Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżniczka Luna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżniczka Luna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2015

Księżniczka Luna

Epilog


Nadszedł dzień mojego wyjazdu. Chwyciłam ostatnią walizkę i wystawiłam ją za drzwi domu. Spojrzałam na przyjaciół. Byli ci którzy się dla mnie liczyli. Na moim podwórku stał Daniel, Lysander, Leo, Rozalia, Denis i oczywiście Kastiel. Gdy pożegnałam się ze wszystkimi podeszłam do buntownika. Nie wyglądał na zadowolonego, ale próbował to ukryć pod sztucznym uśmiechem. 
-To co? Do zobaczenia za rok? -Zapytał chłopak.
-Najwidoczniej tak -odparłam ze łzami w oczach.
-Nie płacz bo się rozmażesz -powiedział chłopak.
-Nie chcę cię zostawiać -wyszeptałam.
-Uwierz mi ja też tego nie chcę, ale tak będzie najlepiej. Będę czekać na ciebie. Będziemy dużo rozmawiać.
-Kocham cię Kas -wyszeptałam i wtuliłam się w chłopaka.
-Ja też ciebie kocham kocie -odparł chłopak ściskając mnie mocniej.
Odchyliłam się trochę i pocałowałam chłopaka. Był to nasz ostatni pocałunek. Przez cały rok miałem nie czuć ciepła jego ust. Dopiero co go odzyskałam, a znowu tracę.
-Do zobaczenia za rok -wyszeptał chłopak i podgryzł moje ucho.
-Do zobaczenia za rok -odparłam.
Chwyciłam walizkę i włożyłam ją do wozu. Kou, wysoki blondyn o niebieskich oczach, uśmiechnął się.
-Witaj Neko-chan -przywitał mnie w swoim ojczystym języku.
-Witaj, miło mi z tobą pracować -odparłam skłaniając się nisko.
-Mów mi Kou i tyle.
-Dobrze, jestem Rose.
Wsiadłam do wozu i ostatni raz pomachałam najbliższym.
-Żegnajcie -wyszeptałam.
Po chwili otrzymałam Sms-a
Tęsknię Kastiel :*
Uśmiechnęłam się blado.
-Zobaczysz trasa będzie świetna! Na miejscu poznasz moich braci -powiedział chłopak z uśmiechem.
Odwzajemniłam uśmiech.
Kou ma dużo pozytywnej energii. Ale nie zapełni uczucia pustki... Zostawiam wszystko na cały rok...Ale nie poddam cię i osiągnę swój cel! Czekajcie na mnie!

~~~~~~~~~~~~~
Tak oto dobiega koniec pierwszego tomu ;)
Chcę wam wszystkim serdecznie podziękować :* Gdyby nie wy to nie miałabym motywacji i rzuciłabym to po kilku rozdziałach jak resztę blogów xD Naprawdę jestem wam wdzięczna za komentarze, czytanie tego i ogółem za to, że jesteście :* 
Em...A teraz o drugim tomie... Nie wiem czy chcecie abym zrobiła tak, że w drugim tomie będzie dalsza część, czyli jak Rose wraca do miasta i co tam zastaje.... Czy może chcecie opowieści z trasy Rose...Ale jeśli mam być szczera mi osobiście podoba się pierwsza wersja, a druga może być jako oddzielna opowieść... Proszę pomóżcie mi w wyborze ;) 
Tak więc ustanawiam urlop :) Dokładne informacje co do drugiego tomu podam niedługo :) Do zobaczenia wkrótce <3
                              Wasza Sara/Kamila :*

niedziela, 5 lipca 2015

Księżniczka Luna 23

Rozdział 23

Kastiel

Zabrałem psy tak jak chciała Rose i wyszedłem z nimi.
Rose nadal nie chce mówić o tym co się wydarzyło, ani o tym jak się "odrodziła".
Zawołałem psy z powrotem i wróciłem z nimi. Daniel chodził po domu i czegoś szukał.
-Co zgubiłeś? -Zapytałem.
-Nie mogę znaleźć kluczy od samochodu -powiedział.
-Są w twoich drugich spodniach -odparłem. -Gdzie idziesz?
Mężczyzna był w garniturze, a to oznaczało, że miał ważne spotkanie.
-Jakiś gościu chcę żebyście zagrali.
-Ale Rose da radę?
-Jeszcze się pytasz. Na pewno da. Dobra lecę pa!
Chłopak szybko wyszedł z domu, a ja poszedłem do Rose. Dziewczyna leżała na łóżku. Uśmiechnąłem się pod nosem i położyłem się obok niej przytulając ja do siebie.
-Już wróciłeś? -Zapytała odwracając się do mnie przodem.
-Przed chwilą. Słyszałem, że jakiś gościu chce żebyśmy dla niego grali.
-A to jakiś właściciel klubu. Wiesz...Daniel chce żebym znowu wróciła na rynek...
-Ale jakoś nie widać żebyś była zadowolona -odparłem.
-Kiedyś śpiewałam, ponieważ to kochałam. Teraz ciągle te występy. Lubię to, ale nie daje już mi to takiej radości. Czuję się ptak w klatce, który śpiewa gdy mu każą.
-Przecież możesz śpiewać kiedy chcesz.
-Wiem, ale nie o to chodzi...
Przytuliłem dziewczynę mocniej i pocałowałem w czoło.
-Dasz radę -wyszeptałem.
Dziewczyna uśmiechnęła się i powiedziała:
-Jak się cieszę, że cię mam.
Po chwili na łóżko wskoczyły psy, a my zasnęliśmy.

Daniel

Wróciłem do domu w bardzo złym humorze. Trzasnąłem drzwiami i opadłem na kanapę.
Kurwa! I co ja mam zrobić?! Między młotem, a kowadłem! Może zadzwonię do Sebastiana...
Szybko wyciągnąłem telefon i wybrałem numer do przyjaciela.
-Hej Seba.
-Siema stary, stało się coś? -Zapytał zmartwiony chłopak.
-Słuchaj jest szansa żeby Luna powróciła do śpiewania, ale nie wiem co mam robić.
-No to mów.
-Otóż...

Rose

Obudziłam się pod wieczór. Kastiel już nie spał, a psy nadal leżały na łóżku. Wstałam z miękkiej pościeli i zeszłam do kuchni. Tam siedział Lysander z Kastielem i Danielem.
-Hej Lys -przywitałam chłopaka.
-Hej Rose. Jak się czujesz? -Zapytał chłopak.
-Bardzo dobrze. Dziękuję -odparłam i dodałam do brata: -Mógłbyś z nich nie robić alkoholików?
-Sami chcieli -odparł nalewając wódki.
Pokręciłam głową i nasypałam psom jeść.
-Właściwie o czym rozmawiacie? -Zapytałam patrząc na tęgą minę Kastiela.
Chłopcy spoważnieli, a brat kazał mi usiąść.
-Rose....Jest pewna propozycja -zaczął Daniel.- Pamiętasz jak wyjechaliśmy do Japonii gdy się rozwijałaś?
-No pamiętam. Miałam chyba mniej niż dziesięć lat -odpowiedziałam.
-Poznałaś tam chłopaka o imieniu Kou. Wtedy zaczynał swoją karierę. Teraz jest tam gwiazdą.
-To świetnie wiedziałam, że ma talent!
-Tak...Dzwonił jego manager. Kou chciałby abyś wyruszyła z nim w roczną trasę -powiedział Daniel spuszczając głowę.
Przez chwilę nie mogły do mnie dotrzeć jego słowa, jednak po chwili powiedziałam:
-To doskonale! Zrobimy wielką karierę! Wszyscy będą rozpoznawać chłopców i..
-Nie rozumiesz mnie Rose. On chce wyruszyć w trasę tylko z tobą. Ma swoją własną kapelę. Grają w niej jego bracia. Albo ty albo nikt -odparł brat,
Smutek zalał moją twarz. Spuściłam głowę na dół i powiedziałam hardo:
-Skoro tak to nie jadę.
-Rose to niepowtarzalna szansa, żeby Luna znowu stanęła na samym szczycie! -Powiedział Lysander.
-Nigdzie nie jadę bez was! Nie ma mowy!
-Nie pierdol! -Krzyknął zły Kastiel uderzając o stół.- To jest kariera jaką każdy chciałby mieć! W każdym państwie do jakiego pojedziecie będziecie gwiazdami!  Musisz tam pojechać!
-Ale Kastiel... Nie zostawię was...
-Nami się nie przejmuj. Zostaniemy tu i będzie jak dawniej. Pojedź z nim.
Do oczu napłynęły mi łzy. Nie wyobrażałam sobie zostawienia Kastiela i całej kapeli.
-Kiedy on chce jechać? -Zapytałam próbując opanować głos.
-Za tydzień -odparł Daniel.
-Kurwa!
Nie wiedziałam co mam zrobić. Szybko wybiegłam z domu nie przejmując się niczym. Biegłam przed siebie myśląc o trasie.
Dopiero co prawie straciłam życie...Nie chcę ich zostawiać. Nie teraz! Ale będę mogła znowu wrócić na scenę...Wtedy wrócę i razem będziemy grać dalej. Kastiel... Zostawić wszystko...Po raz kolejny...
Stanęłam na chwilę. Rozejrzałam się dookoła. dobiegłam do budynku liceum. Zaśmiałam się pod nosem i usiadłam na ławce stojącej na dziedzińcu.
Tutaj zazwyczaj siedzi Kas...

Kastiel

Gdy dziewczyna wybiegła z domu uderzyłem po raz kolejny w stół.
-To jej decyzja nie denerwuj się Kas -uspokajał mnie Lysander.
-Kurwa ona wyjedzie! Co mam zrobić?! -Krzyknąłem.
-Czekać...
-Nie umiem...Nie chcę żeby mnie zostawiała -powiedziałem.
-Kastiel będzie dobrze. Ona wróci -powiedział Daniel.
-A co jeśli tam kogoś znajdzie?
-Kurwa jego mać! Kastiel ogarnij się w końcu! Wóda źle działa ci na mózg! -Krzyknął Lysander.- Czy ty nie widzisz idioto jak ona na ciebie patrzy?! Jak o tobie mówi?! Przecież ona ciebie kocha! Nie pamiętasz jak kilka dniu temu walczą o życie wypowiedziała twoje imię?! Kurwa! Mogła powiedzieć choćby imię daniela albo kogokolwiek innego! Ale wypowiedziała twoje! Czy ty wreszcie otworzysz oczy i przestaniesz pierdolić takie idiotyzmy?!
Nigdy nie słyszałem aby Lysander tak bardzo się zdenerwował. Z Danielem patrzyliśmy na niego z szeroko otwartymi oczyma.
-Masz rację. Idę po nią -powiedziałem wstając.
Nim zdążyłem zrobić krok drzwi do domu trzasnęły i po chwili w kuchni pojawiła się Rose.
-Zrobię to. Pojadę z Kou w trasę. A kiedy wrócę wzbiję nas na wyżyny! -Oświadczyła.
Uśmiechnąłem się szeroko i przytuliłem dziewczynę.
-Tak się cieszę -wyszeptałem.
Dziewczyna odsunęła się i popatrzyła na mnie groźnie.
-Ale pamiętaj. Kiedy wrócę i będziesz miał inną to popamiętasz to mocno -powiedziała z wyrzutem. -Tą kurwę wyciągnę za włosy i zajebie, a tobie wpierdolę kulę w głowę!
Spojrzałem na nią wystraszony.
-Kocica pokazuje pazurki -powiedziałem po chwili.
Dziewczyna uśmiechnęła się swoim najładniejszym uśmiechem i przytuliła się do mnie.
-Ah...Rzygam tęczą -powiedział Daniel udając wymioty.
-Chyba wódą -odparłem.
-To też -dodał mężczyzna.
-To będziesz to sprzątał. Idiota alkoholik -powiedziała Rose.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. A później jakiś czas jeszcze siedzieliśmy rozmawiając o wszystkim i niczym. Wyjazd Rose smucił mnie, ale wiedziałem, że jest to dla niej wielka szansa...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Moi drodzy zbliżamy się do końca :( Jutro dodam epilog.
Otóż już wszystko tłumaczę. Postanowiłam zakończyć ten "tom", ale nie martwcie się będzie drugi "tom. Tak dobrze czytacie dalsza część przygód naszym bohaterów :) No, ale nic za darmo xD Otóż w tym miejscu robię sobie urlop. Do końca lipca nie pojawi się nowy rozdział, ponieważ muszę trochę odetchnąć i się wyszaleć :D Jednak w sierpniu ruszamy z pełną parą z drugim tomem "Księżniczki Luny" będzie on nosił nazwę "Wariactw autorki ciąg dalszy :D". Nie no żartuję :p Jeszcze nie wiem jak go nazwę, ale jakoś muszę ;) W takim razie zapraszam jutro na Epilog i pożegnanie :*

piątek, 3 lipca 2015

Księżniczka Luna 22

Rozdział 22

Rose

Nagle coś się zmieniło. Widziałam lekarzy, którzy stoją nad stołem.
Gdzie ja jestem?
Spojrzałam przez ramię pielęgniarki. Na stole operacyjnym leżałam...ja. Wiem, że wydaję się to irracjonalne, ale na tym stole byłam ja. Lekarze reanimowali mnie. Jednak serce nadal nie było.
U-umarłam...? Kastiel...ja chcę do Kastiela!
Lekarz ściągnął rękawiczki i wyszedł z sali, a ja za nim. Ujrzałam Lysandra, Daniela i Kastiela. ten ostatni słysząc o mojej śmierci zaczął biec, a ja za nim. Chłopak dobiegł do swojego domu, a tam wsiadł na motor i gdzieś pojechał. Jednak nie było mi dane zobaczyć gdzie zmierzył, ponieważ przeniosłam się w tą samą pustkę i czerń.
Kastiel! Kastiel! Ja chcę do Kastiela! Ja muszę wstać! Muszę! Muszę!!!
Z całej siły chciałam poruszyć ciałem.
Nie rób nic głupiego idioto! Ja zaraz wstanę!

Kastiel

Moją rozpacz przerwał dźwięk telefonu. Leniwie spojrzałem na wyświetlacz : Lysander.
-Stary...Ona...ona...Przyjeżdżaj! Ona żyje! -Powiedział załamanym głosem.
-Jak to? -Zapytałem zdziwiony.
-Normalnie. Serce nagle zaczęło bić. Jest nieprzytomna. Ale gdy serce zaczęło bić to wyszeptała " Kastiel nie zostawiaj mnie". Chodź tu!
Szybko rozłączyłem się, a następnie z nadzieją podszedłem do motoru i wsiadłem na niego.
Już jadę...Nie zostawię cię kochana.

Lysander

To wszystko stało się za szybko. Lekarz odszedł, a my z Danielem zaczęliśmy płakać. Po około pół godzinie z sali wybiegła pielęgniarka krzycząc, że serce zaczęło bić. Z Danielem wbiegliśmy na salę. Rzeczywiście automaty piszczały, a dziewczyna pociła się i oddychała szybko.
-Kastiel...nie...zostawiaj...mnie -wydyszała.
Po chwili na salę wbiegł lekarz i kazał nam natychmiast wyjść.

Rose

Każdy najmniejszy mięsień bolał mnie. Otworzenie ust były wielkim wysiłkiem, a co dopiero poruszenie się. Czułam, że moja walka trwa wieki. Jednak moja determinacja przerastała ból i strach. Adrenalina zapanowała nad ciałem i w końcu usiadłam na łóżku szpitalnym ciężko oddychając. Byłam spocona, oddychała niemiarowo i szybko. Ktoś coś mówił, ktoś inny coś wołał. Ale nie za bardzo docierał do mnie sens słów. Otrzeźwiałam dopiero gdy lekarz stanął obok mnie i zaczął mnie wołać.
-Jak się panienka czuję? -Zapytał.
-Trochę słabo. Bolą mnie mięśnie -powiedziałam.
-To zrozumiałe.
-Czy mogę dostać wyjaśnienia? -Zapytałam kładąc się na miękką białą poduszkę.
-Już mówię. Otóż koleżanka wstrzyknęła pani lek, który nie za dobrze współgra z pani normalnymi lekami. W wyniku zmieszania tych dwóch substancji zapadła panienka w śpiączkę. A później... Pani umarła. Serce przestało bić. Po długiej reanimacji nic nie dało się zrobić. Ale czterdzieści minut po stwierdzeniu zgonu panienki, serce zaczęło bić. Stało się to wczoraj. Spała pani około dwudziestu godzin.
Złapałam się za głowę.
Udało mi się...
-Czy...czy pan wie gdzie jest Kastiel? -Zapytałam.
-Ten pan siedzi przed salą kazałem mu wyjść. Siedział przy tobie cały czas. Nie mogliśmy go stad wygonić. Nawet brat panienki próbował, ale ten tylko protestował.
Uśmiechnęłam się na myśl o chłopaku.
-Czy mógłby pan tu poprosić? -Zapytałam.
-Naturalnie. Jednak chyba nie będzie to potrzebne. I tak by wszedł.
Zaśmiałam się lekko. Lekarz wyszedł, a zaraz po nim wszedł Kastiel.
-Rose...-wyszeptał.
Chłopka podszedł do mnie i przytulił mnie.
-Nie płacz -powiedziałam słysząc jego szloch.
-Ale...To przestało pikać. Rose... -wyszeptał załamanym głosem.
-No nie wierze. Wielki Kastiel pan buntownik płacze -powiedziałam.
Chłopak zaśmiał się i na chwilę mnie puścił, by po chwili pocałować.
-Nareszcie czuję twoje ciepło -wyszeptał.
-Nie gadaj -odparłam.
Pocałowaliśmy się jeszcze raz i nagle ktoś wszedł do sali.
-Daniel... -wyszeptałam widząc brata.
-Siora! -Powiedział uradowany.
Ten również się popłakał. Zaśmiałam się. Chłopcy siedzieli długo. W końcu obu wygoniłam do domu. Kastiel nareszcie musiał zjeść coś porządnego, a nie bułki słodkie.
-Kastiel pojedź z Danielem do domy. Zamówcie pizzę czy coś. A najlepiej to coś zdrowego. Jak wyjdę to nie popuszczę wam tak łatwo. Kto to widział cały czas jeść bułki ze sklepiku i kawę żłopać -powiedziałam na pożegnanie.
Następnego dnia przyszła policja abym złożyła wyjaśnienia. Po pięciu dniach mogłam wyjść do domu, ale miałam zwolnienie ze szkoły na dwa tygodnie.

...

Po cichu żeby nie obudzić Kastiela wstałam z łóżka i zeszłam do kuchni. Szybko zrobiłam śniadanie i wróciłam na górę z tacką, na której było jedzenie.Tackę odłożyłam na biurko i usiadłam na łóżku. Pomyślałam, że nie będę budziła Kastiela. Ostatnio dużo spał. Nadrabiał czas gdy leżałam w szpitalu, a on siedział cały czas przymnie.   
Jest taki spokojny gdy śpi...
Chłopak po chwili zaczął się poruszać i otworzył oczy. Zaczerwieniłam się.
-O kto to na mnie patrzy? -Zapytał czerwonowłosy uśmiechając się.
-No bo...-Zaczęłam się jąkać.
-Oj przestań -jęknął Kastiel i przyciągnął mnie do siebie.
Chłopak tak mnie pociągnął, że leżałam na nim, a on po chwili wpił mi się w usta. Oddałam pocałunek. Czerwonowłosy wpiął rękę w moje włosy. Kochałam gdy tak robił. zawsze gdy się z nim całowałam czułam przyjemne ciepło w podbrzuszu. Chłopak zjechał jedną ręką na pośladek, a ja lekko zadrżałam. Nie przeszkadzało mi to. W końcu był moim chłopakiem, więc nie miałam nic przeciwko. Po kilku minutach oderwaliśmy się od siebie i stuknęliśmy się czołami.
-Świetnie całujesz -wyszeptał Kastiel.
-Śmieszny jesteś. To ty dobrze całujesz -powiedziałam.
-To może się przekonamy? -Zapytał ze swoim uśmieszkiem.
Ten uśmiech był zarezerwowany tylko dla mnie. Zresztą chłopak i tak rzadko kiedy się uśmiechał.
-Z wielką chęcią -odparłam.
Chłopak ponownie mnie pocałował i zamruczał. Kochałam czuć jego wargi na swoich. To było uczucie nie do opisania. Czułam się jak w niebie albo nawet lepiej. Gdybym w tamtym momencie stała Kastiel musiałby mnie złapać, ponieważ od jego pocałunków kręciło mi się w głowie. Czerwonowłosy obrócił mnie i teraz to on był nade mną.
-Przy tobie trudno mi się powstrzymywać kocie -wyszeptał mi do ucha po czym je przygryzł.
Dreszcze przeszedł mi ciało, a na usta momentalnie zawitał lekki uśmieszek.
-Nikt ci nie każe -odparłam.
-Lepiej nie bo może się to źle skończyć -odparł chłopak.
Znowu się uśmiechnęłam. Chłopak ponownie mnie pocałował, a po chwili zszedł z pocałunkami na szyję. Wtedy kompletnie czułam się jak w niebie i umiałam tylko gładzić jego włosy.
-Na dziś wystarczy. Bo zaraz naprawdę się nie powstrzymam -powiedział chłopak schodząc z łóżka.
Popatrzyłam na niego zdziwiona. On tylko wziął tackę z jedzeniem i postawił ją na łóżku. Nic nie mówiłam bo nie chciałam by się złościł.
-W niedalekiej przyszłości zostaniesz moją żoną -powiedział chłopak jedząc śniadanie. -Nie widziałem żeby ktoś tak świetnie gotował.
-Co chcesz, że jesteś taki miły? -Zapytałam.
-Muszę coś chcieć skoro jestem miły?
-Raczej tak -odparłam.
-Osz ty...
Chłopak rzucił się na mnie, ale zdążyłam mu uciec. Przez co ten wylądował na podłodze, a ja zaczęłam się śmiać.
-To się doigrałaś -odparł buntownik wstając.
Zaśmiałam się i wybiegłam z pokoju.
-Daniel ratunku! -Krzyknęłam.
Czerwonowłosy z psychopatycznym uśmiechem biegał za mną.
-Kastiel nie!
-Idźcie się gwałcić gdzie indziej! -Dobiegł mnie głos Daniela.
Wbiegłam do pokoju.
-Teraz cię mam!
Krzyknęłam głośno, ponieważ Kastiel rzucił się na mnie i ostatecznie upadliśmy na podłogę.
-No masz mnie -powiedziałam szeptem.
-Jesteś bardzo niegrzeczna.
-Bywa...
Chłopak uśmiechnął się łobuzersko i pocałował mnie. Jedną rękę wplątałam w jego ogniste włosy, a drugą położyłam na torsie. Chłopak mruknął przeciągle. Po chwili odsunęliśmy się od siebie.
-Idź wyprowadź psy -powiedziałam uśmiechając się .
-Czemu ja? -Zapytał oburzony chłopak.
-Bo ja robiłam śniadanie -odparłam wystawiając język.
Chłopak po chwili poszedł się ubrać, a ja pościeliłam łóżko.
-I jak gwałty? -Zapytał starszy brat stając w progu drzwi.
-Jesteś niemiły -odpowiedziałam udając urażoną.
-Zrób mi śniadanie.
-Nie.
-Czemu?
-Bo sugerujesz iż łączą mnie stosunki seksualne z Kastielem -odparłam.
Chłopak zaśmiał się i zszedł na dół. Gdy Kastiel wyszedł z psem poszłam się umyć i ubrać. Gdy tylko wyszłam z pod prysznica zadzwonił mój telefon. Szybko go odebrałam.
-Tak słucham? -Zapytałam.
-Hej Rose tu Lysander. Jak się czujesz? -Zapytał białowłosy.
-Em...Dziękuję jest o wiele lepiej -odparłam z uśmiechem.
-Niezmiernie się cieszę. Wszyscy martwiliśmy się o ciebie -powiedział chłopak.
-Naprawdę dziękuję.
-To ja nie będę ci już przeszkadzał. Trzymaj się -zakończył chłopak.
-Dzięki i nawzajem, pa.
Rozłączyłam się i zaczęłam ubierać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Niedługo dam wam kolejny rozdział ;) Przepraszam, ze tak krótko :(

czwartek, 2 lipca 2015

Księżniczka Luna 21

Rozdział 21

Kastiel

Karetka była na miejscu po piętnastu minutach. W szpitalu zabrali ją na badania, a następnie położyli na sali. Jednak lekarze nie chcieli udzielić mi żadnych informacji, ponieważ nie jestem nikim z rodziny.
Gdzie jest Daniel?!
Szybko wybrałem numer brata ukochanej.
-Kas co z nią?! -Usłyszałem zmartwiony głos chłopaka.
-Nie chcą mi nic powiedzieć bo nie jestem nikim z rodziny. Przyjeżdżaj jak najszybciej -odparłem.
-Dobra czekaj na mnie będę za dziesięć minut.
Usiadłem na krześle przed salą. Łokcie położyłem na kolanach, a ręce wplątałem we włosy.
Kurwa!
W tamtej chwili nic nie mogło wyrazić moich uczuć jak stare, dobre "kurwa". Zamknąłem oczy i próbowałem się uspokoić.
Co ta chora wariatka od niej chciała?! Zawsze wiedziałem, że Rose przyciąga kłopoty.
-Pan Kastiel Smith? -Zapytał jakiś poważny głos.
Poniosłem głowę i ujrzałem policjanta.
-Ta -odpowiedziałem sucho.
-Musi pan z nami pojechać na komendę i złożyć zeznania w sprawie napaści na Rose Angel -wyrecytował glina.
-Nigdzie nie jadę. Czekam na jej brata -odparłem hardo.
Akurat w tej chwili na oddział wszedł Daniel.
-Musi pan z nami jechać, ponieważ potrzebujemy wyjaśnień -naciskał dalej mundurowy.
-Nigdzie nie jadę i koniec!
-Dzień dobry. Kastiel co się dzieje? -Zapytał Daniel.
-Chce mnie zabrać na komisariat żebym złożył zeznania -wyjaśniłem.
-No to jedź!
-Nie zostawię jej!
-Kastiel jestem tu ja. Będę przy niej. Złożysz zeznania i przyjedziesz. Wiesz, że pomożesz jej jeśli to zrobisz -uspokoił mnie Daniel.
-No dobra. Bądź przy niej stary -odparłem wstając z krzesła.
Daniel uśmiechnął się i poszedł w stronę lekarza, a ja z policjantem.

Lysander

Po lekcjach szybko poszedłem do domu. Nie chciałem natknąć się na Rozalię, która zaczęła by mnie męczyć zakupami. Zmęczony opadłem na sofę i odchyliłem głowę do tyłu. Leo nie wrócił jeszcze do domu, dlatego było cicho. Zresztą nawet jak jest to mam ciszę. No chyba, że przyjdzie Rozalia. Cały dom się trzęsie. Zazwyczaj wtedy wychodzę. Ale wracając do mojej ciszy...Nie trwała ona długo, ponieważ rozbrzmiał głos dzwonka do drzwi. Jęknąłem przeciągle i podszedłem do wrót. Ledwo je otworzyłem, a do środka wparowała białowłosa.
-Witaj Rozalio -powiedziałem.
-Rose leży w szpitalu! Musimy do niej jechać! -Wybuchła.
-Słucham? Jak Rose leży w szpitalu? -Zapytałem spokojnie.
-Normalnie! Emily wstrzyknęła jej jakieś świństwo i straciła przytomność! Nie wiem co dokładnie jest. Kasa zabrali na przesłuchania, ale on też nie wie co jej jest bo nie chcieli mu powiedzieć. w szpitalu jest Daniel on nam wszystko powie.
Dziewczyna mówiła tak szybko, że ledwo ją rozumiałem. Jednak mimo tego zabrałem klucze i szybko razem z nią wsiadłem do auta.
Żyj proszę...

Rose

Czułam pustkę. Uczucie, że wszystko jest skończone. Że nie ma nic...
Więc tak wygląda śmierć?! Żadnych tuneli bez końca? Żadnego białego światełka? Aniołki po mnie nie przylecą? Bóg nie przyjdzie mnie wyspowiadać? Nic? Cholerna ciemność przez chuj wie ile czasu. Nie zdążyłam się pożegnać. Co ja gadam! Nie zdążyłam nawet zasmakować życia! Zostawiam wszystkich...tak nagle...A chciałam być z Kasem...Do końca...Na zawsze...A teraz? Teraz to mogę sobie pomarzyć. Przepraszam Kastiel...Nie chciałam. Naprawdę wszystkich przepraszam...

Kastiel

Rose leżała nieruchomo. W jej ciele było pełno rurek z płynami. na monitorze obok wyświetlały się liczby, których nie rozumiałem.
-Teraz wiem jak się czułaś mała -wyszeptałem.
Cały czas trzymałem jej rękę. Nie czułem już jej ciepła. Była chłodna. Nie umarła, żyła, ale zapadła w śpiączkę.
Czemu to wszystko się pieprzy?! Czemu nie możemy być szczęśliwi?!
Patrzyłem na jej spokojną twarz. Nagle po jej policzku spłynęła łza.
-Nie płacz kochanie -wyszeptałem łamiącym się głosem. -Będzie dobrze. Musi być dobrze!
Drzwi do sali otworzyły się. Odwróciłem się w ich stronę i ujrzałem Lysandra razem z Rozalią.
-Co jej jest? -Zapytała Roza.
-Chodź na korytarz. Nie chcę żeby słyszała -powiedziałem.
Dziewczyna popatrzyła się na mnie jak na idiotę, ale jednak przystała na moją propozycję.
-Zapadła w śpiączkę. Ta idiotka wstrzyknęła jej za dużą ilość płynu. Lekarze nie wiedzą co to dokładnie było, ale najwidoczniej po tym miała zasnąć. Ta idiotka dała tego za dużo! A teraz ona tam leży i umiera.
Rozalia zatkała usta dłońmi, a Lysander wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
-Jak to...umiera? -Zapytał poeta po chwili.
-Normalnie. Daniel mówi, że Rose bierze na coś leki, a to co wstrzyknęła jej Emily razem z tymi lekami może doprowadzić nawet do śmierci -wyszeptałem.
Z oczu Rozy pociekły łzy, ja sam byłem bliski płaczu tak samo jak Lysander.
-Nie ma na to sposobu? -Zapytał białowłosy.
-Najmniejszego. Lekarze mówią, że musimy czekać.
Dziewczyna wtuliła się w Lysa, a ja usiadłem na krześle.
-Gdybym był szybszy...Gdybym jej pilnował. Nie było by tego! To wszystko moja wina! Jestem takim idiotą, że nie umiem nawet jej zapewnić bezpieczeństwa!
Dałem ujść złości. Byłem beznadziejny, słaby...
-To nie twoja wina Kastiel! Nikt nie mógł wiedzieć co tej idiotce przyjdzie do głowy -powiedział Lysander klękając naprzeciw mnie.
-To moja wina! Mogłem jej pilnować! To wszystko moja wina! Jedyna osoba na której mi zależy, leży tam i umiera! Jestem największym idiotą na całym świecie!
Łzy zaczęły mi płynąć po policzkach, a ja kompletnie je ignorowałem.
-Kastiel uspokój się! Ona ciebie kocha, a ty ją! Rose będzie żyła! Nie umrze! Jest silna, twarda i nigdy się nie podda -powiedział twardo Lysander.
-Mogłem dać jej spokój! Mogłem pozwolić być jej z tobą! Przy tobie nie miałaby takich problemów.
-Kastiel kurwa ogarnij się! -Krzyknął Lysander.
Podniosłem głowę zdziwiony. Łzy przestały płynąc, nawet chlipanie Rozy ucichło.
-Lys...Ty nigdy nie klniesz -wyszeptałem.
-Bo mnie wkurwiłeś! Ze mną byłoby tak samo. Przecież Emily nie chodziło o to, że ona chodzi z tobą. Gadałem z Alexym. Emily jest homoseksualistką...zakochała się w Rose, a ona kocha ciebie i nie będzie z nią. Na pewno o to jej chodziło. Dlatego teraz ogarnij się. Ona ciebie teraz potrzebuje. Ludzie w śpiączce wszystko słyszą. Więc proponuję aby każdy teraz do niej poszedł -wyszeptał chłopak.
-Dzięki stary i przepraszam za wszystko -powiedziałem.
-Nic się nie stało. Nie zapanujesz nad sercem -powiedział poeta.
Uśmiechnąłem się łobuzersko.
-Idź pierwszy -powiedziałem do chłopaka.
-Dzięki Kas.
-Siadaj Rozalio nic jej nie będzie -powiedziałem do białowłosej.

Lysander

Dziewczyna leżała z mnóstwem rurek w ciele.
-I w coś ty się wpakowała? -Zapytałem siadając obok łóżka.- Chciałem ci coś powiedzieć. Wiem, że mnie słyszysz. Jesteś silna, dasz sobie radę. Jak stąd wyjdziesz to pojedziemy całą paczką nad morze co? Będzie zabawnie. Wiesz...Kastiel będzie się cały czas ślinił na twój widok. A gdy podejdzie do ciebie jakikolwiek chłopak to zaraz zacznie się drzeć.
Zaśmiałem się lekko na ta myśl. Usta dziewczyny jakby ułożyły się w uśmiechu. Ale równie dobrze mogła to być moja wyobraźnia.
-Ale nie to chciałem ci powiedzieć. Pogodziłem się z Kasem, w sumie to nawet nie byliśmy skłóceni tak nad tym myśląc. Jednak to nie znaczy, że przestałem cię kochać. Moje uczucia do ciebie się nie zmieniły Kurczę...Czuję się jakbym pisał list. A tak wracając to wiem, że jestem tchórzem bo nie umiem ci tego powiedzieć w twarz. Wiem, że Kastiel cię kocha. to widać. Nigdy tak nie patrzył na żadną dziewczynę. Co ja mówię nigdy nie płakał z powodu żadnej dziewczyny! A teraz? Przed chwilą płakał jak dziecko. On się o ciebie martwi. Ja sam byłem bliski płaczu. Ale wiem, że jesteś silna i dasz radę. Pójdę już. Na pewno chcę z tobą pogadać.
Wstałem i nim zdążyłem się odwrócić na myśl przyszła mi jedna rzecz.
-Wybacz za to co zrobię, ale nie mogę się powstrzymać -wyszeptałem.
Schyliłem się nad dziewczyną i pocałowałem jej różane usta.
-Do zobaczenia. A zapomniałbym. Dzięki za zajęcie się mną gdy byłem pijany. Pa mała -powiedziałem wychodząc.

Rose

Słowa Lysandra zrobiły na mnie duże wrażenie.
Lysander...tak bardzo chciałabym ci podziękować i przeprosić za wszystko...
Poczułam ukłucie w sercu. Nie było to przyjemne uczucie. Było to znowu ukłucie żalu i pustki. Nie chciałam tak siedzieć. Słyszałam wszystko co działo się dookoła. Dokładnie słyszałam jak Kastiel płakał. Gdybym była ostrożniejsza byłoby inaczej. Wszystko przez moja głupotę.

Kastiel

Nareszcie nadeszła moja kolej. Lysander odwiózł Białowłosą do domu, a ja usiadłem obok ukochanej.
-I jak mała? Nie powiesz mi co gadali prawda? -Zapytałem uśmiechając się.- Kocham cię. Dlatego proszę zostań przy mnie. Bez ciebie to nie będzie to samo. Kocie...
Zbliżyłem się do dziewczyny i pocałowałem ją. Jej usta nie były ciepłe jak zawsze, tylko zimne niczym woda. Tym razem dziewczyna nie odwzajemniła pocałunku. Lekko odsunąłem się od dziewczyny, a po moim policzku ściekła łza.
-Brakuje mi ciebie -wyszeptałem.
Nagle maszyna zaczęła szybciej pikać i ucichła. Wystraszony szybko wybiegłem i zawołałem lekarza, który przybiegł z personelem. Pielęgniarki i staruszek zabrali gdzieś dziewczynę, a ja szybko zadzwoniłem do Daniela, a później Lysandra.
Żyj...Błagam żyj!

Rose

Doskonale czułam usta Kastiela na swoich. Chciałam być przy nim. Jednak coś się nie udało. Urządzenie przestało pikać, a Kastiel zaczął coś krzyczeć, a później zrobił się harmider.
Umieram...?

Kastiel

Siedziałem przed salą operacyjną i czekałem na resztę.
-Wszystko spierdoliłem! -Powiedziałem i uderzyłem z całej siły w ścianę.
-Kastiel co się stało?! -Zapytali Lysander i Daniel równocześnie.
-Te chujowe urządzenia...Te pierdolone urządzenia przestały pikać -powiedziałem upadając na kolana.-Ona...ona tam umiera!
Lysander i daniel popatrzyli na mnie wystraszeni. Po chwili Daniel usiadł na krześle i spuścił głowę. Lysander pomógł mi wstać.
-Na pewno ją uratują -powiedział poeta.
Siedzieliśmy strasznie długo. W końcu jednak wyszedł lekarz. Jednak jego mina nie wróżyła niczego dobrego.
-To pan jest jej bratem prawda? -Zapytał lekarz Daniela.
-Tak...-Wyszeptał chłopak stając.
-Niestety...Ale nie udało się jej uratować. Pańska siostra zmarła.
Ze strachu otworzyłem oczy szerzej.
-Jak to zmarła?! -Wybuchłem.
-Niestety.
-Nie, nie...-usłyszałem szept Lysandra.
Wybiegłem ze szpitala nie zwracając uwagi na nic. Łzy płynęły po moich policzkach. Na dworze padał deszcz, a ja biegłem przed siebie. Gdy dotarłem do domu wsiadłem na motor i pojechałem do domku w lesie. tam, gdzie pierwszy raz zrozumiałem, że kocham Rose. Usiadłem na trawie i wydarłem się na całe gardło:
-Rose!
Później zacząłem płakać jak małe dziecko.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieje, że rozdział się spodoba, ponieważ bardzo się starałam i nawet sama się popłakałam :(

sobota, 27 czerwca 2015

Księżniczka Luna 20

Rozdział 20


Co się działo noc wcześniej...

Rose

Gdy tylko zamknęłam drzwi za Emily odetchnęłam z ulgą.
Łóżeczko już biegnę!
Jednak nie było mi dane tak szybko pójść spać. Ledwo doszłam do schodów rozległ się dźwięk dzwonka, a następnie ostre walenie do drzwi. Szybko poszłam je otworzyć. Ledwo uchyliłam drewniane drzwi, a zaskoczenie przebrało górę. W drzwiach stał Lysander kompletnie napity. Szczerze mówiąc był ostatnią osobą jaką spodziewałam się w takim stanie zobaczyć na oczy.
-Lys? Co tu robisz? -Zapytałam zdziwiona wpuszczając go do domu.
-Rose! Rose! Ja cię kocham! Nad życie! Nie zostawiaj mnie....bez ciebie jestem nikim -na zmianę bełkotał, na zmianę darł się.
-Lys ciszej Daniel śpi! Po zatem czemu się upiłeś? Tłumaczyłam ci to...ja... Kocham Kastiela...
-Zabije go! S******* nie żyje! 
-Co tu się k**** dzieje?! Spać chce! -Krzyknął Daniel stojąc u brzegu schodów.
-Lys się upił i coś bredzi -powiedziałam.
-Co?! Jak się upił?! Przecież jemu to może zepsuć struny! -Wykrzyczał.
Mój jakże mądry i zaspany brat chciał najwidoczniej zbiec ze schodów. Jednak potknął się o ich brzeg i zaczął się z nich staczać krzycząc przy tym ile miara.
-Otaczają mnie idioci -wyszeptałam uderzając się w czoło. -Wątpię aby alkohol zepsuł mu struny matole! Ja się upijałam sto razy więcej niż on i jakoś śpiewam! Ważniejsze jest to, że jest pijany i bredzi, a do tego...!
Nie dane mi było skończyć zdania, ponieważ Lysander stracił przytomność i upadł na mnie.
-Lys! Złaź ze mnie! -Krzyknęłam.
Daniel zaczął się histerycznie śmiać leżąc u dołu schodów.
-Nie śmiej się tylko mi pomóż!
Brat w końcu zdjął chłopaka z mojego ciała.
Co ja z tobą mam?
-Pod prysznic z nim -rozkazałam.
Razem z Danielem zanieśliśmy Lysa do łazienki.
-Zadzwonię do Rozy -oznajmiłam.
Pobiegłam do pokoju i szybko wybrałam numer do białowłosej.
-Hej Roza. Sorki, że o tak późnej porze, ale jest u mnie Lys i to kompletnie nawalony.
-O Boże. Za dwadzieścia minut będę z Leo -oznajmiła i się rozłączyła.
Ja natomiast dołączyłam do Daniela, który już zajął się myciem Lysa.
-To ja zrobię kawy -powiedziałam i wyszłam z łazienki.
Pomimo, że był to mój były chłopak nie miałam prawa oglądać go pod prysznicem. Co prawda Daniel zostawił mu majtki, ale mimo tego wstydziłam się. Po pewnym czasie przyjechała Rozalia razem z Leo.
-Najmocniej przepraszam, że mój brat przysporzył ci problemów -powiedział czarnowłosy i pocałował mnie w rękę.
-Naprawdę nic się nie stało -odpowiedziałam.
Leo wziął Lysandra pod rękę razem z Danielem i po chwili odjechali.

Czas teraźniejszy...


Razem z Kasem usiadłam na łóżku.
-Przyniosę coś pić. Zaczekaj -powiedziałam.
-Pomogę ci -zaoferował się chłopak.
Uśmiechnęłam się i razem zeszliśmy na dół. Daniela jak zwykle nie było w domu.
-Zrobię ci naleśniki co? Na pewno jesteś głodny -powiedziałam.
-Nie musisz -odparł.
-Ale chcę.
-Uparciuch -powiedział i wystawił mi język.
Zaśmiałam się i zaczęłam robić wcześniej wspomniane danie. Gdy smażyłam naleśniki Kas obejmował mnie od tyłu i tulił do siebie. A po usmażeniu wszystkiego zanieśliśmy picie i jedzenie na górę.
-Nawet nie wiesz jak tęskniłem -powiedział chłopak tuląc mnie do siebie.
-Ja też Kas...
Czerwonowłosy odchylił mnie lekko, a następnie pocałował. Długo i namiętnie... Po chwili wylądowaliśmy na łóżku. Kastiel wisiał nade mną i całował mnie łapczywie. Tak jakby bał się, że nigdy więcej mnie nie zobaczy.
-Kocham cię mała -wyszeptał opierając swoje czoło o moje.
-Ja ciebie też -odpowiedziałam.
Chłopak na nowo wpił się w moje usta, a po chwili zszedł z pocałunkami na szyję.
-Nigdy cię nie zostawię -wydyszał chłopak i powrócił do moich ust.
Kastiel przewrócił nas tak, że to ja siedziałam na nim. Buntownik delikatnie chwycił mnie za biodra i po chwili zaczął nimi poruszać. Nadal mnie całując przyśpieszał swoje ruchy, gdy nagle usłyszeliśmy trzask drzwi w moim pokoju. Jak oparzeni odsunęliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na drzwi. Stał w nich mój brat wyraźnie wściekły. Szybko zeszłam z Kasa.
-Wy********* stary c****! Gdzie z łapami do mojej siostry! -Zaczął krzyczeć.
Daniel podbiegł do chłopaka i chciał go uderzyć, ale ten szybko przeturlał się i wstał z łóżka. Następnie szybko wybiegł, a ja zamknęłam drzwi, tak aby Daniel nie mógł ich otworzyć. Zamknęłam je na klucz i odskoczyłam do okna.
-Oddaj klucz! On nie ma prawa tak robić! -Wykrzyczał podchodząc do mnie.
-To moje życie proszę nie mieszaj się, a on nie zrobił nic złego -odparłam spokojnie.
-Jeszcze chwila, a zostałbym wujkiem! -Wykrzyczał.
-Nie zostałbyś!
-Nie wcale! Widziałem co się tu działo! Ocierałaś się o niego jak...
-Masz mnie za taką?! Jesteś okropny! -Wykrzyczałam.
Wybiegłam z pokoju i natychmiast zamknęłam się w łazience.
-Jesteś debilem! -Krzyknęłam gdy brat zaczął się dobijać do drzwi.
-Rose! Nie miałem tego na myśli! Naprawdę! Przepraszam...
-Jak mogłeś coś takiego sugerować? -Zapytałam cicho otwierając drzwi.
-Wiem, jestem debilem. Ale ty jesteś moją młodszą siostrą, którą chcę chronić. Dlatego nie chciałem aby coś ci się stało. Obiecuje, że nie będę mieszał się w wasze sprawy i przeproszę Kasa. Ale ciebie proszę o jedno. Nie chcę być wujkiem, jasne?
Pokiwałam głową z uśmiechem.
-A teraz chodź zrobić mi kolację -powiedział chłopak.
-Asz ty!-Zganiłam go.
Zaśmialiśmy się i razem poszliśmy do kuchni.

...

Powolnym krokiem weszłam do wielkiego piekła zwanego przez ludzi normalnych szkołą. Melancholijnym krokiem podeszłam do swojej szafki szkolnej. Otworzyłam ją i włożyłam do niej jak zwykle słuchawki. Z sali dobiegł mnie przyjemny dźwięk gitary. Mimowolnie przymknęłam oczy i wsłuchałam się w nuty. Nie mógł to być żaden z utworów Kasa. Powoli uchyliłam drzwi i ujrzałam chłopaka o czekoladowych włosach i jasnych oczach. Był ubrany w biała koszulkę i spodnie moro. W końcu chłopak podniósł wzrok i uśmiechnął się patrząc na mnie, a ja mimowolnie się zarumieniłam.
-Wejdź -powiedział odstawiając gitarę.
-Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać -powiedziałam. -Po prostu usłyszałam gitarę a, że kocham muzykę to pomyślałam, że zobaczę.
Nieznajomy uśmiechnął się i zeskoczył ze sceny.
-Kentin -powiedział z uśmiechem.
-Rosalia, ale mów mi Rose -odparłam. -W sumie nie widziałam cię tutaj. Jesteś nowy?
-Nie. Wróciłem ze szkoły wojskowej bo wysłał mnie do niej tata. Więc to ty jesteś nowa -odparł z uśmiechem.
-Kentin! -Krzyknęła jakaś niebieskowłosa dziewczyna na widok chłopaka.
-Jak ja jej nienawidzę -wyszeptał chłopak i dodał głośniej: -Co chcesz Su?
-Nie wiedziałam, że wróciłeś.
-Nie muszę ci się z niczego spowiadać.
-A to kto? -Dziewczyna wskazała na mnie ze złością w oczach.
-Ktoś kogo nie poznasz. Pa Su -powiedział chłopak i pociągnął mnie za sobą ku wyjściu z sali. -Przepraszam za nią ona...
-Nie ma za co -uśmiechnęłam się. -Przepraszam, ale spieszę się na lekcję.
-Do później.
-Tak, do później.
Szybkim krokiem ruszyłam w kierunku sali biologicznej.
Zamiast napisu "sala biologiczna" powinno być "sala samobójców" albo "sala tortur"...Hehe...
Zajęłam miejsce w ostatniej ławce i zaczęłam powtarzać notatki z poprzednich lekcji.
-Od kiedy jesteś taka pilna? -Usłyszałam nad sobą głos Kastiela.
-Sama nie wiem -odpowiedziałam nadal wertując notatki.
-A gdzie "witaj misiu" czy coś? -Zapytał chłopak siadając obok mnie.
-Dzień dobry niedźwiedziu, pasuje? -Zapytałam ze śmiechem.
-Niegrzeczny kotek -odparł chłopak z cwanym uśmiechem i dał mi buziaka w policzek.
Chłopak przysunął się do mnie bliżej i szepnął do ucha:
-Kocham cię...
A następnie lekko je podgryzł. po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Omiotłam spojrzeniem klasę, na całe szczęście nikt na nas nie patrzył.
-Zwariowałeś -wyszeptałam, wracając wzrokiem do notatek.
-Na twoim punkcie kocie -wyszeptał zmysłowo.
Zadzwonił dzwonek na lekcję, a po chwili do klasy weszła nauczycielka.

...

Chciałam chwili spokoju dlatego poszłam na dach szkolny. Jednak nawet nie był mi pisany spokój. Po chwili za mną na dech weszła Emily.
-Co tam? -Zapytała siadając obok mnie.
-Jakoś leci -odpowiedziałam.
Zaczęłyśmy rozmawiać o Peggy szkolnej dziennikarce, której dotąd nie widziałam. W sumie nic dziwnego. Od mojego dołączenia znam tylko kilka osób. Nienawidziłam poznawać nowych ludzi, dlatego nic dziwnego. W każdym razie według dziewczyny szkoła szykowała jakieś przedsięwzięcie, tylko nie wiedziała jakie i właśnie to badała. Nim się spostrzegłyśmy zadzwonił dzwonek na lekcję. Emily wstała, a z kieszeni jej dużej szarej bluzy wypadł jakiś przedmiot. Spojrzałam na niego i go podniosłam. Był to dyktafon. Ten sam dyktafon który ktoś zostawił na moim łóżku. Szybko schowałam przedmiot do kieszeni i ruszyłam w kierunku sali. Tuż przed klasą powiedziałam, że muszę iść do toalety. W niej odtworzyłam nagranie jakie znajdowało się na urządzeniu. Było to nagranie, które usłyszałam na wycieczce. Nagranie przez które pokłóciłam się z Kastielem.
Niemożliwe...Dlaczego???
Dyktafon schowałam do plecaka, a sama poszłam na lekcję. Usiadłam w ławce i wyciągnęłam zeszyt, jednak nie mogłam się na niczym skupić.
Dlaczego mi to zrobiła? Przecież Kastiel mówił tak tylko przed Lysem. czy ona chciała nas skłócić?
Nagle oberwałam kartką w głowę.
Co ci jest? 
Obróciłam się do tyłu. Kartka była od Kentina. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem i napisałam odpowiedź:
Nic takiego. Zamyśliłam się. Dzięki za troskę :)
Kartkę odrzuciłam chłopakowi. Nagle w głośnikach zabrzmiał głośny głos dyrektorki:
-Moi drodzy niedługo szkoła ma zamiar wystawić przedstawienie. Każdy uczeń za tydzień w poniedziałek ma się stawić na sali gimnastycznej i nauczyć się wybranego przez siebie kawałka utwory i zaprezentować go. Życzę powodzenia. Szczegóły zostaną omówione w dniu jutrzejszym na trzeciej lekcji.
Po klasie rozległo się głośne jęknięcie. Nikomu nie podobał się pomysł z przedstawieniem. Nawet nauczyciel narzekał, że po co to komu, przez to traci się lekcję i w ogóle.W końcu rozległ się dzwonek oznajmiający koniec lekcji, a cala nasza klasa wyszła z sali uradowana. No prawie cała. Mi osobiście nie było wesoło, ponieważ musiałam porozmawiać z Emily o nagraniu. W tym celu zaczepiłam dziewczynę.
-Em...Emily możemy chwilę pogadać? -Zapytałam.
-Pewnie -odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem.
Weszłyśmy do pustej klasy, a ja położyłam dyktafon na ławkę. W tej chwili z twarzy dziewczyny odpłynęły kolory i wyglądała jak biała kreda.
-Em...Dziękuję zgubiłam go i...-zaczęła się jąkać dziewczyna.
-Przestań się wygłupiać! To twój dyktafon. To ty skłóciłaś mnie z Kastielem na wycieczce! Ale powiedz mi jedno. Po cholerę ci to było?! Tak robi przyjaciółka?! -Przerwałam jej zła.
Dziewczyna opuściła głowę i po chwili uniosła ją z szatańskim uśmieszkiem na twarzy.
-Po co, tak? Po to żebyś z nim nie była. Żebyś nie była z nikim. Na początku miałam tylko Lysandra za rywala. Ale ty wolałaś Kasa. Widziałam to i musiałam coś zrobić! Nie będę się tobą dzielić! Wymyśliłam, że jak znienawidzisz Kasa to będę cię pocieszać. Potem będę ci dawała korki z chemii aż będziesz tylko moja!
Dziewczyna podbiegła do mnie i wywróciła mnie na podłogę. Złapała moje nadgarstki i podniosła je nad głowę, a sama usiadła na biodrach.
-Emily uspokój się! -Krzyknęłam.
-Nie mam zamiaru! Jesteś dla mnie całym światem! Kocham cię Rose..Bądźmy razem, będziemy szczęśliwe -powiedziała.
-Emily ja kocham Kastiela. Proszę uspokój się i puść mnie -powiedziałam.
-Nie mam zamiaru Jesteś tylko moja -powiedziała.
Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć dziewczyna pocałowała mnie. Szarpałam się, ale to nic nie dawało. Do oczu napłynęły mi łzy.
Puść mnie. Emily puść mnie! Ja nie chcę! Nie chcę! Kastiel! Proszę pomóż mi...
Powoli po moich policzkach płynęły łzy jedna po drugiej, a dziewczyna nie przestawała mnie całować. Czułam się okropnie, tak jakby ktoś zabrał mi godność. W końcu Emily odsunęła się.
-Pomocy! -Wydarłam się na całe gardło.
Brunetce nie spodobało to się, ponieważ uderzyła mnie z całej siły w policzek.
-Ratunku! -Krzyknęłam jeszcze raz, za co dostałam w drugi policzek,
-Nie ładnie tak -powiedziała dziewczyna.
-Emily uspokój się. Zostaw mnie!
Ona tylko uśmiechnęła się psychicznie, a mi żółć podeszła do gardła.
-Będziesz cierpieć tak jak ja cierpiałam -odpowiedziała.
-Nie! Nie!
Zaczęłam się szarpać. Dziewczyna przywiązała mi ręce do ławki i wyciągnęła z plecaka jakąś strzykawkę.
-Byłam na to przygotowana. Dobranoc Rosalio -powiedziała.
-Ratunku! -Krzyknęłam ostatni raz,
Dziewczyna wbiła mi igłę w rękę, a niebieskawy płyn wpłynął do moich żył. Stałam się senna. Obraz mi się zamazywał aż stał się czarny.
Przepraszam...Kastiel...Kocham...Cię...

Kastiel

Nigdzie nie mogłem znaleźć Rose.
Gdzie ty możesz być?
Zdesperowany podszedłem do Rozy.
-Nie widziałaś Rose? Wszędzie jej szukam -powiedziałem.
-Widziałam jak na początku przerwy wchodziła z Emily do sali. Tej do historii, której już nie używamy. Ale nie wiem czy jeszcze tam są -odparła białowłosa.
-Dobra dzięki -powiedziałem szybko i zmierzyłem w kierunku sali.
Na korytarzu nie było nikogo. Nie dziwiło mnie to. Większość klas miała teraz albo w-f albo zajęcia w salach na innych pietrach. Prawie nikt nigdy nie chodził na trzecie piętro budy. Nagle usłyszałem krzyk Rose, która wołała o pomoc. Serce mi przyspieszyło, a gniewa zapanował nad ciałem. Zerwałem się do biegu i z kopniaka otworzyłem drzwi do starej sali. Emily klęczała przy Rose i coś jej wstrzykiwała.
-Zajebię cię suko! -Krzyknąłem i podbiegłem do dziewczyny.
Brunetka próbowała mnie uderzyć, jednak ja uchyliłem się i podciąłem jej nogi. Następnie uderzyłem w twarz, a ta straciła przytomność. Dla pewność przywiązałem ją do biurka nauczyciela i szybko podbiegłem do Rose. Miała zamknięte oczy, ale oddychała.
-Kochanie, Rose obudź się. Rose to ja Kastiel,
Moje próby obudzenia dziewczyny poszły na marne. Zadzwonił dzwonek, którym się nie przejąłem. Dziewczyna dalej się ni budziła, a ja denerwowałem się coraz bardziej. Rozwiązałem ją i zabrałem na ręce. Szybko poszedłem do najbliższej sali w której były lekcje. Była to sala biologiczna.
-Proszę pani Emily jej coś wstrzyknęła -powiedziałem na wejściu.
-Żyję? -Zapytała zmartwiona nauczycielka.
-Tak. Oddycha i ma puls, ale nie mogę jej wybudzić, a oddechy robią się coraz płytsze.
-Połóż ją na ławce, a ja dzwonię po karetkę.
Szybko położyłem dziewczynę na pierwszej ławce. Z końca klasy podbiegła do mnie Rozalia.
-Co ona jej zrobiła? -Zapytała.
-Nie wiem. Poszedłem do sali. Usłyszałem krzyk Rose, a gdy otworzyłem drzwi sali to Emily coś jej wstrzyknęła. Obezwładniłem ją i przywiązałem do biurka i natychmiast zająłem się Rose -odparłem.
-Policja i karetka zaraz będą. Weź ją przed szkołę i pojedź z nimi, a ja zawiadomię jej brata -powiedziała nauczycielka.
Kiwnąłem głową i zabrałem dziewczynę.
-Kochanie obudź się -wyszeptałem.-Nie zostawiaj mnie...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzisiaj troszkę smutniej :( Pomyślałam, że w końcu rozstrzygnę sprawę nagrania. Cóż więcej mogę powiedzieć? Może ktoś umrze? Może ktoś się zabije? A może ktoś będzie miał dziecko? Albo wyjdą na jaw skrywane sekrety? O tym wszystkim dowiecie się w kolejnych postach ;)

niedziela, 7 czerwca 2015

Księżniczka Luna 19

Rozdział 19

I wtedy stało się coś nadzwyczajnego... Momentalnie przestałam płakać. Poczułam czyjąś rękę na głowie.
-Nie zostawię cię mała. Będę walczył dla ciebie, my angel...-powiedział dobrze znany mi głos.
Podniosłam głowę zdziwiona.
-Kastiel...Ty... ty żyjesz! -Wykrzyknęłam uradowana.
-Jak widać -odpowiedział i uśmiechnął się cwanie.
Przytuliłam się do chłopaka, a ten otarł mi łzy. Moje szczęście, jednak nie trwało długo bo po chwili wszedł lekarz i kazał mi wyjść. Kastiel kazał mi iść do domu. Spełniłam jego prośbę zapewniając, że przyjdę następnego dnia.

Kastiel

Nie mogłem się na niczym skupić. Nawet nie odpowiadałem na pytania lekarza. Gdy Rose siedziała przy mnie czułem doskonale jej ciepło i słyszałem wszystko co mówiła.
Ona naprawdę woli mnie? Woli aroganckiego dupka, niż zakochanego idioty? Co ona we mnie widzi? Nigdy za bardzo się nie łudziłem, że to mnie wybierze. Owszem kocham ją. Uwielbiam ją całować. Ale nigdy nie myślałem, że będzie mi to dane robić "legalnie". 
Uśmiechnąłem się pod nosem,
Ona jest wspaniała...
Lekarz huknął na mnie głośno, a ja w końcu odpowiedziałem mu na jego idiotyczne pytania.
-Jak się czujesz? -Zadał idiotyczne pytanie.
-A jak mam się czuć? Wszystko mnie na******** -odparłem patrząc w okno.
-Wyrażaj się młody człowieku, To jest szpital.
-Będę mówił jak będę chciał.
Chcę już wyjść...Być z nią...
-Przy tej dziewczynie byłeś inny -zauważył lekarz.
-Bo ona jest wyjątkowa... -Odparłem.
Lekarz uśmiechnął się i wyszedł.

Rose

Brat narzekał, ale w końcu dal spokój słysząc, że Kas jest w szpitalu. Jednak za bardzo mu się to nie podobało. Dodatkowo denerwował się, że nie ma występów. Martwiłam się bo wiem, że Daniel chciał abym miała wszystko, a moja kariera się rozwijała.
Poszłam do siebie do pokoju i spakowałam się na następny dzień. Nie za bardzo chciało mi się iść, ale mus to mus. Wolałabym posiedzieć z Kastielem, jednak miała mnie uczyć Emily.

...

W szkole zaczepiła mnie Rozalia. Białowłosa dziewczyna z wycieczki.
-Hej Rose -przywitała się.
-Hej. Roza tak?
-Tak, tak. Em...Chciałam się spytać co z Kastielem. Po zatem Lysander ostatnio jest jakiś dziwny. Chodzi taki smutny i zdołowany. Ani ja, ani Leo nie wiemy co się z nim dzieje i martwimy się o niego.
Zrobiło mi się strasznie głupio. W końcu to moja wina.
-Em...Kastiel leży w szpitalu na obserwacji. Nie wiem do końca kiedy wyjdzie bo lekarz nie chciał mi nic powiedzieć. A Lys? Em...No nie wiem, ale to może przez to, że zerwaliśmy -powiedziałam spuszczając głowę na dół.
-Zerwaliście? A dlaczego? -Dociekała dziewczyna.
-No...Ja...Nie kocham Lysa -powiedziałam.
-Aha...Rozumiem. Wolisz Kastiela, prawda? -Zapytała.
Zdziwiło mnie to iż dziewczyna nie wyglądała na złą.
W odpowiedzi pokiwałam głową.
-Życzę wam dużo szczęścia -powiedziała z uśmiechem. -Może chciałabyś się udać ze mną na zakupy? Nie za bardzo mam z kim iść.
-No...Mogę iść, z wielka chęcią -odparłam.
Dziewczyna rozmawiała ze mną cały czas, a na koniec lekcji zabrała mnie do sklepu. Chodziłyśmy po nim dość długo. W końcu kupiłam parę ciuchów, a dziewczyna masę ciuchów. Później odłożyłam zakupy i przyjechała Emily aby się uczyć.
-Hej dawnośmy się nie widziały -powiedziała dziewczyna.
-Ano dawno. Miałam trochę roboty -odparłam.
-Jak tam po wyciecze? -Zapytała otwierając zeszyty.
-Normalnie.
-Ehe...To czego nie rozumiesz? -Zapytała siadając na łóżku.
-Wszystkiego -odparłam.
Emily uśmiechnęła się blado i zaczęła mi wszystko dokładnie tłumaczyć.

...

Powoli weszłam do szpitalnego pokoju. Kastiel siedział na łóżku w swoich ubraniach. 
-Wychodzisz? -Zapytałam z nadzieją. 
-Jak widać- odpowiedział. 
Uśmiechnęłam się, podbiegłam i go przytuliłam. 
-Aż tak się cieszysz? -Zapytał obejmując mnie.
-Tak...
Chłopak zaśmiał się i lekko odsunął mnie od siebie, a następnie pocałował. Pocałunek był delikatny,tak jakby czerwonowłosy bał się,że coś mi zrobi. Oczywiście się nie opierałam. 
-Kocham Cię mała- wyszeptał dotykając swoim czołem mojego 
-Przepraszam gołąbki, że przerywam, ale mam wypis- powiedział lekarz wchodząc. 
-Mógłby Pan się ogarnąć?  -Zapytał zły Kas odsuwając się ode mnie.
-Kastiel! -Zganiłam go.
Chłopak zacisnął rękę w pięść.
-Ah...W każdym razie to pański wypis -powiedział lekarz dając Kasowi papierek.
Buntownik wziął papierek i złapał mnie za nadgarstek, a później wyszedł nic nie mówiąc. 
-Mógłbyś chociaż podziękować -powiedziałam gdy mnie puścił. 
-Stary kinował i tyle...Co się działo gdy mnie nie było? -Zapytał odpalając papierosa.
-Przede wszystkim przestałeś palić-odpowiedziałam zabierając mu papierosa i zgniatając.
-Ej!A zresztą...A tak na poważnie? 
-Lys przyszedł wczoraj napity. Ale to nie ważne. 
-Co gadał? 
-Mówię,że nie ważne...
-Mam prawo wiedzieć! 
-Niby dlaczego?
-Bo mi na tobie zależy i Cię kocham! -Wykrzyczał na jednym wydechu i się zaczerwienił.-Chodź odprowadzę Cię.
-Jak chcesz to możesz zostać.
Kas uśmiechnął się cwanie i chwycił mnie za rękę. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Po tym wszystkim nareszcie wiedziałam którego kocham.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że taki krótki, ale na wyjeździe nie miałam za bardzo czasu pisać. Tu jakieś spacerki, tu jedzenie, tu zabawa z bratem i jeszcze nauka... Masakra...Do tego mega skwar aż myśleć się nie dało xD W każdym razie mam nadzieje, że się podoba :)

poniedziałek, 25 maja 2015

Księżniczka Luna 18

Rozdział 18

Na miejscu byliśmy w odpowiednim czasie. Denis sprytnie nas przemycił. Siedzieliśmy tak, więc za kulisami.
-Dobra wejdźcie jak was zapowiem -powiedział Denis, a my szybko wstaliśmy.
Uśmiechnęliśmy się do siebie.
-Anabell wszystkiego najlepszego. Jesteś dla mnie bardzo ważna dlatego chciałbym dziś dać ci jeszcze jeden prezent -powiedział Denis, a my weszliśmy na scenę.
Wszyscy zaczęli piszczeć, a my zaczęliśmy grać.
-Paradoksalny to świat! Nie wahaj się chwycić broni w dłoń i... -Zaczęłam śpiewać.
Denis uśmiechnął się do mnie i podszedł do dziewczyny, a następnie ją objął. Ta dała mu buziaka, a ja posłałam mu oczko.
Po piosence wszyscy zaczęli klaskać.
-To dla ciebie Anabell. Chodź nam pomóż -powiedziałam.
Denis zachęcił dziewczynę by ta już po chwili stała z nami na scenie.
-Odwagi wciąż mi brak... -Zaczęłyśmy razem śpiewać.
Dziewczyna miała piękny głos. Świetnie się bawiła i wciąż była uśmiechnięta. Później dziewczyna zeszła ze sceny, a my zaśpiewaliśmy jeszcze kilka piosenek. Lysander, Kastiel i Alexy świetnie się bawili.
W chwili przerwy na scenę wyszedł Denis.
-Anebell chciałem ci coś ci powiedzieć. Teraz jest najlepszy moment. Kocham cię Anebel -powiedział.
Z chłopakami szybko wskoczyliśmy na scenę i zaczęliśmy grac odpowiedni kawałek, który należał do Denisa.
-And I think you're from another worldAnd I, I couldn't love another girl Cause you, you make me feel like I'm Intoxicated
Dziewczyna była wniebowzięta. Aż się popłakała. A Denis zszedł ze sceny i złapał ją za rękę. Chłopcy pomagali mu w refrenie patrząc na mnie.
Denis zakończył piosenkę obejmując Anę w talii. Ta założyła mu ręce na szyję i pocałowała. Wszyscy zaczęli krzyczeć i piszczeć, a ja popatrzyłam na chłopaków.
-Tak pięknie wyglądają -wyszeptałam do nich.
-Kocham cię Denis -powiedziała dziewczyna.
-Ana proszę zostań moją dziewczyną -powiedział chłopak.
-Oczywiście! -Wykrzyknęła i się w niego wtuliła.
Wszyscy zaczęliśmy bić brawa. Wpadłam na świetny pomysł i szybko chwyciłam gitarę i zaczęłam śpiewać:
-Tajemny akord kiedyś brzmiał, pan cieszył się gdy Dawid grał,ale muzyki...
Chłopcy chwycili gitary i mi pomogli.
Denis popatrzył na mnie z wdzięcznością w oczach.
Uśmiechnęłam się do niego.

...

Właśnie rozmawiałam z Aną gdy przerwał mi Lysander.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale mogę porwać na chwilę Rose? -Zapytał.
-Tak pewnie -odpowiedziała dziewczyna.
Spojrzałam na białowłosego podejrzliwie.
-Przecież cię nie ugryzę -powiedział.
Chłopak zaciągnął mnie za kulisy, a tam przyszpilił do ściany.
-Kocham cię Rose. Bądź ze mną, a nie z nim -powiedział.
-Lys...
Nie dane było mi dokończyć zdania, ponieważ chłopak wpił mi się w usta.
-Nie Lys -powiedziałam.
-Rose -wyszeptał i znowu mnie pocałował.
Szamotałam się, ale on nie chciał się odsunąć.
Jednak po chwili oderwał się ode mnie, a raczej ktoś go oderwał. Otworzyłam oczy i ujrzałam jak Kas podnosi Lysa za koszulkę.
-Puść go Kas! -Krzyknęłam.
Chłopak nie chciał wykonać polecenia. Zaczęli się bić, dlatego szybko pobiegłam po Alex'iego i Denisa.
-Kurwa -powiedział Denis rozdzielając ich. -Co się stało?!
-Ten s******* doczepił się do Rose! -Wydarł się Kastiel.
-Zamknij pysk! Ona jest moja.
-"Ona" nie jest rzeczą!
Zaczęli się kłócić, dlatego Alexy odwiózł Lysa do domu, a ja razem z Danielem zabrałam Kastiela do nas. Oczywiście wcześniej przeprosiłam Denisa, ale on mówił, że rozumie.

...

Chłopak siedział oburzony na sofie.
-Czy ciebie powaliło?! Cholera jasna żeby robić drakę na występie! Co wam do głowy odbiło?! -Krzyczałam na chłopaka.
-Ty -odpowiedział.
-To nie czas na żarty Kastiel! 
Chłopak uśmiechnął się cwanie.
-Nie szczerz się bo zaraz nie będziesz miał zębów. Jak tak dalej będzie to p******* tą karierę! -Wykrzyknęłam i pobiegłam do swojego pokoju zatrzaskując się.
Co za idioci! Rozwalili przyjęcie. Dobrze, że Ana tego nie widziała.
Kas zaczął dobijać się do drzwi.
-Rose!Rose! Proszę otwórz! Wiem zachowałem się idiotycznie! Ale mnie wkurzył! Odciągnąłem go bo myślałem, że tego nie chciałaś, ale najwidoczniej się myliłem -ostatnie zdanie wypowiedział cicho i ze smutkiem.- To ja idę pa mała.
Ale to nie tak!
Szybko wstałam i otworzyłam drzwi z rozmachem. Zanim chłopak zdążył się odwrócić wtuliłam się w niego.
-To nie tak Kas...Ja... -Wyszeptałam.
-Nadal nie wiesz, którego wolisz. Rozumiem -odparł.
-Przepraszam -wyszeptałam i zaczęłam szlochać. 
Chłopak odwrócił się i wtulił mnie w siebie, mocno obejmując ramionami.
-Nie płacz mała. To nic złego -odpowiedział.
Uśmiechnęłam się pod nosem i starałam opanować płacz.
-Kas naprawdę przepraszam...Ja... -wyszlochałam, ale chłopak mi przerwał.
-Dam ci tyle czasu ile będziesz chciała. Ale proszę pamiętaj, że nie pozwolę cię skrzywdzić. jesteś dla mnie bardzo ważna -powiedział. -Lepiej już pójdę. Trzymaj się.
Nim się otrząsnęłam chłopak już poszedł. Ja natomiast zamknęłam się w pokoju i cały czas siedziałam na łóżku.

Kastiel

Po raz pierwszy w życiu byłem tak smutny i zły. Pędziłem na motorze ile sił, nie wiedziałem gdzie jadę i jaki jest cel tej podróży. Chciałem jedynie aby moje myśli odpoczęły. Nim się zorientowałem przybrałem za dużą prędkość i nie wyrobiłem na zakręcie przez co wpadłem do rowu i straciłem przytomność.

Rose

Biegłam jak głupia. Chciałam tylko jak najszybciej tam dotrzeć. Zobaczyć go...
Jak idiota! Co on robił na tym motorze?! Matoł! A nie zdążyłam mu powiedzieć...
Nogi już mnie bolały, jednak w końcu dobiegłam. Wpadłam do szpitala jak rakieta i szybko wydyszałam do pierwszej pielęgniarki:
-Gdzie leży Kastiel Smith?
-Em...Ten z wypadku? Sala dziesięć na końcu korytarza, ale nie można do niego wchodzić!
Nim pielęgniarka zdążyła mnie złapać pobiegłam do sali chłopaka. Otworzyłam drzwi bez pukania i stanęłam jak wryta.
Czerwonowłosy leżał na białym łóżku, a do jego ciała były poprzypinane różne rurki.
Dlaczego? Czemu? Kastiel...Nie...Ja...zapomniałam ci powiedzieć! Nie zostawiaj mnie... Kastiel...Kastiel!
Padłam na kolana i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Nie mogłam znieść myśli, że on walczy o własne życie.
Pielęgniarka próbowała mnie wygonić, ale marnie jej to szło. W końcu lekarz pozwolił mi zostać. Jedyny mądry...
Usiadłam na krześle obok czerwonowłosego i złapałam go za rękę. Miał zamknięte oczy, ale widać było, że się męczy.
-Kas...To ja Rose. Wiesz jakim jesteś idiotą? Coś ty zrobił -wyszeptałam z łzami w oczach. Kilka z nich spłynęło po moich policzkach.
-Jakim ty jesteś idiotą. Jak mogłeś mi to zrobić? Gdy się obudzisz to pożałujesz.
Łzy spływały, a ja mimo to dalej mówiłam.
-Pamiętasz jak się poznaliśmy? Świetnie grałeś. I pomimo, że tak się złościłeś to i tak uważałam, że jesteś świetny. Wtedy...Wtedy nie myślałam, że mnie pokochasz. Zawsze myślałam, że chłopcy kochają mnie tylko za to, że jestem Luną. To dlatego postanowiłam się przepisać. I wiesz co? Nie myślałam, że cię pokocham. Nie myślałam, że staniesz się dla mnie tak ważny -powiedziałam jeszcze bardziej płacząc.- Wtedy...U Denisa... Gdy Lys mnie pocałował...Miałeś rację...Kas, miałeś rację. Ja nie chciałam żeby to on mnie całował.Kas... Ja chciałam żebyś był to ty -płacz zamieniał się w szloch. - Wtedy zrozumiałam, że kocham tylko ciebie. Chciałam ci to powiedzieć, ale poszedłeś. Ty idioto! Jak mogłeś?!-Przytuliłam się do chłopaka. -Kas proszę nie zostawiaj mnie...Nie zostawiaj mnie samej...bez ciebie...to nie to samo.
Łzy zaczęły skapywać na rękę chłopaka. Tak bardzo chciałam żeby się obudził. Żeby był przy mnie, już na zawsze. Teraz gdy na to patrzę. To byłam głupia, że wolałam Lysa. Kastiel pomimo swojej buntowniczości był wspaniały. Odważny, śmiały, tajemniczy... Zrozumiałam, że kocham Kastiela. Tego aroganckiego, nie myślącego dupka. Nie chciałam żeby umarł. Nie chciałam... Bez niego było by inaczej. Tak pusto...Smutno...Inaczej...
I wtedy stało się coś czego się nie spodziewałam...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej...Wróciłam. Diagnozy koszmarne, ale dajemy radę. Postaram się pisać więcej, ale niczego nie obiecuję. Wbrew temu co mówią, końcówka roku nie jest łatwiejsza :( Wręcz przeciwnie,  jest jeszcze więcej katorgi. W każdym razie nie zostawiajcie mnie xD

czwartek, 14 maja 2015

Księżniczka Luna 17

Rozdział 17

Kastiel

Nareszcie mogłem znowu ją pocałować. Wiem, że tego chciała. Od razu odwróciła wzrok i się zarumieniła. Nie pozwolę żeby zabrał mi ją Lysander. Nie ma mowy! Nie wiem co on ma zamiar zrobić, ale będę lepszy. Kocham Rose...
-Dobrze moi drodzy! -Z zamyśleń wyrwał mnie głos nauczycielki od biologii.- W ramach pracy dostaniecie króliki, a waszym zadaniem będzie opieka nad nimi Pracować będziecie w dobranych przeze mnie dwójkach. macie być jego rodzicami.
-A co to ma do biologii? -Zapytał Alexy.
-Zupełnie nic, ale dyrektorka dostała te króliki w ramach jakiegoś projektu. Dzięki niemu macie się nauczyć wychowania czy coś -odpowiedziała nauczycielka. -W takim razie Violetta będzie z Alexym, Nataniel z Melanią, Lysander z Klementyną, Rose z Kastielem, Kentin z...
O to Lysiu będzie zły! 
Rose uśmiechnęła się do mnie blado. Pani dała mi klatkę z królikiem, a następnie rozbrzmiał dzwonek.
-Super będę chodził jak idiota z klatką królika -warknąłem wychodząc z klasy.
-Nie narzekaj -odpowiedziała dziewczyna.
-Ciekawe gdzie go dam w domu. Demon go od razu zje.
-To królik będzie u mnie. Nie stękaj tak -powiedziała.
-Jeb*** nauczyciele niech sobie w dupę wsadzą tego pier******** królika! -Warknąłem po szwedzku aby nikt mnie nie zrozumiał.
-Mówiłam nie dramatyzuj -odpowiedziała Rose.
Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na białą kulkę futra.
Może nawet go/ją polubię...

Rose

Po powrocie do domu odstawiłam klatkę na szafkę w pokoju.
-Co to ma być?! -Wybuchł Daniel.
-Królik. Ślepy jesteś? -Zapytałam zdejmują bluzę.
-Co on tu robi?!
-Stoi. Dobrze się czujesz? -Zapytałam.
Kochałam go denerwować. To było moje ulubione hobby.
-Nie denerwuj mnie -odparł.
-Dobra, dobra. Wyluzuj. Dali nam je w szkole. Mamy się nimi w parach opiekować i być ich rodzicami. Tydzień i królika nie będzie -powiedziałam kładąc się na łóżku.
-Mniejsza z tą kupą futra...
-To królik!
-Mniejsza o to. Dzwonił Denis...
-O kuchnia miałam do niego zadzwonić! -Wykrzyknęłam i chwyciłam komórkę wybierając jego numer.
Daniel westchnął ciężko. Nienawidził gdy mu przerywałam, ale cóż...Taka moja natura.
-To też...Denis chciał się spytać czy nie zaśpiewasz na urodzinach jego koleżanki -dokończył brat.
Kiwnęłam głową i wyszłam na balkon.
-Tak? -Usłyszałam głos Denisa.
-Hej! Sorki, że nie dzwoniła, ale zapomniałam. W każdym razie Daniel mówił, że chciałeś abym gdzieś zaśpiewała -powiedziałam opierając się o barierkę.
-Em...Tak! Koleżanka ma urodziny. Kocha Lunę i chciałem zrobić jej przyjemność -powiedział.
-A nie możesz ty jej coś zaśpiewać? -Zapytałam.
-Ona nie wiem, że śpiewam... Wiesz w szkole mam zawsze soczewki. A na występach peruki -powiedział.
-Rozumiem. Em...Dobra zaśpiewam. Kiedy to? -Zapytałam.
-Za dwa dni -odpowiedział.
-Spoko, da radę -odpowiedziałam. -Preferencje do piosenki?
-Hm..."Ignite" i coś wymyślcie -odparł. -Jeszcze raz dzięki, a teraz sorki jestem umówiony. Pa.
-Pa.
Oparłam się lekko o barierkę.
Ah...Jak dawno nie śpiewałam tej piosenki... Napisałam ją gdy jeszcze strzelałam. Hm...Może być zabawnie.
-Daniel! -Wydarłam się wchodząc do domu. -Zwołuj chłopaków, za dwa dni mamy mały występ!
 ...

Odchyliłam mikrofon on moich ust i odetchnęłam głęboko.
-Świetna próba chłopcy!- Pochwaliłam ich.
Naprawdę doskonale wyszła nam próba, następnego dnia mieliśmy grać u tej koleżanki Denisa. Zastanawiałam się czy jest to TYLKO koleżanka. Jednak szybko odgoniłam tę myśl, tłumacząc sobie, że to nie moja sprawa. Chłopcy uśmiechnęli się i podziękowali.
-Mogę zobaczyć się z królikiem? -Zapytał Kas.
-O ile mi wiadomo to nie masz zakazu sądowego na spotkania z "synem" -odparłam żartując.
Chłopak zaśmiał się i zmierzwił mi włosy.
-Jak tak będziesz mi dokuczał to wniosę do sądu o rozwód- odparłam.
Kas zaśmiał się i rozłożył ręce w geście obronnym.
-Przepraszam moja kochana żonko, wynagrodzę ci to dzisiaj- wyszeptał mi chłopak.
Od razu zrobiłam się czerwona i lekko odsunęłam go od siebie.
-Dobra, dość żartów -przerwał nam Lys.-Ktoś widział mój notatnik?
-Znowu?!-Wykrzyknęłam podnosząc ręce do góry.
Za często się mu to zdarza.
Uśmiechnęłam się i wbiegłam do salonu, gdzie białowłosy zostawił swój notatnik, a następnie oddałam mu go.
-Dzięki co ja bym bez Ciebie zrobił- odparł chłopak z uśmiechem.
-Nie miałbyś piosenek- odpowiedziałam.
Chłopak uśmiechnął się i wyszedł.
-A teraz zapraszam Pana do syna- powiedziałam do Kasa wchodząc po schodach. -To ty pogadaj z synem. Ostatnio źle przechodzi naszą separację, a ja lecę zrobić coś do jedzenia.
-Nawet nie wiesz jak Cię kocham żonko -powiedział Kas.
Ze śmiechem weszłam do kuchni. Szybko wzięłam spaghetti z lodówki i odgrzałam. Nalałam coli do szklanek i z tacą poszłam na górę.
-Mężu przyniosłam obiad- oznajmiłam stawiając tackę na biurku.
-Dziękuję jesteś taka kochana- odparł Kas biorąc talerz.
-Rozmawiałeś z synem? -Zapytałam gdy zjedliśmy.
-Tak. Otóż on naprawdę cierpi, że rodzice nie są razem i chciałby żebyśmy byli prawdziwą rodziną -powiedział poważnie. -Zresztą ja też bym tego chciał.
-Kas...-Zaczęłam, ale nie było dane mi skończyć.
Chłopak wywrócił mnie na łóżko,a swoje ręce trzymał przy mojej talii. Znajdował się tak niebezpiecznie blisko. Jednak mimo tego nie wstydziłam się. Miałam wręcz uczucie, że tak ma być.
-Kocham cię Rose -wyszeptał Kas.
-Ale ja...
-Wiem, nie umiesz wybrać. Będę czekać. A co do nagrania...
-Wierzę ci -powiedziałam.
Widziałam w jego oczach, że to co wtedy mówił było prawdą. Czerwonowłosy uśmiechnął się lekko.
-Kocham cię moja żono -powiedział i mnie pocałował.
Nie odpychałam go. Objęłam go i przyciągnęłam bliżej. Kochałam ten przyjemny dreszcz jaki przechodził moje ciało. Po chwili Kastiel lekko się odsunął.
-Wiesz co? Może uczynimy królika szczęśliwym i zostanę na jedną noc? -Zapytał Kastiel.
-Niech ci będzie, ale śpisz w pokoju gościnnym -odparłam.
-Nie sądzę -powiedział Kas i wpił się w moje usta.
On jest niemożliwy...
Kas usadził mnie na swoich kolanach, a ręce położył na mojej talii. Zszedł z pocałunkami na szyję, a ją lekko odchyliłam aby mu to ułatwić.
-Kocham cię Rose -wyszeptał Kastiel.
-Ja ciebie też.
Zamknęłam oczy, a Kas po chwili powrócił do pieszczenia moich ust. Tak bardzo to lubiłam, nie umiałam się temu oprzeć. To było takie wspaniałe uczucie.

Kastiel

Obudził mnie głos Rose;
-Kastiel wstawaj! Trzeba się ubrać! 
Udawałem, że nadal śpię, a kiedy schyliła się aby krzyknąć mi do ucha, objąłem ją w talii i przytoczyłem tak, że znajdowała się pode mną. 
-A to za wygonienie mnie do gościnnego -powiedziałem i ją pocałowałem. 
Rose była bardzo zdziwiona, ale oddała mój pocałunek. 
-Kocham Cię maleńka- wyszeptałem jej do ucha.
-Ja Ciebie też, a teraz idziemy się szykować- odpowiedziała dziewczyna i wyswobodziła się z mojego uścisku.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że Rose jest w piżamie. Miała czarne, krótkie spodenki i top.
-Masz prawo pokazywać się tak tylko mi- wyszeptałem jej do ucha, obejmując ją od tyłu w talii.
Pocałowałem ją w szyję i puściłem aby mogła pójść się przebrać. Dziewczyna wydukała, że mam ciuchy na krześle i wybiegła z pokoju jak poparzona. Zaśmiałem się i spojrzałem na wcześniej wskazane mi miejsce.
Jak ja kocham tą dziewczynę...

Rose

Wybiegłam z tego pokoju cała czerwona. Odparłam się o drzwi i zjechałam po nich i przymknęłam oczy 
Czemu serce mi tak wali? Jak ja go kocham... Nie powinnam się z nim całować, ale nie umiem się oprzeć. 
Odetchnęłam głęboko i pomyślałam, że pójdę wziąć prysznic żeby trochę ochłonąć i w ogóle. 

...

Owinęłam ręcznikiem ciało, a włosy które zdążyłam wysuszyć spięłam. 
Teraz trzeba wybrać jakieś ciuchy...
Weszłam do pokoju i podeszłam do drzwi garderoby.
-Żonko gotowa?-Usłyszałam głos Kasa.
Chłopak wszedł do pokoju,a ja zalałam się czerwienią.
-Kas wyjdź!-Pisnęłam.
-Nie mam zamiaru kochanie- odpowiedział. 
Szybko nim Kas zdążył do mnie podejść schowałam się w garderobie.
 -Boisz się mnie? -Zapytał Kas.
Spodziewałam się pukania w drzwi, a nie takiego pytania.
-Nie, nie boję się- odpowiedziałam. 
-To wpuść mnie nic ci nie zrobię- powiedział cicho.
Jego głos był taki kojący. Poddałam się i otworzyłam drzwi.
-Boisz się mnie? -Zapytał Kas.
-Nie, to znaczy...
-Boisz się, że coś ci zrobię? -Zapytał.
Trafił w samo sedno. Sama nie wiem czemu myślałam, że mógłby mi coś zrobić. Takie dziwne uczucie i lęk gdzieś w środku. Nagle Kas przytulił mnie co było dla mnie szokiem.
-Proszę nie bój się mnie. Nigdy nie zrobiłbym nic wbrew twojej woli -wyszeptał.
-Przepraszam -odparłam.
Kas odchylił się i mnie pocałował.
-Przebieraj się mała, niedługo trzeba iść -powiedział i otworzył drzwi. Gdy już myślałam, że wychodzi odwrócił głowę.- Jeszcze jedno...To, że często mówię takie rzeczy nie oznacz, że bym to zrobił wbrew twojej woli. Mówię to żeby cię zdenerwować. Kiedy masz rumieniec wyglądasz jeszcze bardziej pociągająco.
Od razu zalałam się nową falą szkarłatu, a chłopak ze śmiechem wyszedł. Dla pewności i bezpieczeństwa zamknęłam drzwi, a później zaczęłam myśleć o doborze stroju.  W końcu wybrałam sukienkę z czarnym dołem, miedzianym paskiem i niebieską górą. Dobrałam dodatki i wzięłam nową perukę.
Muszę co jakiś czas je zmieniać...
Szybko ubrałam ciuchy i wyszłam z pokoju.
Z kuchni dobiegał wspaniały zapach świeżo zaparzonej kawy i naleśników. Weszłam do pomieszczenia rozkoszując się wspaniałymi zapachami. Mruknęłam przeciągle i popatrzyłam na sprawcę. Zdziwienie od razu zagościło na moje twarz. To wszystko zrobił Kastiel, nie kto inny, a Kastiel!
-Ty umiesz gotować?! -Wybuchnęłam.
Nim chłopak zdążył odpowiedzieć zaniosłam się śmiechem.
-I co się śmiejesz idiotko? -Zapytał.
Kiedy trzeba to umie się przymilić.
-Nie myślałam, że umiesz gotować ciemna maso -odpowiedziałam.
-Dobra siadaj i jedz -powiedział kładąc talerz i kubek na stole.
-Ej! Daniel! Kastiel zrobił żarcie! -Krzyknęłam.
-Papu! -Odkrzyknął mężczyzna i trzasnął drzwiami.
W ciągu dwóch sekund znalazł się w kuchni.
-Dzięki kotek -powiedział i dał Kastielowi buziaka w policzek.
Wyplułam kawę na podłogę i zaczęłam się śmiać. Kastiel zrobił się czerwony ze złości i uderzył Daniela.
-P*********** dom! K****** idzie dostać z takimi p*********** ludźmi! P******* jesteście! Idźcie się k**** leczyć bo naprawdę k****** można dostać! P********! -Wykrzyknął Kas.
Zaczęłam się śmiać jeszcze głośniej, a Daniel przyłączył się do mnie.
-I co k**** się chichracie?! -Zapytał wkurzony chłopak.
Na chwilę przestałam się śmiać, podeszłam i dałam mu buziaka w policzek.
-Już się uspokój -powiedziałam i zabrałam szmatkę w celu wytarcia plamy kawy z podłogi, a następnie wróciłam do konsumpcji śniadania.
-Mmm...Pycha -powiedziałam razem z Danielem.
-To wy jeźdźcie, a ja idę nakarmić synka -powiedział czerwony i puścił mi oczko.
-Ładnie ci tak -powiedział Daniel. -Zadzwonię po chłopaków żeby byli za godzinę.
-A ja po Denisa -powiedziałam wkładając talerz do zmywarki.
Szybko pobiegłam na górę i otworzyłam drzwi pokoju. Kastiel w najlepsze oglądał moja bieliznę.
-Ty zboczeńcu! -Wydarłam się i podbiegłam do niego cala czerwona.
-Muszę chyba zadzwonić po Rozę żeby zabrała cię na zakupy -powiedział ze swoim cwanym uśmieszkiem.
-W********** z mojego pokoju bo tak ci w********, że k***** cie zabiję ty c****! -Wykrzyknęłam.
Chłopaka zamurowało, jednak po chwili dodał:
-Damie tak nie przystoi.
-C*** mnie to obchodzi s******** -powiedziałam wyrywając mu mój biustonosz.
Chłopak powoli wstał i wyszedł.
Co za imbecyl!
Chwyciłam telefon do ręki i wybrałam numer Denisa.
-Hej o której mamy być? -Zapytałam gdy chłopak odebrał.
-Będę po was za półtorej godziny -odparł chłopak.
-To do zobaczenia -powiedziałam i się rozłączyłam.
Westchnęłam głośno i zaczęłam składać bieliznę.
Jaki z niego idiota! Za to bardzo słodki... Ah...Rosalio Angelino Angel!








piątek, 1 maja 2015

Księżniczka Luna 16

Rozdział 16

Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, zrobić czy nawet pomyśleć, Lysander lekko zdjął mnie z siebie i ruszył szybkim krokiem do wyjścia.
-Lys to nie tak jak myślisz! -Próbowałam go zatrzymać szybko wstając.
Jednak nic to nie dało, Lys mega zły wyszedł z mojego domu i podbiegł do Kasa, próbowałam go powstrzymać, ale co ja mogłam zrobić? Krzyczałam, ale nie pomagało. 
Lysander uderzył Kasa w twarz z pięści. Ten się zatoczył i po chwili oddał. Szybko zawołałam Daniela, aby ten po chwili rozdzielił chłopców.
-O co tu kur** chodzi?-Zapytał zły Daniel gdy opatrywałam chłopców.
Momentalnie spuściłam głowę na dół. I gdy już miałam zacząć coś mówić, wyręczył mnie Lys:
-Rose jest moją dziewczyną, a Kas nie ma prawa jej tknąć.
-Nie jest twoją własnością -odparł zły Kas.
Posłałam obu chłopcom groźne spojrzenie aby się uspokoili.
-Rose wytłumaczysz mi o co chodzi? -Zapytał Daniel.
-Też chciał bym odpowiedzi na kilka pytań -dodał Kas.
-Ja również się skuszę-zakończył Lysander.
Jęknęłam głośno i opadłam na kanapę. -Czemu Kas przychodzi i drze się pod oknem? -Zapytał Daniel bez ogródek.
-Boże, od czego zacząć -westchnęłam cicho.
-Kocham Rose dlatego "dre" się, a pod oknem bo wpuścić mnie nie chcecie -odpowiedział czerwonowłosy.
-A co miało znaczyć, że "te chwile razem nic dla Ciebie nie znaczą? -Zapytał Lys.
Od razu zrobiłam sie czerwona. To jedno zdanie można zrozumieć na różne względy. Natomiast w przeciwieństwie do mnie, Kastiel uśmiechnął się chytrze.
-Całowałem się z nią- odparł.
Białowłosy strasznie się zdenerwował i znowu uderzył Kasa, jednak nim ten mu oddał Daniel ich rozdzielił.
-Rose to prawda? -Zapytał Lysander. -Tak- odpowiedziałam ze spuszczoną głową.
-Kochasz go?-Zapytał.
-Chyba tak- odpowiedziałam.
Kastiel popatrzył na mnie zdziwiony. Widać było, że nie oczekiwał takiej odpowiedzi. 
W pokoju nastała niemiła cisza.
-W takim razie zapytam Cię o jeszcze jedno- powiedział Lysander wstając. -Kochasz mnie?
-Tak- odpowiedziałam bez chwili wahania.
-Nie widzę innego wyjścia jak dbać ci wolność abyś wybrała właściwego -dodał białowłosy.
Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Lys wyszedł.
-W takim razie ja zaraz też się zwijamy, Ale najpierw chce wiedzieć dlaczego jesteś na mnie zła -powiedział buntownik.
-Chodzi o to nagranie na którym mówisz, że to wszystko jest tylko po to abyś zdobył sławę -odpowiedziałam.
Nie miałam nawet ochoty na niego krzyczeć, czy się złościć, w tamtej chwili myślałam tylko o rozpaczy.
-Zaraz ci to wytłumaczę Rose. Lysander pytał się czy coś między nami jest. Powiedziałem tak żebyś nie miała problemów. Co innego miałem mu powiedzieć? Że Cię kocham, całowaliśmy się i odbije mu ciebie?Kocham Cię Rose- powiedział.
-Idź już nie mam dzisiaj ochoty na rozmowy -odparłam patrząc w podłogę.
-Dobrze pójdę, ale jutro wrócę. A wiesz czemu? Bo Cię kocham i nie stać mnie na to żeby Ciebie stracić- powiedział i wyszedł.
-W co ja się wkopałam?!-Jęknęłam.
-Nie martw się Rose, będzie dobrze- powiedział brat i mnie przytulił.
Co ma być dobrze? Wszystko zepsułam...Co teraz będzie?

...

Włączyłam muzykę i wyszłam na balkon. Rześkie powietrze owiewało moje ramiona i nogi. Wiaterek lekko rozwiewał moje włosy, a ja oparta o barierkę patrzyłam na księżyc, chmury i gwiazdy.
Czemu nic nie jest proste? 
Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w dźwięki nocy. Ptaki przestały już ćwierkać. Pazurki kotów postukiwały zgrabnie o betonowy chodnik. Natomiast psy szczekały na widok tych kuleczek gracji i elegancji. Uśmiechnęłam się pod nosem na te myśl. Cisza...Jedynie odgłosy nocy. Żadne auto, rower, motor czy człowiek nie zagłuszały tych miłych dźwięków. 
Aż nagle coś się zmieniło. Psy całkowicie przestał szczekać, a koty miauczeć. Otworzyłam zdziwiona oczy i popatrzyłam na ulicę. Przed moim balkonem stał Lysander.
-Co ty tu robisz? -Zapytałam go.
Chłopak jedynie się uśmiechnął.
-Rose kocham cię -powiedział, a później zaczął śpiewać:-
There's a shop down the street                                    
Where they sell plastic rings
For a quarter a piece I swear it
Yeah I know that it's cheap
Not like gold in your dreams
But I hope that
You'll still wear it

Yeah, the ink may stain my skin
And my jeans may all be ripped
I'm not perfect but I swear
I'm perfect for you

And there's no guarantee
That this'll be easy
It's not a miracle you need
Believe me
Yeah I'm no angel
I'm just me
But I will love you endlessly
Wings aren't what you need
You need me

There's a house on the hill
With a view of the town
And I know how you adore it
So I'll work everyday
Through the sun and the rain
Until I can afford it

Yeah your friends might think I'm crazy
'Cause they can only see
I'm not perfect, but I swear I'm perfect for you

And there's no guarantee
That this'll be easy
It's not a miracle you need
Believe me
Yeah I'm no angel
I'm just me
But I will love you endlessly
Wings aren't what you need
You need me


 (Jest taki sklep na dole ulicy
Gdzie sprzedają plastikowe pierścionki
Za ćwiartkę części przysięgam
Wiem, że to tandeta
Nie jak złoto z Twoich marzeń
Ale mam nadzieję, że
Wciąż będziesz go nosić

Atrament może zaplamić moją skórę
A moje dżinsy mogą być całe podarte
Nie jestem idealny, ale przysięgam, że
Jestem idealny dla Ciebie

I nie ma gwarancji,
Że to będzie łatwe
To nie cud jest tym, czego potrzebujesz
Uwierz mi
Nie jestem aniołem
Jestem tylko sobą
Ale będę Cię kochał nieskończenie
Skrzydła nie są tym, czego potrzebujesz
Potrzebujesz mnie

Jest taki dom na wzgórzu
Z widokiem na miasto
I wiem jak go uwielbiasz
Więc będę pracował każdego dnia
W słońce i deszcz
Póki na niego nie zarobię

Twoi znajomi mogą myśleć, że jestem szalony
Bo oni widzą tylko,
Że nie jestem idealny, ale przysięgam, że jestem idealny dla Ciebie

I nie ma gwarancji,
Że to będzie łatwe
To nie cud jest tym, czego potrzebujesz
Uwierz mi
Nie jestem aniołem
Jestem tylko sobą
Ale będę Cię kochał nieskończenie
Skrzydła nie są tym, czego potrzebujesz
Potrzebujesz mnie)

Słuchałam jego piosenki z uwagą, to było takie romantyczne zaśpiewać tylko dla mnie.Mimowolnie się uśmiechnęłam, jednak później nastał strach.
Po co to robi? Przecież nie umiem powiedzieć z którym chce być. Kocham was obu...
-Rose kocham cię nad życie! -Wykrzyknął.
-Lys przecież wiesz co czuję -odpowiedziałam.
-Wiem, nie każe ci wybierać teraz. Wybierzesz kiedy zrozumiesz, kiedy nadejdzie spać. Dobranoc księżniczko -powiedział. i odszedł.
Czemu to jest takie trudne?! Ah!

...

Niestety następnego dnia musiałam iść do szkoły. Jak to powiedział Daniel : "Dość tej twojej laby. Do szkoły, ale już". 
Bardzo niechętnie uczyniłam ten obowiązek. Gdy tylko otworzyłam moją szafkę ujrzałam karteczkę:
Kocham cię :*
Uśmiechnęłam się pod nosem  i odłożyłam karteczkę na półkę.
Ciekawe, który to...
Nie za bardzo podobał mi się taki obrót spraw. Wiedziałam, że takie zachowanie chłopców może doprowadzić do kłótni i bójek, ale miałam nadzieję, że zachowają się mądrze. 
Szybko zerknęłam na plan lekcji i ruszyłam w kierunku sali do biologii. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu i nim zdążyłam krzyknąć ktoś zasłonił mi usta, a następnie przyszpilił do ściany.Serce waliło mi jak szalone. Nie wiedziałam co mam zrobić, ani co zaraz się stanie. Byłam przyszykowała na najgorsze. Było dość ciemno bo z nieznajomym byliśmy w schowku, więc nie widziałam jego twarzy. 
Mój "porywacz" złapał mnie za nadgarstki i podniósł je do góry, a następnie pocałował namiętnie, ale zarazem delikatnie. zdziwiona otworzyłam oczy szerzej i po chwili ujrzałam twarz Kastiela. Mimowolnie przymknęłam oczy i oddałam pocałunek.
-Co ty robisz? -Zapytałam gdy mnie puścił.
-Całowałem cię. Brakowało mi tego mała. Kocham cię -wytłumaczył i dał mi buziaka w policzek.
-Ale po co ciągasz mnie do schowka? O mało zawału nie dostałam -odparłam.
-Przepraszam. Wiedziałem, że się nie zgodzisz, więc... -odparł trochę speszony.
-Chodź lepiej na lekcję.
Powoli aby nikt nas nie zobaczył wyszliśmy ze schowka i ruszyliśmy w kierunku sali od biologii.
Byłam cała czerwona. To co kas zrobił było urocze i słodkie. Lubiłam lekką adrenalinę, ale w tym wypadku naprawdę się bałam. Dopiero gdy ujrzałam twarz buntownika mogłam się uspokoić. Nie mogę powiedzieć, mi również brakowało jego ust.
Boże co się ze mną dzieje...?

Księżniczka Luna 15

Rozdział 15
Rose
Poczułam chłodny wiatr na skórze. Wieczór był chłodny. Spojrzałam na siebie. Byłam w czarnej sukience bez ramion po bokach trochę rozciętej. Odruchowo zakryłam się ramionami. Następnie rozejrzałam się po okolicy. Byłam w jakimś parku, bynajmniej tak mi się zdawało. Wszędzie po bokach rosły drzewa, a ja stałam na dróżce ze żwiru. Odwróciłam się do tyłu i ujrzałam lustro. zobaczyłam w nim siebie. Czarne szpilki, dość wysokie... Wcześniej wspomniana czarna sukienka. Niebieskie oczy idealnie błyszczały, brązowe włosy spadały falującymi kaskadami na blade, chude ramiona. Z szyi zwisał mi naszyjnik z ametystem, a z uszu kolczyki z tymi samymi kamieniami, a na chudym, bladym nadgarstku bransoletka. oczy lekko podkreślone kredką, cieniem i maskarą.
-Rose -usłyszałam za sobą aksamitny głos i od razu odwróciłam się.
Ujrzałam nikogo innego jak Kastiela. Stał uśmiechnięty z otwartymi ramionami.
-Kocham cię -wyszeptał uspokajająco.
Mimowolnie kącik moich ust uniósł się do góry.
-Kastiel -wyszeptałam.
Wolno, ale stanowczo ruszyłam w jego stronę. W połowie zatrzymałam się słysząc drugi głos:
-Rosalio -wyszeptał.
Znowu odwróciłam się. Tym razem nie ujrzałam lustra, a Lysandra.
-Lys -powiedziałam zaskoczona.
-Chodź do mnie kochanie -odpowiedział chłopak wystawiając ręce i uśmiechając się.
Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć przerwał mi Kastiel:
-Ona będzie ze mną -odparł Kas idąc w moją stronę.
-Ona jest moja -odpowiedział Lys ruszając w w moją stronę.
-A co to ona rzecz żeby być twoja? -Odparł Kas przytulając mnie.
-Chłopcy uspokójcie się -powiedziałam.
Jednak oni nie słuchali, odsunęli mnie na bok i zaczęli się kłócić. Nagle ogarnął mnie bezwład. Nie mogłam się ruszyć, nawet nic powiedzieć. Musiałam patrzeć na ich bójkę. w końcu polała się krew, a ja krzyczałam w duchu i błagałam aby przestali. jednak oni oczywiście tego nie słyszeli. Każdy z nich wyglądał koszmarnie. Nie mogłam nawet uronić łzy, chciałam aby ten koszmar się skończył. W ułamku sekundy chłopcy upadli na ziemię przebici strzałami. Dopiero teraz odzyskałam głos i zdolność do ruchu. Z wielkim płaczem i krzykiem podbiegłam do chłopców. Wzięłam ich na kolana i tuląc do siebie płakałam.
-Nie płacz księżniczko -powiedzieli razem z uśmiechem, a ich oczy się zamknęły.
Płacz przeszedł w głośny szloch. Nie mogłam się uspokoić. W końcu obudziłam się z krzykiem siadając na łóżku. Odgarnęłam zabłąkane kosmyki z twarzy i spojrzałam w bok. Na moim łóżku było pełno krwi, znowu krzyknęłam, a przede mną pojawił się Kas z nożem, odsunęłam się do tyłu, a w bok ugodził mnie Lys. Wszystko się zamazało, a potem była tylko ciemność.
Daniel
Obudził mnie krzyk siostry. Szybko pobiegłem do jej pokoju. Rose wiła się na łóżku i krzyczała. zapaliłem światło i usiadłem obok niej tuląc ją. Przetarłem jej twarz mokrą od potu i zacząłem budzić. Z jej kącików oczu płynęły łzy. Po chwili mała otworzyła oczy i wtuliła się we mnie.
-Już Rose to był tylko koszmar. Uspokój się -mówiłem cicho głaszcząc jej włosy.
Zawsze ją to uspokajało.
-Spać z tobą? -Zapytałem.
Rose pokiwała głową. Wytarłem jej łzy i położyłem się tuląc ją do siebie, a następnie przykryłem nas oboje.
-Śpij, jestem obok -wyszeptałem.
Rose
Rano nie obeszło się bez kawy. Najpierw wizyta Kasa, a później koszmar. Daniel leżał w łóżku i spał. Doskonale wiedziałam, że wymęczyłam go w nocy moimi koszmarami. Zostawiłam mu karteczkę i poszłam do sklepu po zakupy. Kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy i szybko wróciłam. Po drodze wstąpiłam do pobliskiego sklepu monopolowego. Sprzedawca dobrze mnie znał i zawsze dawał mi alkohol. Głównie dlatego, że Daniel go o to poprosił. Kupiłam dwa piwa i wróciłam do domu. Przygotowałam śniadanie, a w chwili której skończyłam Daniel zszedł na dół.
-Hej, sorki za wczoraj -powiedziałam.
-Nic się nie stało. Twoje śniadanie wynagradza wszystko -odparł.
Uśmiechnęłam się lekko. Daniel zawsze wiedział jak poprawić mi humor.
-Dziś wracają. Lys też przyjdzie? -Zapytał pijąc kawę.
-Raczej tak -odpowiedziałam zdezorientowana.
Nie za bardzo chciałam wizyt znajomych. Zwłaszcza Lysa i kasa. Było to dla mnie męczące Zwłaszcza po śnie. Dzień dłużył mi się w nieskończoność. Nie wiedziałam jak odgonić z głowy myśli o Kastielu i Lysandrze. Nie ważne czy słuchałam muzyki, czy czytalam,pisałam, gotowałam albo robiłam zupełnie coś innego...myśli o nich wracały i nie mialy zamiaru wyjść z mojej głowy. Daniel widział, że coś jest nie tak. Nie chciałam mu mówić o sprawie z Kastielem, choćby nie wiem jak prosił zostawałam przy swojej wersji, że powiem mu kiedy indziej. Oczywiście on wolał wiedzieć o co chodzi. Martwił się i w ogóle, ale co miałam mu powiedzieć? Zdradziłam Lysandra z Kastielem bo go pocałowałam, a i jeszcze jedno nie wiem którego kocham? Co on by o mnie pomyślał? Że jego siostra jest niestabilna emocjonalnie i kochliwa? Do wieczoru cały czas miałam takie myśli. Przez co o godzinie dwudziestej wzięłam prysznic I położyłam się do łóżka. Gdy już odpływałam w wspaniały świat snów, usłyszałam dzwonek do drzwi i krzyk Daniela:
-Rose! Lysander przyszedł do Ciebie!
On to zrobił specjalnie. Wie, że nie chciałam z nim dzisiaj rozmawiać. Ja go kiedyś zabiję gołymi rękami!
Z wielkim ociąganiem wygramoliłam się z łóżka i zakładając sweter zszedłam na dół. Widząc Lysandra siedzącego na kanapie zrobiło mi się głupio. Pojechałam nic nie mówiąc, nie odbierałam, zachowywałam się dziwnie i go zdradziłam. Jednak mimo tego, po chwili wahania rzuciłam się na niego, przytulając go. Lys chwilę był zdziwiony, jednak później normalnie mnie przytulił, a następnie pocałował.
-Kocham Cię Lys -wyszeptałam.
-Ja Ciebie też, księżniczko -odpowiedział ponownie mnie całując.
Jak to się mówi, teraz mogłam umierać. Jednak moje szczęście nie trwało długo...Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć usłyszałam głos Kasa:
-Rose!Kocham Cię i wiem, że ty mnie też! Nie wiem co się stało, ale pozwól mi to naprawić. Bez Ciebie życie nie jest takie samo. Czy te chwile razem nic dla Ciebie nie znaczą?
W tamtej chwili chciałam zapaść się pod ziemię. Siedziałam na kolanach Lysandra, wtulona w niego, a Kastiel za oknem wyznawał mi miłość. Scena tak romantyczna,ale i dramatyczna. Bałam się reakcji Lysandra i tego co zrobi. Nie wiedziałam też jak zareaguje Kastiel.Najgorsze było to, że nie wiedziałam co ja mam zrobić. Jednak piekło miało się dopiero zacząć.  W tamtej chwili nie zdawałam sobie sprawy z tego co miało nastąpić. Miało być gorzej i to o wiele gorzej... Niedługo czekał mnie największy ból w życiu...Próba, którą miałam przejść. Miał być to dla mnie trudny okres. Pełen cierpienia, bólu i może niekoniecznie samotności.



Znalezione obrazy dla zapytania Słodki flirt



 ***************
Wróciłam :) wycieczka nawet spoko :/ pomijając włosy w jedzeniu XD w każdym razie starałam się coś napisać miłego :)