam się ze śmiechu. W końcu kuzyn posadził mnie na blacie kuchennym i stanął pomiędzy moimi nogami.
-A więc królowo krainy jednorożców jak zrobić magiczne lody? Jestem na każdy rozkaz waszej wysokości -powiedział z łobuzerskim uśmiechem i skłonił się.
Powstrzymałam się od śmiechu i wzięłam drewnianą łyżkę do zupy. Zamachałam nią, a następnie dotknęłam nią ramienia Ethan`a.
-Ser jednorożcu wyjmij lody z lodówki, a resztą zajmie się królowa. Jednak najpierw musi otrzymać zapłatę -powiedziałam, dalej tłumiąc śmiech.
-Tak jest wasza wysokość!
Brunet wstał z ziemi i ściągnął mnie z blatu kuchennego, a następnie ucałował w czoło. Później wyciągnął lody, które ja ozdobiłam bitą śmietaną, posypką, czekoladą, owocami i ciastkami.
-A dupa rośnie -powiedziałam, gdy siedzieliśmy po turecku na blacie kuchennym.
-Nic nam się nie stanie. Jak zjemy to przejdziemy się na spacer -odparł Ethan.
-Jest prawie jedenasta, a ty chcesz iść na spacer? -zaśmiałam się.
-Oczywiście! Dzisiaj pełnia muszę wyć do księżyca.
-Pomińmy fakt, że nie ma pełni , a księżyc wygląda teraz jak rogalik.
-Ciii...Niszczysz mi marzenia.
No tak, nie jesteśmy normalną rodziną, ale to już chyba było widać na początku.

...

Po zjedzeniu lodów poszłam do pokoju się przebrać. Przyznam, że lody jedliśmy dość długo ze względu na ciągłe napady śmiechu. Tak, więc gdy w końcu doczłapałam się do swojego pokoju i zamknęłam w nim, od razu podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czarne rurki z przetarciami na kolanach, czarną bokserkę i szarą bluzę. Na nogach zasznurowałam trampki i zbiegłam niczym sarna po schodach. Rozejrzałam się za Ethan`em. Jednak nie zauważyłam go, dlatego wbiegłam na górę. Stanęłam przed jego drzwiami i gdy już chciałam wchodzić, chłopak otworzył drzwi. Oczywiście wpadłam na niego, co skutkowało uderzeniem w jego klatę. 
-Nic ci nie jest?- zapytał chłopak, odsuwając mnie od siebie.- Przepraszam.
-Jest okej, nie masz za co przepraszać.
Uśmiechnęłam się promiennie, na co kuzyn odpowiedział mi tym samym.
-W takim razie zapraszam księżniczkę krainy różoffych jednorożców na spacer -powiedział Ethan i skłonił się teatralnie.
Brunet otworzył mi drzwi, a ja dygnęłam i wyszłam przed dom,
-Nie wiem co nam odpierdala po tym jednym piwie -zaśmiał się ser jednorożec.
-Też nie wiem. zachowujemy się jak dzieci -powiedziałam.- Ale powiem ci, że raz na jakiś czas przyda się taka odmiana. Nie chcę czuć się dorosła. Wolę powrócić do czasów, gdy byłam dzieckiem. Wtedy wszystko było takie proste... Nie skomplikowane. A teraz? Jest tyle obowiązków, zadań, problemów...
-Masz rację. Ten czas tak szybko leci. Zaraz koniec szkoły, studia, praca, a później śmierć.
-Nie chcę tego. Nie chcę też żyć wiecznie, bo to byłoby nudne, ale... Ethan...ja...Ja boję się śmierci. Boję się tego kiedy nadejdzie. Najgorsza jest ta pierdolona niewiedza. Nie wiesz czy umrzesz ze starości, czy ktoś cię postrzeli czy będziesz miał jakiś wypadek.
-Maleńka nie płacz -powiedział kuzyn obejmując mnie.
Zdziwiona dotknęłam swojej twarzy. Rzeczywiście miałam mokre policzki. Szybko starłam łzy.
-Zawsze, gdy o tym myślę zaczynam płakać... To jest takie mega przykre.
-Spokojnie maleńka. Zadbam aby twoje życie było zajebiste.
-Kocham cię Ethan -wyszeptałam i przytuliłam się do bruneta.

~~~~~~~~~~~~
Dzisiaj trochę inaczej, Zero Kasa duuuużo Ethan`a xD
Rozdział niesprawdzany, mam nadzieję, że się podoba :*

wtorek, 5 lipca 2016

Pamiętnik Cassie I

No to hm...Od czego zacząć...Nigdy nie pisałam pamiętnika...Ah...Zachciało się siedemnastolatce pisać pamiętnik xD
No dobra...To może zacznę od wyglądu...Mam czarne włosy, jestem niska. Cztery kolczyki w prawym uchu i trzy w lewym...
Cóż...Moi rodzice...Zginęli w wypadku samochodowym. Stało się to niedawno. Em...Nie chciałam za bardzo o tym z kimś rozmawiać...Dlatego ciocia zaproponowała mi żebym pisała pamiętnik...To może zacznę od początku?
Było zwyczajne weekendowe popołudnie,które spędzałam u cioci Melissy razem z kuzynami Ian'em i Ethan'em. Czekałam aż rodzice przyjadą i dołączą się do nas. W pewnym momencie cały mój świat runął w gruzach. Zadzwonił telefon domowy cioci. Kobieta poszła odebrać, a ja dalej śmiałam się z kuzynami. I nagle do salonu wbiegła zapłakana ciocia. Całą trójką podbiegliśmy do kobiety. 
-Mamo, co się stało? -zapytał Ethan. -Oni...Twoi rodzice Cassie, mieli wypadek. Zmarli na miejscu -powiedziała ciocia przez łzy. 
Spojrzałam na nią niedowierzając. Byłam zszokowana. Momentalnie upadłam na kolana i zaczęłam szlochać. Poczułam na sobie silne ramiona Ethan"a, który tulił mnie do siebie. 
-Wypłacz się maleńka, wypłacz- szeptał mi do ucha. 
W ciągu ostatnich kilku tygodni Ethan strasznie mi pomógł. Dzięki niemu nie siedziałam płacząc. Na pogrzebie cały czas tulił mnie do siebie. Brunet zawsze się mną opiekował. Kochałam go za to. Był zawsze jak mój brat. Mogłam mu o wszystkim powiedzieć, a on zawsze znalazł jakieś rozwiązanie. Umiał wywołać szczery uśmiech na mojej twarzy i zawsze wiedział kiedy kłamałam albo byłam smutna.
No, a teraz? Teraz mieszkam z nimi i jest już lepiej. Staram się o tym zapomnieć i żyć normalnie. 
W słodkim amorisie poznałam kilka osób...Na przykład Kastiela...Jest wysoki, ma czerwone włosy. Hm...Taki szkolny bad boy xD Jest w nim coś takiego...Nie umiem tego opisać. Coś mnie do niego ciągnie. Niewiadoma mi siła. To tak jakby ktoś pchał nas ku sobie. Z jednej strony mi się to podoba, a z drugiej niezbyt. Nie kocham go, to wiem na pewno. Ale co to dokładnie jest? No kurwa nie wiem. I to mnie właśnie przytłacza. To, że nie wiem co dokładnie czuje do chłopaka. Irytuje mnie to! Wręcz rozpierdala od środka...
Dzisiaj...Dzisiaj prawie się pocałowaliśmy. Jednak przerwał mój telefon, dzwoniła ciocia Melissa. Sama nie wiem czy to dobrze, czy źle. 
Ah...! Czemu to życie jest takie pojebane?! Czemu wszystko nie jest proste i łatwe? Masakra... Dobra na dziś chyba dość tego wyżalania się. 
Do następnego wpisu? Em...chyba tak xD

~~~~~
I kolejny pamiętnik się ukazał ;)
Błagam was komentujcie, rozsylajcie linki. Przerażają mnie statystyki :C wcześniej posty nie miały poniżej top wyświetleń teraz ledwo 30 dobijaja :ccc

piątek, 1 lipca 2016

Pamiętnik Ethan'a I

No tak...Osiemnastoletni chłopak pisze pamiętnik na blogu. Chyba mnie pojebało...O chuj...No dobra kwestię mojego popierdolenia pominę. 
W takim razie może trochę wam się przedstawię...Jestem wysokim brunetem. Mam osiemnaście lat, jak już mówiłem. Gram w zespole i mam brata. 
Hm...Od niedawna wprowadziła się do nas moja kuzynka. Jej rodzice zginęli w wypadku, ale to pominę. Znam się z nią od najmłodszych lat. Moja mama była siostrą wujka. Często się widywaliśmy i jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Jest dla mnie jak siostra. Ale cóż...
Odkąd skończyłem szesnaście lat moja kuzynka...Strasznie mi się podoba...Tak wiem...Jestem pojebany i w ogóle. Mówcie sobie kurwa co chcecie...Ale ja naprawdę się w niej zakochałem. 
Odkąd to sobie uświadomiłem starałem się i niej zapomnieć. Spotykałem się z różnymi dziewczynami, jednak żadna nie była podobna do niej. No właśnie w tym tkwi sedno. Ciągle porównuję wszystkie dziewczyny do niej. W sumie to od tego zaczęło się moje zakochanie. Uświadomiłem to sobie na jednej randce. Momentalnie zacząłem się nudzić i porównywać dziewczynę do niej, a później zdałem sobie sprawę, że jestem zakochany.
Chujowo...
Chciałbym być przy niej zawsze. Być z nią, móc ją całować, przytulać, pomagać...W sumie teraz też ją przytulam, pomagam, ale to nie to samo...Mam już dość ciągłego bycia pomocnym kuzynem. Mam dość jej łez wywołanych przez tych frajerów. Gdy widzę jak ona płacze...To tak jakby ktoś rozdzierał mi serce...
Teraz jest dużo gorzej. Gdy widzę ją w domu...Mam ochotę powiedzieć jej co czuję...Ale nie mogę...To jest przytłaczające...
Hm...No dobra chyba wystarczająco się rozpisałem xD W takim razie do następnej notki ;)

~~~~~
Napisałam pierwszą część pamiętnika Ethan'a. Następnym razem pokaże się pamiętnik Cas. Mam nadzieję, że będzie się to wam podobało ;)