Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kastiel x Alice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kastiel x Alice. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 marca 2017

Kastiel x Alice

Rozdział XVII

"Czas spłacić dług..."

Alice

Nadszedł dzień wyścigu. Niby zwykły dzień, ale strasznie się stresowałam. Z nerwów bolał mnie brzuch. Jednak to nie było najgorsze. Najgorszy był strach. Miałam pełno obaw. Na przykład, że mnie ktoś zobaczy, że wszyscy się dowiedzą i zacznie się seria pytań. Alex i chłopcy doskonale wiedzieli, co przeszłam z Sarą przez tego kretyna. Podejrzewałam, że Kastiel również, bo na pewno siostra mu powiedziała. Dlatego za wszelką cenę musiałam wszystko ukrywać. 
            Po raz kolejny tego dnia prawie dostałam zawału. Stałam przy szafce, a Kastiel położył mi rękę na biodrze. Tym samym wybrudził mnie z transu i wystraszył. 
-Przepraszam- wyszeptał.
-Za co? -Zapytałam zdezorientowana i zaczęłam wyjmować książki z szafki. 
-Wystraszyłem cię, a nie chciałem.
-A... Nic się nie stało. 
-Alice... Dlaczego cały dzień jesteś taka nieobecna? Ciągle zamyślona. Stało się coś? 
Kurwa...
-Nie. Nie wyspałam się dzisiaj. Jakoś nie mogłam spać.  
-Yhym, okej.
Widziałam, że nie był przekonany, jednak nie drążył tematu i to jak najbardziej mi odpowiadało.
~~*~~
Przez cały dzień udawałam, że wszystko jest okej. Po tym jak Kas coś zauważył pilnowałam się. Uśmiechałam się sztucznie, żartowałam i starałam się być mniej rozkojarzona. 
            Gdy była dwudziesta druga, postanowiłam się uszykować. Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam makijaż i uczesałam się. Postawiłam na mocniejszy wygląd, bo to w końcu był wyścig. Włosy zostawiłam rozpuszczone, żeby wyglądać trochę bardziej drapieżnie. Wiem, że to trochę trudne, ale jednak. Ubrałam biżuterię i uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. 
-Dawno nie wyglądałam tak bardzo sukowato- wyszeptałam. 
Spojrzałam na zegarek i szybko ubrałam na siebie czarne rurki i bluzę. Nie było sensu ubierać się inaczej, skoro Wiktor i tak miał mi dać ciuchy. Gdy ubierałam czarne, wysokie i skórzane koturny z ćwiekami, dostałam smsa. Szybko go przeczytałam i po cichu zeszłam na dół, a bynajmniej starałam się to zrobić cicho, co było troszeczkę trudne, zwarzywszy na buty. Przeklinałam się w głowie za to, że nie założyłam ich później.
            Zamknęłam drzwi na klucz i wsiadłam do czarnego BMW, które stało na ulicy. 
-Cześć mała -powiedział Wiktor, gdy tylko stworzyłam drzwi. 
-Hej, to, kiedy mam się przebrać? 
-Ciuchy są na tylnim siedzeniu. 
Z racji tego, że chłopak jeszcze nie ruszył szybki przesiadłam się na tylnie siedzenie i zajrzałam do torby, w której były ubrania. Wyjęłam czarne rajstopy, imitujące zakolanówki, krótkie szorty, top i ramoneskę. 
-Wiktor, czy ty wiesz, że mamy jesień?- Zapytałam, patrząc na niego z politowaniem. 
-Luzik, wyścig będzie na ogromnej hali, którą ogrzewamy. 
Pokręciłam głową i zaczęłam się ubierać. Było to trochę trudne zważywszy, że znajdowałam się w aucie. Gdy skończyłam usiadłam spokojnie i patrzyłam na drogę.

~~*~~

Gdy auto zaparkowało Wiktor wysiadł z niego i otworzył mi drzwi, pomagając wyjść. Co, jak co, ale kulturę miał. Zawsze tak robił na wyścigach. Miało to okazać minimalny szacunek wobec mnie, ale również zaznaczyć, że jestem jego i nie można mnie tknąć.
Oczy wszystkich momentalnie były skierowane na nas. Szłam ramię w ramię z Wiktorem, który co chwila się z kimś witał. To było w pełni normalne, bo chłopak był najlepszy w te klocki i wszyscy go znali. W końcu czarnowłosy zatrzymał się przy grupce rosłych chłopaków i przywitał się z każdym po kolei. Później ich wzrok powędrował na mnie. Każdy z nich stał z szeroko otwartymi oczami i lekko uchylonymi ustami.
-Bo wam muchy wlecą –zaśmiałam się, próbując mniej się denerwować.
-Alcia! –Krzyknął Pierce.
Blondyn objął mnie w pasie i mocno przytulił.
-Zostaw ją patafianie, my też jesteśmy –powiedział Nathan, odpychając chłopaka.
Po chwili cala gromadka zaczęłam mnie przytulać i pytać, co u mnie. Całą tą sytuację przerwał Wiktor.
-Ej, dajcie jej trochę luzu –powiedział opanowanym tonem.
-Ta jest szefie –odparli wszyscy.
-Nie widzicie, że maleńka się stresuje? –Zapytał.
Nienawidzę, gdy tak mówi! Jak to jest, że oni wszyscy słuchają się takiego barana?!
-No może trochę –powiedział Pierce.
-Właściwie to… Co Alice tu robi? Myślałem, że odeszła… -zapytał speszony Nath.
-Muszę spłacić długi –powiedziałam cicho.
Chłopcy spojrzeli na mnie ze smutkiem w oczach. Każdy z nich szanował Wiktora, bo był szefem ich gangu. Jednak często, gdy byłam z nimi sama zwierzali mi się. Żadnemu nie podobały się metody czarnowłosego i jego zachowanie. Doskonale wiedzieli jak się zachowywał i jaki był. Wiedzieli, że łatwo nie odpuszcza, a że już na pewno nie odpuści mi. Byłam jego najlepszą prawą ręką. Razem z Sarą robiłyśmy furorę na wyścigach i innych tego typu imprezach. Gdy odeszłyśmy, było to dla niego upokorzeniem, ciosem poniżej pasa. Czymś, czego na pewno nam nie odpuści i byłam tego w pełni pewna.
Wiktor objął mnie ręką w pasie, a ja zmierzyłam go zabójczym spojrzeniem.
-Nie pozwalaj sobie –powiedziałam.
-Przypominam ci, że masz dług do spłacenia. Masz teraz pokazać, że jesteś tylko moja. Zresztą nie gorączkuj się tak, jeszcze nie dobieram ci się do majtek.
Jeszcze…
Zignorowałam jego słowa i rozejrzałam się dookoła. Jak zawsze było strasznie dużo ludzi. Część hali, w której byliśmy była wypchana po brzegi. Widziałam, że druga część hali jest zamknięta i to tam na pewno był tor.
-Gdzie twój motor? –Zapytałam, patrząc na czarnowłosego.
-Na starcie, chłopaki go zaprowadzili. Wyścig zacznie się za dziesięć minut.
Pokiwałam twierdząco głową. Rozejrzałam się dookoła obczajając innych. Wbrew stereotypom nie ścigali się napakowani i wytatuowani chłopcy. Wszyscy byli normalnej postury. Oczywiście niektórzy byli mocniej umięśnieni, a inni lekko. Jednak nie było to tak jak każdy sobie wyobrażał. Było też mnóstwo dziewczyn jak zawsze. Jedne dość naturalne, inne mega wytapetowane.
            Obróciłam się spowrotem do chłopaków ignorując ciekawskie spojrzenia skierowane w moją stronę. Cała paczka Wiktora piła, oprócz niego. On nigdy tego nie robił przed wyścigiem, w przeciwieństwie do wielu tu zebranych.
-Idziemy na linie –zarządził czarnowłosy.
Pokiwałam głową i pożegnałam się na chwilę z resztą. Ruszyłam za Wiktorem przed siebie. Wkurwiały mnie spojrzenia wszystkich.
-Kto dotychczas był twoją partnerką? –Zapytałam.
-Nikt –powiedział.
-Nie pierdol. Na motory potrzebna jest partnerka –powiedziałam, irytując się.
-Nie pierdole. Nie brałem udziału w motorach, jedynie w samochodach.
-Czyli ostatni twój wyścig to ten ze mną? –Dociekałam, biorąc kask.
-Tak.
-To, dlatego tak się gapią.
-Chuj z nimi. Boją się, bo wiedzą, że przegrają.
Na ustach chłopaka wykwitł cwany uśmiech, który odwzajemniłam, jednak on nie widział tego, bo moją twarz już osłaniał kask.
            Wiktor usiadł na motor, a ja tuż za nim, obejmując go w pasie. Nie podobało mi się to, jednak, jeśli nie chciałam się wyjebać, to było konieczne. Na starcie szybko pojawiła się reszta zawodników. Po chwili na środek wyszła skąpo ubrana blondyna z flagą. Brama za nią powoli się otwierała. Dziewczyna uniosła flagę, a silniki zaryczały.
-Trzymaj się mocno –powiedział Wiktor.
Ścisnęłam go trochę mocniej. W końcu flaga dotknęła ziemi, a my ruszyliśmy. Odruchowo mocniej złapałam się czarnowłosego i zacisnęłam uda, aby nie spaść. Przycisnęłam głowę do jego pleców, aby nie widzieć rozmazującego się widoku. Z każdym zakrętem dawka adrenaliny w moich żyłach rosła. Uwielbiałam wyścigi i to właśnie przez tą adrenalinę.
            Wszystko skończyło się tak jak myślałam. Wygraliśmy wyścig, co później świętowaliśmy. Wtedy wszystko mi się podobało. Czułam się tak dobrze jak kiedyś. W taki sposób mogłam spłacać dług. Jednak nie wszystko może być takie piękne. W tamtej chwili jeszcze tego nie wiedziałam…

~~~~~~~~~
Hej kociaki :* Wiem, że długo czekaliście, ale nareszcie jest ^^

Snap: sarcia_wolfy
Fb: Słodki Flirt Moja Wersja


czwartek, 16 lutego 2017

Kastiel x Alice

Rozdział XVI

"Kac i niespodziewany zwrot akcji..."

Alice

Obudził mnie odgłos rzygania. 
Jak miło...
Usiadłam i przetarłam oczy. Zlustrowałam wzrokiem salon Kasa. Wszyscy walali się po nim. Kas leżał obok mnie na kanapie, przykryty kocem jak małe dziecko. Alex spał na dywanie. Sara była w połowie na sofie, w połowie na ziemi, natomiast Zeke leżał na parapecie, skulony jak mały kociak. Lysander walał się po schodach, a Roza pod nimi. Brakowało tylko dwójki moich przyjaciół.
 
Szybko poszłam do łazienki, w której odgłosy nie ustawały. Zapukałam, a następnie weszłam. Nad muszlą zwisał Ash, a Rafa cały czas głaskał jego plecy.
 
-Cześć Alice- powiedział brunet.
 
Białowłosy, zmęczony uniósł głowę i lekko się uśmiechnął, jednak zaraz znowu powrócił do wymiotowania.
 
-Długo tak...? -Zapytałam.
 
-Z kwadrans.
 
-Trzymaj go, a ja zrobię mu zimny okład.
Szybko wyciągnęłam z szafki Kastiela byle, jaką szmatkę i włożyłam pod strumień lodowatej wody.
 
-Trzymaj mu to na czole, a ja zrobię miętę -rozkazałam.
 
Jakiekolwiek oznaki zmęczenia i niewyspania zniknęły. Przeszłam przez salon, który był pobojowiskiem. Dosłownie. Puste butelki i puszki walały się po ziemi, stole i nie tylko. Rozsypane przekąski zasypały podłogę, tak samo jak resztki ubrań.
 
Nieźle wczoraj pobalowaliśmy...
Zaparzyłam miętę, z którą wróciłam do łazienki. Ash nareszcie przestał wymiotować. Biedny, leżał bez sił przy muszli klozetowej. Uśmiechnęłam się do niego pokrzepiająco i wręczyłam kubek z napojem.
 
-Wypij, to mięta. Dobrze ci zrobi na żołądek- powiedziałam.
 
-Anioł, a nie kobieta- wymamrotał białowłosy resztkami sił.
 
Zaśmiałam się i pogłaskałam go po głowie.
 
-Po prostu wierna przyjaciółka- mruknęłam.- Może jednak nie tak bardzo wierna. Nie powinnam was zostawiać bez znaku życia.
 
Spuściłam głowę na dół, lekko zażenowana. Rafael uniósł mój podbródek i spojrzał mi w oczy. Jego wyraz twarzy był poważny.
-Zawsze byłaś, jesteś i będziesz wierną przyjaciółką. Żadne z nas nie ma ci tego za złe. Martwiliśmy się o ciebie, ale nawet na chwilę nie byliśmy źli. Na ciebie nie można się złościć, księżniczko.
 
Obaj uśmiechnęli się, a ja przytuliłam każdego po kolei.
 
-Kocham was chłopaki- powiedziałam radosna.
 
-Cóż to za czułości w kiblu, z rana i to jeszcze na kacu? -Usłyszeliśmy za sobą.
 
W drzwiach stał Alex ze swoim przyćpanym wzrokiem.
 
-Ash zrób miejsce dla starego kolegi- powiedział mój brat.
 
Białowłosy ledwo, co się odsunął, a brunet zwrócił zawartość żołądka. Zaraz po nim zrobił to Ash'i.
 
-Ja sama zaraz też puszczę pawia- powiedziałam zniesmaczona.
 
-Ja też Alice- dodał Rafael.
 
Widok wymiotujących chłopców do jednego sedesu nie był przyjemny.
 
-Idę robić więcej herbaty i śniadanie, a ty zostań z nimi.
Szybko uciekłam z łazienki. Poczułam gulę w gardle i skrzywiłam się.
Nie zrzygam się, nie, nie ma mowy...
Weszłam do kuchni i ujrzałam swojego chłopaka stojącego przed lodówką.
 
-Dla ciebie trzeba będzie kupić taką z szybą- mruknęłam, podchodząc do niego.
-Wredota. To już dzień dobry, to łaska, tak?
Chłopak objął mnie i przyciągnął bliżej siebie. Ja natomiast stanęłam na palcach i go pocałowałam.
 
-Dzień dobry ruda małpo- szepnęłam. Uwolniłam się z jego rąk i zaczęłam robić śniadanie. Kastiel pomagał mi, razem uznaliśmy, że zrobimy naleśniki. Miałam w planach jajecznicę, żeby było szybko. No, ale musiałoby być święto, żeby mój chłopak miał pełną lodówkę.
 
Właśnie, mój chłopak. Lubiłam to stwierdzenie. Zawsze, gdy mówiłam to, niezależnie czy tyko w głowie, czy przy kimś, to w brzuchu rodziło się takie miłe uczucie.
 
Gdy posiłek był gotowy Kastiel rozstawiał, go na stole, a mi przyszło obudzić całą ferajnę. Bez większego namysłu podeszłam do wierzy rudej małpy. Głośniki ustawiłam na maksa i podłączyłam do nich gitarę elektryczną. Z wielkim bananem na twarzy zaczęłam grać. Podłoga aż drżała, a moc była niespotykana. Wszyscy wystraszeni wstawali i zatykali uszy.
 
-Pojebało cie?! -Krzyknęła Sara.
 
Gdy wszyscy byli na nogach przestałam i wybuchłam śmiechem. Kac połączony z głośną muzyką jest istną katorgą.
-Śniadanie! -Wydarłam się najgłośniej jak umiałam.

~~*~~

Naleśniki, ciepła kawa i leki przeciwbólowe zaleczyły złość moich przyjaciół, spowodowaną głośną pobudką. Ash i Alex z racji tego, że rzygali, dostali kanapki z masłem. Bo nie chcieliśmy widzieć kolejnego koncertu wymiocin. Rafael cały czas trzymał swojego chłopaka za rękę, żeby dodać mu trochę otuchy. Biedny Ash'i był cały blady na twarzy. Jego śnieżne włosy zlatywały mu na spocone czoło. Alex wcale nie wyglądał lepiej, po zwróceniu całej zawartości żołądka. Naprawdę byli wykończeni. Reszta jakoś trzymała się na nogach. 
Po śniadaniu postanowiliśmy się ogarnąć. Dziewczyny, Alex, Ash i ja poszliśmy umyć się i tak dalej u mnie, a reszta u Kasa. Do tego chłopcy mieli posprzątać salon. Dałam dziewczyną ręczniki i poszły się myć. Jedna w łazience na dole, druga na górze, a Alex w swojej.
 
-Wiesz nie mam u siebie męskich żeli ani nic, więc musisz czekać aż Alex się wykąpie -powiedziałam do przyjaciela.
 
-Spokojnie- odparł.
 
Biedny siedział na skraju mojego łóżka, ze spuszczoną głową.
 
-Cieszę się Al, że w końcu znowu jesteś z nami. Może i nie było to nie wiadomo jak długo, ale naprawdę stęskniliśmy się za tobą- wyznał.
 
-Przepraszam, że zostawiłam was tak bez słowa...
Zrobiło mi się strasznie głupio. Wiedziałam, że sprawiłam im przykrość. Nie chciałam tego robić, po części nie było to moim wyborem, ale wiedziałam, że mogłam postawić się mamie. Jednak wtedy najwidoczniej nie chciałam.
 
-To przez Zeke'a? -Zapytał.
 
Białowłosy popatrzył się na mnie, a ja spuściłam mój wzrok na palce, którymi się bawiłam.
 
-Po części tak -przyznałam.
 
-Wiem, że to dla ciebie trudne maleńka, ale wiesz...
-Ash, ale to nie tylko przez niego. Mama kazała mi się wyprowadzić do Alex'a. Zgodziłam się, bo myślałam, że zapomni o mnie. Przestanie mnie kochać...
-Oj Alice, gdyby tak się dało. Wiesz mi, on próbuje. Ale ty najlepiej powinnaś wiedzieć, że się nie da od tak przestać. Nawet, jeśli ta osoba wyjedzie.
Zarumieniłam się lekko, a Ash'i objął mnie ramieniem i przytulił.
 
-Dziękuję, że ze mną jesteście. Naprawdę kocham was jak braci i nigdy już nie zostawię- powiedziałam.
 
-No ja mam nadzieję.
 
Uśmiechnęłam się ostatni raz, a chłopak wyszedł z mojego pokoju. Opadłam na łóżko patrząc w sufit.
 
Tyle bólu im sprawiłam... Na razie muszę zająć się Wiktorem...

~~*~~

Zmęczona padłam na moje łóżko. Chłopcy pomimo kaca mieli humor na zabawy i śmiechy i właśnie tym sposobem poszliśmy na kręgle, a potem paintball. Pod wieczór znowu chcieli pić, jednak z dziewczynami i Lysem wybiłam im to z głowy. Ostatnio za dużo opuszczaliśmy szkołę, dlatego nie mogłam im tego darować. 
Niechętnie wstałam z łóżka i przebrałam się w piżamę. Ustawiłam budzik w telefonie i poszłam spać. Myślałam o Wiktorze. O tym, co zrobić, żeby nie skrzywdził Sary. Jednak zanim doszłam do jakiś konkretnych wniosków odpłynęłam do krainy Morfeusza.

~~*~~

Wyszłam z domu zamykając go na klucz. Przed bramą stało auto Kastiela. Szybko podbiegłam i wsiadłam na siedzenie pasażera. 
-Hej Sara, cześć Kas- powiedziałam i dałam buziaka czerwonowłosemu.
 
-Siemka- odpowiedziała niebieskowłosa.
 
-Hej kotku- przywitał się buntownik.
 
-Co z chłopakami? -Zapytałam.
 
-Śpią. Po szkole może skoczymy na pizzę? -Odparła Sara.
 
-W sumie, czemu nie- powiedziałam.
 
Spojrzałam przez okno, spoglądając na park, który właśnie mijaliśmy. Mój telefon zadzwonił, a ja odebrałam, Sms'a.

Nieznany: 
Hej kicia i jak? Zastanowiłaś się? Sara uprzedzona? Będzie przednia zabawa ;D Twój W. ;*

Zacisnęłam mocniej szczękę, co nie wyszło uwadze rodzeństwa. 
-Coś się stało? -Zapytała zaniepokojona Sara.
 
-Nie, po prostu wkurzają mnie te wiadomości z jakimiś konkursami. To już druga dziś, a nie ma nawet ósmej- skłamałam.
 
-Rzeczywiście są bardzo męczące.
Na powrót spojrzałam przez okno próbując się uspokoić. Musiałam szybko wymyśleć coś, aby ten popapraniec dał spokój Sarze. Dziewczyna za dużo przez niego przeszła i nie chciałam, aby ponownie miała to piekło.

~~*~~

Po całym dniu czas dla siebie miałam dopiero o dwudziestej. Dlatego napuściłam wody do wanny i postanowiłam się zrelaksować. 
Co zrobić z Wiktorem? Może mnie samą by wziął... Weszłabym z nim w układ i nie brałby Sary...
Moja komórka rozbrzmiała, a ja od razu ją odebrałam.
 
-Jak tam słońce?
Na dźwięk jego głosu miałam ochotę zwymiotować, jednak powstrzymałam się.
-Zróbmy jakiś układ- powiedziałam, zaciskając zęby.
 
-To mi się podoba. Więc co chcesz?
-Zostawisz Sarę w spokoju i weźmiesz tylko mnie- odparłam.
 
-Kuszące... Wiesz, że długo zajmie ci spłacenie długu.
 
-Chuj z tym!
-Spokojnie kicia, nie warcz tak. Okej na to się zgodzę, coś jeszcze?
 
-Nikt ma o tym nie wiedzieć.
 
-Okej, to też może być. Jak wiesz grafik będzie do dogadania. W piątek pierwsza praca skarbie. O dwudziestej trzeciej po ciebie podjadę.
 
-Co będę musiała zrobić?
 
-Jest wyścig, potrzebna mi partnerka. Przebierzesz się w aucie, musisz być ubrana po mojemu. Tak, więc, pa kicia.
 
Rozłączyłam się i walczyłam z chęcią rzucenia telefonem i ziemię. Zwyczajnie odłożyłam go i zanurzyłam się w wannie.
 
Dasz radę... Dla Sary...
~~~~ 

I jest rozdział, nareszcie się wzięłam;) Poprawiałam go na komórce, dlatego może nie wyglądać ładnie. Poprawię go, kiedy będę miała dostęp do komputera ;)

EDIT: POPRAWIONY

niedziela, 1 stycznia 2017

Kastiel x Alice

Rozdział XV


"Nieproszony gość"


Alice  

          Pomimo zerowych chęci do życia poszłam na lekcję. Przybrałam sztuczny uśmiech i było okej.
Może nikt się nie zorientuje? Miejmy nadzieję...
Na biologii siedziałam z Rozalią. Dziewczyna nie odzywała się do mnie jakoś bardzo. Na pewno chciała dać mi czas na ochłonięcie. Pomimo swojego charakteru, umiała być też cicho i dać czas na przemyślenie.
            Po lekcji zaczepiła mnie Sara.
-Jak się trzymasz? -zapytała.
-Już ochłonęłam- odparłam.
-Ściemniać to MY,  nie NAS. Przecież widzę.
-Maaatko! Czy ty mnie musisz tak dobrze znać? -Jęknęłam.
-Nie moja wina. Zróbmy tak. Przyjdę dziś do Ciebie i o tym pogadamy. Lepiej, żeby Kas nie wiedział o uczuciach Zeke'a.
-Masz rację.
            Rozbrzmiał donośny dźwięk dzwonka szkolnego, pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam na fizykę. Usiadłam do ostatniej ławki i czekałam aż męka się skończy. Gdy tylko nauczyciel wszedł zarządził pytanie. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się wrednie.
Zajebiście!
Dla zasady przejechał palcem po numerach w dzienniku i gdy zatrzymał się, do klasy wszedł Nataniel.
-Dzień dobry. Mogę prosić Alice?
-Em...Tak oczywiście- powiedział nauczyciel.
Uśmiechnęłam się triumfalnie i wyszłam z blondynem.
-O co chodzi?- Zapytałam.
-Twój wujek przyjechał i mówi, że musi z tobą pilnie porozmawiać. Czeka w przedsionku.
-Okej, dzięki Nataniel.
Gospodarz wszedł do swojego pokoju, a ja ruszyłam do wejścia szkolnego.
            Gdy tylko otworzyłam drzwi i zobaczyłam, kto za nimi stoi, miałam ochotę uciec. Moje nogi zrobiły się jak z waty, a oddech przyśpieszył. W przedsionku wcale nie stał żaden z moich wujków. Tylko wysoki chłopak z czarnymi jak smoła włosami i niebieskimi oczami. Ubrany był jak zwykle w czarne rurki z łańcuchami po bokach, glany i skurzaną kurtkę. Jego malinową wargę zdobił kolczyk.
-Co ty tu do cholery robisz? -zapytałam.
-Oj, Alice nie udawaj głupiej. Przecież widzisz, że stoję -powiedział, uśmiechając się kpiącuo.
W tamtej chwili miałam ochotę uderzyć go w te wargi i zetrzeć my głupi uśmiech z twarzy.
-Mów, po co tu przyjechałeś?!
Chłopak zbliżył się do mnie, a ja odsunęłam się.
-A po co mógłbym przyjechać? To chyba oczywiste, że po was.
-Nie jesteśmy rzeczą! Nigdy nas nie dostaniesz sukinsynie!
-Licz się ze słowami. Nacieszcie się życiem póki możecie, bo niedługo znowu będziecie na moje rozkazy.
-Śnij dalej.
-Zobaczymy skarbie. Ostrzerz Sare. Pamiętaj, że ja mam ludzi wszędzie.
-Zostaw nas w końcu w spokoju.
Chłopak złapał mój podbródek i zadarł go do góry.
-Nie ma mowy. Takiego towaru nigdy nie zostawię. Macie szczęście, że was ostrzegłem. Tu masz mój numer złotko, w razie gdybyś się zdecydował wcześniej niż, gdy po was przyjdę.
Czarnowłosy wyszedł, a ja jeszcze chwilę stałam w przedsionku.
Błagam, żeby to był sen...
            Jednak to nie był sen. To wszystko działo się naprawdę i to mnie najbardziej przerażało. Przeszłość goniła mnie. Zawsze prędzej, czy później dopadała mnie w swoje szpony.
Nie mogę narazić Sary...Ona tyle przeszła...
Z wielkim trudem wróciłam na lekcję. Usiadłam do swojej ławki i udawałam, że wszystko jest dobrze.
...
            Gdy tylko przyszłam do domu, od razu poszłam do swojego pokoju. Włączyłam wierzę i położyłam się na łóżko.
Myślałam, że jak się wyprowadzę to moje problemy znikną... Jestem tak naiwna...
Mój spokój nie trwał długo. Drzwi pokoju otworzyły się zamaszyście, a ja spojrzałam na próg. Stała w nim Sara, uśmiechnięta od ucha do ucha.
-Zbieraj się. Wszyscy zbieramy się u Kasa i chlejemy! -zarządziła.
-Wy wiecie, że jutro mamy szkołę? -zapytałam wstając z łóżka.
-Przesadzasz, wszystko będzie dobrze. Popraw się i ruszamy na chlanie!
-Jaką ty entuzjastyczna jesteś, gdy będzie się pić- zaśmiałam się.
-Nie pierdol tylko się zbieraj.
Jęknęłam głośno i poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż i nałożyłm nowy, lżejszy. Włoży rozczesałam i splotłam w lekkiego warkocza.
-Gotowa? -zapytała niebiskowłosa, siedząca na moim łóżku.
Psiknęłam się perfumami i skinęłam głową. Ubrałam się i poszłam z dziewczyną do jej domu.
            Od progu słychać było głośne rozmowy i śmiechy.
-Zaczęli bez nas- zaśmiałam się, ściągając kurtkę.
-Cześć kicia- usłyszałam znany głos.
Odwróciłam się przodem do czerwonowłosego.
-Cześć- powiedziałam, uśmiechając się.
Chłopak pocałował mnie. Bez wachania oddałam pieszczotę. Licealista przeniósł swoje ręce na mój tyłek, a ja zamruczałam w jego usta.
-Tylko się tu nie rżnijcie!
Oderwałam się od rudej małpy i spojrzałam w bok.
-Ash'i! -pisnęłam i podbiegłam do białowłosego.
Ash rozłożył ręce, a ja wskoczyłam na niego i oplotłam go nogami.
-Alex w ogóle Cię nie karmi, schudłaś- powiedział chłopak, niosąc mnie do salonu.
Przyjaciel rzucił mnie na łóżko, a ja śmiałam się jak opętana.
-Witaj księżniczko -przywitał mnie Rafał.
-Rafcio!
Rzuciłam się chłopakowi na szyję, a on jedną ręką uniósł mnie do góry.
-Ash'i ma rację, zmizerniałaś -mruknął odstawiając mnie.
-Ale luz dziś przytyjesz-powiedział Zeke.
Zaśmiałam się i ogarnęłam wzrokiem chłopaków.
-Tęskniłam- powiedziałam i przytuliłam całą trójkę.
-Dość tulasów! Chlejemy! -krzyknął Alex.
-Zjebałeś zjebie! -walnęłam go w głowę.
            Zeke zajął się muzyką, Roza szklankami, Ash i Rafa przynieśli przekąski z auta, a ja z Kasem poszłam do garażu po alkohol.
-Masz z nimi naprawdę dobry kontakt -powiedział czerwonowłosy. -Wiesz, przez te wszystkie lata byłam z nimi. Są dla mnie jak bracia- odparłam, biorąc piwa.
Gdy wróciliśmy do salonu wszystko było gotowe. Muza, przekąski i reszta.
-No to zapowiada się długo wyczekiwany wieczór- powiedział Alex, udając, że wznosi toast. - Nareszcie wszyscy jesteśmy razem.
Spojrzałam na wszystkich i uśmiechnęłam się.
Alex ma rację. Jesteśmy jak rodzina, nie pozwolę ich skrzywdzić, a już zwłaszcza Sary...

~~~
Tak, więc jestem misiaki ;*
Ten rozdział wyszedł mi strasznie krótki, ale pisałam go na szybko, żeby pokazać wam, że wracam z wielkim wejściem, ponieważ zaczynam kontynuować "Kas x Alice " ^^
Mam nadzieję, że niespodzianka mi wyszła ;)
Rozsyłajcie linki do bloga i polecajcie innym, jeśli się wam podoba ;*
Do następnej notki ;*


poniedziałek, 1 lutego 2016

Kastiel x Alice

Rozdział XIV

"Burza wspomnień"


Alice

            Obudził mnie głośny dźwięk mojego budzika.
-Japierdole –wymamrotałam pod nosem.
Wyłączyłam budzik i usiadłam na łóżku, mając zamknięte oczy. Mocno się rozciągnęłam i ziewnęłam. Następnie przetarłam oczy.
-Ah…Będzie trzeba obudzić Rozę. Na pewno nie będzie chciała wstać –powiedziałam sama do siebie.
-Ty tak zawsze rano gadasz? –usłyszałam dobrze znany mi głos.
No proszę jednak nie do siebie.
            Szybko niczym oblana zimną wodą, otworzyłam oczy i popatrzyłam na biurku. Na moim czarnym krześle, siedział okrakiem nie kto inny, jak dobrze znany mi czarnowłosy przyjaciel.
-Matko Zeke! Co ty tu robisz?! Wypierdalaj mi z pokoju! –krzyknęła przerażona.
-Oj jakbym nigdy nie widział cię w piżamie –mruknął i wstał z krzesła.
-Jak byłam młodsza. Zeke wynocha z mojego pokoju!
-Oczekiwałem milszego przywitania.
Chłopak wystawił mi język, a następnie uśmiechając się łobuzersko, wyszedł z pokoju.
            Zaskoczona patrzyłam jeszcze kilka chwil na drzwi. Następnie przeturlałam się po łóżku i spadłam na podłogę. Usłyszałam pusty dźwięk oraz poczułam cholerny ból.
-Kurwa! Czyli jednak nie śpię. Co on tu kurwa robi?!
Hm…Chyba nie powinnam mówić sama do siebie…Ah…trudno… Pójdę się szybko ogarnąć i dowiedzieć czegoś…
Jak pomyślałam tak zrobiłam. Po półgodzinie wyszłam z pokoju. Poszłam do gościnnego, ale nie zastałam w nim Roze, dlatego zeszłam na dół. Białowłosa siedziała w kuchni z Zeke`em i śmiała się, jedząc śniadanie.
-Hej Alice~! –przywitała się przyjaciółka.
-Hej Roza. Widzę, że poznałaś już Zeke`a.
-Tak! Jest strasznie śmieszny i miły.
-Wiem, wiem. Muszę z nim teraz porozmawiać, więc sorki na chwilę.
            Chwyciłam Zeke`a siłą za rękę i zaciągnęłam do swojego pokoju.
-A terami wytłumaczysz co to ma znaczyć?! –zapytałam zła i zirytowana.
-Oj co ty taka zła?
-Najpierw dzwonisz do Sary i ona przyjeżdża, a później pojawiasz mi się w pokoju!
Chłopak  spojrzał na mnie lekko zdziwiony, ale zaraz się uśmiechnął.
-Chciałem ci zrobić niespodziankę z chłopakami. Przyjechaliśmy na tydzień. Dlatego zadzwoniłem tylko do Sary –wytłumaczył.
            Spojrzałam na niego lekko zdziwiona.
-No, ale skoro mnie nie chcesz…
Czarnowłosy już chciał wyjść z pokoju, jednak ja złapałam go za rękę.
-Zeke…Przepraszam. Po prostu wiesz, że nie lubię takich żartów –odparłam.
-To ja cię przepraszam. Zachowałem się jak idiota. Wybacz.
Chłopak przyciągnął mnie do siebie i zamknął w żelaznym uścisku.
-Dobra chodź do Rozy.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, a później z Rozalią poszłam do szkoły. Ustaliliśmy, że wszyscy spotkamy się u Kasa po lekcjach.


            Wraz z białowłosą przekroczyłam bramę liceum. Nadal byłam zdziwiona przyjazdem przyjaciół. Z mojego zamyślenia wyrwał mnie głos Rozalii.
-Ej, ziemia do Alice! Sara przyszła!
-O matko! Sorki. Zamyśliłam się. Hej Sara –powiedziałam do nowo przybyłej.
-Hej, hej. Zeke zrobił ci pobudkę? –zaśmiała się.
-Taa…-mruknęłam.
-A tobie co?- zapytała Roza.
-No bo… Zeke…
-Wiedziałam –powiedziała Sara.- Nie zrobił ci normalnej pobudki, prawda?
-No, nie. Znaczy…Były normalna, ale…
-Kurczę! Ale ja jestem głupia! Wiedziałam, że będzie wam trudno!
-Ktoś mi wytłumaczy o co chodzi?
Spojrzałam na niebieskowłosą.
-Wytłumacz to jej, proszę. Ja chcę być sama –wyszeptałam.
Szybko ruszyłam w kierunku szkoły. Gdy tylko przeszłam przez jej drzwi pognałam na schody, a później na dach. Był zamknięty, dlatego wyciągnęłam wsuwkę z włosów i chwilę pomajstrowałam przy zamku. On ustąpił, a ja weszłam na dach szkoły. Pomimo zimna usiadłam na ziemi i oparłam się plecami o ścianę. Przymknęłam oczy i pozwoliłam sobie na nowo przypomnieć zdarzenia sprzed lat.

~~*~~

Przyjaźniłam się z Zeke`em od gimnazjum. Razem z Ash`em, Rafael`em i Sarą byli moimi najlepszymi przyjaciółmi. Jednak brunet, który uwielbiał koty. Traktował mnie inaczej niż reszta. Troszczył się o mnie bardziej. Częściej przytulał. Chodził na samotne spacery. Bardzo często śpiewał pod nosem jakieś miłosne piosenki. Zawsze tłumaczył to sobie, że jest inny. Jednak…Pewnego dnia przekonałam się co czuje brunet.
Zeke, jak to miał w zwyczaju, przyszedł do mnie do domu.
-Pójdziemy na spacer? –zapytał z delikatnym uśmiechem.
-Dobrze, tylko się przebiorę –powiedziałam.
Chwyciłam ze swojej szafy szare rurki, czarny, miękki sweterek i poszłam do łazienki. Po kwadransie wyszłam gotowa na wyjście.
-Ładnie wyglądasz –powiedział chłopak.
-Dzięki.
            Wyszliśmy do parku. Widziałam, że Zeke się czymś stresował. Mało mówił i był jakiś przygaszony. Usiedliśmy na ławce.
-Stało się coś Zeke?- zapytałam.
-Nie…Ja po prostu, chcę ci coś powiedzieć.
Brunet wziął moje ręce w swoje i popatrzył mi w oczy.
-Alice…Kocham cię. Przy tobie czuję się tak dobrze. Gdy jesteś obok mam ochotę rzucić się na ciebie i całować, przytulać. Chce się chronić, być przy tobie. Kocham cię. Zostaniesz moją dziewczyną? –powiedział z powagą.
-Tak –wyszeptałam.
Chłopak najpierw się uśmiechnął, a później przyciągnął mnie do siebie i zapieczętował moje słowa pocałunkiem.
Wtedy… Nie myślałam co czuję. Potrzebowałam miłości i ciepła. Jednak…Gdy chodziłam z Zekem nie czułam elektryzującego uczucia. Nie czułam, że go kocham. Nadal myślami wracałam do Kastiela. Do jego pełnych miłości, radosnych, szarych oczu. O uśmiechu, który rozświetlał szary dzień. O miłym uczuciu, gdy mnie przytulał. O żalu jaki został w sercu. Byłam głupia, że zgodziłam się być z Zeke`em. Zraniłam go. Jednak mimo tego, on nadal był przy mnie. Jego troska o mnie nie zmalała. Nadal był dla mnie przesadnie miły. A ja nie umiałam odwzajemnić jego uczucia. Kochałam go, ale jak brata. Nic więcej…

~~*~~

Skuliłam się, a po moich policzkach poleciały łzy.
Nigdy nie potrafiłam odwzajemnić jego uczuć. Tak go raniłam…A on nadal mnie kocha…Nie chcę go ranić, ale kocham Kastiel…Czemu on nadal tak się stara? Czemu nadal ma tyle troski?
Oparłam czoło o ramiona i cicho płakałam. Krztusiłam się moimi gorzkimi łzami. Miałam w dupie zimno i rozmazany makijaż. Chciałam tylko płakać i być w samotności. Nic więcej… Jednak w tamtej chwili nie wiedziałam, że problem Zeke`a, będzie moim najmniejszym problemem. Nadchodził ciężki czas dla mnie i moich bliskich. Pełen strachu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~  
1 stycznia, więc wracam z nowym rozdziałem :) Wiem, że jest mega krótki. Przepraszam
Ciężko się go pisało, ale cóż…Obiecałam wrócić. 14-tego pojawi się special na walentynki i życzenia dla zakochańców, ale to całe dwa tygodnie xD
Mam nadzieję, że rozdział się podoba i trzyma w napięciu. Niedługo akcja nieźle się rozkręci :D I mam nadzieję, że wtedy polubicie Zeke`a :)

           

sobota, 9 stycznia 2016

Kastiel x Alice

Rozdział XIII

"Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz..."

Alice

     Szłam szkolnym korytarzem zaspana. Usłyszałam szybki stuk obcasów, a chwilę później poczułam ciężar na szyi i barkach.
-Rozalia błagam cię! -jęknęłam.- Wszystko mnie boli!
-Oj tam, oj tam -powiedziała jak zawsze radosna białowłosa.
-Skąd ty masz tyle energii? -zapytałam, ruszając dalej szkolnym korytarzem.
Przyjaciółka uśmiechnęła się tylko w odpowiedzi.
-Gdzie Sara? -zapytałam.
-Mówiła, że jakiś jej przyjaciel dzwonił w pilnej sprawie i jedzie do niego.
Zeke? Czemu nie dzwonił do mnie?
Poszłyśmy na polski. Oczywiście rozkojarzyłam się, a pani Majewska wzięła mnie do tablicy. Dostałam jedynkę, którą nie za bardzo się przejęłam.


Kastiel

      W szkole Alice była jakaś nieobecna i rozkojarzona. Podszedłem do niej i objąłem ją od tyłu.
-Hej kotek. Ignorujesz mnie? -zapytałem, uśmiechając się łobuzersko.
-Nie. Po prostu Roza mówiła mi, że Zeke dzwonił dziś do Sary. Zastanawiam się czemu nie do mnie...
-Oj maleńka. Może nie chciał cię martwić.
Pięknie kłamiesz...
Po lekcjach odprowadziłem czerwonowłosą pod same drzwi.
-Nie chcesz wejść? -zapytała.
-Nie, muszę coś załatwić. Zobaczymy się jutro w szkole. Pa maleńka -powiedziałem, dałem jej buziaka w policzek i odszedłem.
       Otworzyłem drzwi swojego domu, a po rozebraniu zadzwoniłem do siostry.
-No hej! O której przyjeżdżacie? -zapytałem.
-Będziemy jak się ściemni. Nie chcę żeby Alice nas zobaczyła -odpowiedział głos po drugiej stronie.
-Okej. To ja przyszykuje pokój.
-Dobra. Ja kończę. Pójdę z chłopakami jeszcze na miasto żeby coś kupić.
-O to kup coś do żarcia, bo lodówka prawie pusta.
-Między innymi idę też po to. Dobra pa braciszku~!
-Do zobaczenia zmoro.
Usłyszałem jeszcze tylko prychnięcie dziewczyny, a później rozłączyłem się.
No to maleńka będzie miała niespodziankę...

Alice

     Wchodząc do domu poczułam zapach pizzy i skierowałam się do salonu. W nim siedział mój brat. Nogi miał na stole, włosy roztrzepane. Ubrany był w dziurawe dresy i poplamioną, starą koszulkę. Na stole oprócz pizzy leżało piwo.
-Jeszcze wielkiego brzucha ci potrzeba. Nie dziwię się, że nie masz dziewczyny -powiedziałam śmiejąc się.
-Nie mam z własnej woli.
-No chyba kurwa nie z mojej! Wziąłbyś się za szukanie i podrywanie. Jakiś sojuszników muszę mieć.
-Ah...Kobiety.
Pokręciłam głową i poszłam do pokoju odłożyć torbę. Przebrałam rurki na krótkie spodenki i zeszłam na dół. Usiadłam obok brata i wzięłam kawałek pizzy.
-Wygląda na to, że spędzam wieczór z tobą. Kas ma coś do załatwienia, a Sara pojechała do Zeke`a -oznajmiłam bratu.
-Do Zeke`a? Po co?
-Gdybym ja jeszcze wiedziała. Roza mówiła mi, że Zeke zadzwonił do Sary i ona do niego pojechała, ale dlaczego to nie wiem. Zastanawiałam się czemu nie zadzwonił też do mnie.
-Hm...Dziwne... A co do wieczoru... Dziś muszę iść do klubu. Przepraszam mała.
-No okej. Idź się już zacznij doprowadzać do normalnego stanu.
Alex zaśmiał się i dał mi buziaka w policzek. Następnie wstał z kanapy i poszedł na górę.
      Westchnęłam głośno i sięgnęłam po telefon. Wybrałam numer białowłosej.
-Hej Roza. Alex idzie dziś do klubu. Przyjdziesz wieczorem? -zapytałam.
-Tak, pewnie! Będę za godzinę! Do zobaczenia!
-Papa!

...

      Alex wszedł do salonu, gdy na niego spojrzałam uśmiechnęłam się szeroko. Miał czarne, obcisłe spodnie, biało- czarną koszulę w kratę, czarne conversy i skórzaną, czarną kurtkę.
-No nareszcie wyglądasz normalnie, a nie tak poważnie -powiedziałam.
-Oj grabisz sobie.
Wystawiłam mu język i wyszczerzyłam zęby. Rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
-Czyli jednak nie będziesz sama -westchnął mój braciszek.
Puściłam mu oczko i poszła otworzyć drzwi. Oczywiście stała w nich białowłosa.
-Hej~!
-Hejka. Wchodź.
Rozalia weszła i zaczęła zdejmować buty i kurtkę.
-Cześć Roza -powiedział Alex i uśmiechnął się szeroko.
-Hejka, hejka. Aleś się dziś odstawił -powiedziała trzymając ręce na biodrach.
 Brunet westchnął głośno.
-Dobra ja lecę. Nie czekaj na mnie -powiedział i dał mi buziaka w policzek.- No i nie rozwalcie domu, ale nie zróbcie mnie wujkiem.
Zaśmiałyśmy się, a chłopak wyszedł z domu.
       Spojrzałam znacząco na Rozalię.
-Tak w sumie...To nie ma żadnego alko w domu... Alex barek ma zamknięty na klucz, a ja nic nie kupiłam. Trzeba by iść do sklepu -powiedziałam.
-Ah! Mogłaś powiedzieć to bym się nie rozbierała!
-I tak muszę się uszykować. Chodź do mnie.
       
Zeke

       Ucieszyłem się, gdy Sara przystała na mój plan. Wiedziałem, że będzie to dla niej i Kastiela nie komfortowa sytuacja. Jednak oboje zgodzili się. Spakowałem walizkę i poszedłem z nią do Rafael`a tak jak się umówiliśmy. Niebieskowłosa przyjechała koło jedenastej. Posiedzieliśmy i pogadaliśmy w dwójkę, a później przyszedł Ash narzekając, że musiał tak wcześnie wstawać. Oczywiście Rafael przytulił go do siebie. Byli uroczą parą. Naprawdę się kochali i wytrzymali wiele kłótni i rozstań.
       Po południu Sara zadzwoniła do Kastiela. Pojechaliśmy na zakupy. Oczywiście Ash był zadowolony, a ja z Rafą. No cóż... Przeklinaliśmy pod nosem i w myślach. Jednak myśl, że już niedługo zobaczę z powrotem Alice, zadowalała mnie.
Już niedługo znowu się zobaczymy... I tym razem odbiorę cię Kastielowi...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziś rozdział jest krótszy, bo  brak mi weny. Ostatnio jest mega urwanie głowy. Dlatego postanowiłam zawiesić bloga do końca stycznia. Chcę żebyście nie uznawali tego w sumie za zawieszenie, ale ja mój taki urlop?
Ostatnio gubię się w akcji, muszę sobie wszystko poukładać w głowie i ogarnąć. Nie chcę żeby przez moją pamięć i wg opowiadanie się zepsuło. Obiecuje, że wrócę w pierwszym tygodniu lutego :)
Mam nadzieję, że nie będziecie źli :)
Kocham was <3

piątek, 1 stycznia 2016

Kastiel x Alice



Rozdział IX

"Bolesne wspomnienia" 


Alice

            Obudził mnie głośny dźwięk mojego budzika.
-Japierdole –wymamrotałam pod nosem.
Wyłączyłam budzik i usiadłam na łóżku, mając zamknięte oczy. Mocno się rozciągnęłam i ziewnęłam. Następnie przetarłam oczy.
-Ah…Będzie trzeba obudzić Rozę. Na pewno nie będzie chciała wstać –powiedziałam sama do siebie.
-Ty tak zawsze rano gadasz? –usłyszałam dobrze znany mi głos.
No proszę jednak nie do siebie.
            Szybko niczym oblana zimną wodą, otworzyłam oczy i popatrzyłam na biurku. Na moim czarnym krześle, siedział okrakiem nie kto inny, jak dobrze znany mi czarnowłosy przyjaciel.
-Matko Zeke! Co ty tu robisz?! Wypierdalaj mi z pokoju! –krzyknęła przerażona.
-Oj jakbym nigdy nie widział cię w piżamie –mruknął i wstał z krzesła.
-Jak byłam młodsza. Zeke wynocha z mojego pokoju!
-Oczekiwałem milszego przywitania.
Chłopak wystawił mi język, a następnie uśmiechając się łobuzersko, wyszedł z pokoju.
            Zaskoczona patrzyłam jeszcze kilka chwil na drzwi. Następnie przeturlałam się po łóżku i spadłam na podłogę. Usłyszałam pusty dźwięk oraz poczułam cholerny ból.
-Kurwa! Czyli jednak nie śpię. Co on tu kurwa robi?!
Hm…Chyba nie powinnam mówić sama do siebie…Ah…trudno… Pójdę się szybko ogarnąć i dowiedzieć czegoś…
Jak pomyślałam tak zrobiłam. Po półgodzinie wyszłam z pokoju. Poszłam do gościnnego, ale nie zastałam w nim Roze, dlatego zeszłam na dół. Białowłosa siedziała w kuchni z Zeke`em i śmiała się, jedząc śniadanie.
-Hej Alice~! –przywitała się przyjaciółka.
-Hej Roza. Widzę, że poznałaś już Zeke`a.
-Tak! Jest strasznie śmieszny i miły.
-Wiem, wiem. Muszę z nim teraz porozmawiać, więc sorki na chwilę.
            Chwyciłam Zeke`a siłą za rękę i zaciągnęłam do swojego pokoju.
-A terami wytłumaczysz co to ma znaczyć?! –zapytałam zła i zirytowana.
-Oj co ty taka zła?
-Najpierw dzwonisz do Sary i ona przyjeżdża, a później pojawiasz mi się w pokoju!
Chłopak  spojrzał na mnie lekko zdziwiony, ale zaraz się uśmiechnął.
-Chciałem ci zrobić niespodziankę z chłopakami. Przyjechaliśmy na tydzień. Dlatego zadzwoniłem tylko do Sary –wytłumaczył.
            Spojrzałam na niego lekko zdziwiona.
-No, ale skoro mnie nie chcesz…
Czarnowłosy już chciał wyjść z pokoju, jednak ja złapałam go za rękę.
-Zeke…Przepraszam. Po prostu wiesz, że nie lubię takich żartów –odparłam.
-To ja cię przepraszam. Zachowałem się jak idiota. Wybacz.
Chłopak przyciągnął mnie do siebie i zamknął w żelaznym uścisku.
-Dobra chodź do Rozy.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, a później z Rozalią poszłam do szkoły. Ustaliliśmy, że wszyscy spotkamy się u Kasa po lekcjach.


            Wraz z białowłosą przekroczyłam bramę liceum. Nadal byłam zdziwiona przyjazdem przyjaciół. Z mojego zamyślenia wyrwał mnie głos Rozalii.
-Ej, ziemia do Alice! Sara przyszła!
-O matko! Sorki. Zamyśliłam się. Hej Sara –powiedziałam do nowo przybyłej.
-Hej, hej. Zeke zrobił ci pobudkę? –zaśmiała się.
-Taa…-mruknęłam.
-A tobie co?- zapytała Roza.
-No bo… Zeke…
-Wiedziałam –powiedziała Sara.- Nie zrobił ci normalnej pobudki, prawda?
-No, nie. Znaczy…Były normalna, ale…
-Kurczę! Ale ja jestem głupia! Wiedziałam, że będzie wam trudno!
-Ktoś mi wytłumaczy o co chodzi?
Spojrzałam na niebieskowłosą.
-Wytłumacz to jej, proszę. Ja chcę być sama –wyszeptałam.
Szybko ruszyłam w kierunku szkoły. Gdy tylko przeszłam przez jej drzwi pognałam na schody, a później na dach. Był zamknięty, dlatego wyciągnęłam wsuwkę z włosów i chwilę pomajstrowałam przy zamku. On ustąpił, a ja weszłam na dach szkoły. Pomimo zimna usiadłam na ziemi i oparłam się plecami o ścianę. Przymknęłam oczy i pozwoliłam sobie na nowo przypomnieć zdarzenia sprzed lat.

~~*~~

Przyjaźniłam się z Zeke`em od gimnazjum. Razem z Ash`em, Rafael`em i Sarą byli moimi najlepszymi przyjaciółmi. Jednak brunet, który uwielbiał koty. Traktował mnie inaczej niż reszta. Troszczył się o mnie bardziej. Częściej przytulał. Chodził na samotne spacery. Bardzo często śpiewał pod nosem jakieś miłosne piosenki. Zawsze tłumaczył to sobie, że jest inny. Jednak…Pewnego dnia przekonałam się co czuje brunet.
Zeke, jak to miał w zwyczaju, przyszedł do mnie do domu.
-Pójdziemy na spacer? –zapytał z delikatnym uśmiechem.
-Dobrze, tylko się przebiorę –powiedziałam.
Chwyciłam ze swojej szafy szare rurki, czarny, miękki sweterek i poszłam do łazienki. Po kwadransie wyszłam gotowa na wyjście.
-Ładnie wyglądasz –powiedział chłopak.
-Dzięki.
            Wyszliśmy do parku. Widziałam, że Zeke się czymś stresował. Mało mówił i był jakiś przygaszony. Usiedliśmy na ławce.
-Stało się coś Zeke?- zapytałam.
-Nie…Ja po prostu, chcę ci coś powiedzieć.
Brunet wziął moje ręce w swoje i popatrzył mi w oczy.
-Alice…Kocham cię. Przy tobie czuję się tak dobrze. Gdy jesteś obok mam ochotę rzucić się na ciebie i całować, przytulać. Chce się chronić, być przy tobie. Kocham cię. Zostaniesz moją dziewczyną? –powiedział z powagą.
-Tak –wyszeptałam.
Chłopak najpierw się uśmiechnął, a później przyciągnął mnie do siebie i zapieczętował moje słowa pocałunkiem.
Wtedy… Nie myślałam co czuję. Potrzebowałam miłości i ciepła. Jednak…Gdy chodziłam z Zekem nie czułam elektryzującego uczucia. Nie czułam, że go kocham. Nadal myślami wracałam do Kastiela. Do jego pełnych miłości, radosnych, szarych oczu. O uśmiechu, który rozświetlał szary dzień. O miłym uczuciu, gdy mnie przytulał. O żalu jaki został w sercu. Byłam głupia, że zgodziłam się być z Zeke`em. Zraniłam go. Jednak mimo tego, on nadal był przy mnie. Jego troska o mnie nie zmalała. Nadal był dla mnie przesadnie miły. A ja nie umiałam odwzajemnić jego uczucia. Kochałam go, ale jak brata. Nic więcej…

~~*~~

Skuliłam się, a po moich policzkach poleciały łzy.
Nigdy nie potrafiłam odwzajemnić jego uczuć. Tak go raniłam…A on nadal mnie kocha…Nie chcę go ranić, ale kocham Kastiel…Czemu on nadal tak się stara? Czemu nadal ma tyle troski?
Oparłam czoło o ramiona i cicho płakałam. Krztusiłam się moimi gorzkimi łzami. Miałam w dupie zimno i rozmazany makijaż. Chciałam tylko płakać i być w samotności. Nic więcej… Jednak w tamtej chwili nie wiedziałam, że problem Zeke`a, będzie moim najmniejszym problemem. Nadchodził ciężki czas dla mnie i moich bliskich. Pełen strachu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~  
1 stycznia, więc wracam z nowym rozdziałem J
Ciężko się go pisało, ale cóż…Obiecałam wrócić. 14-tego pojawi się special na walentynki i życzenia dla zakochańców, ale to całe dwa tygodnie xD
Mam nadzieję, że rozdział się podoba i trzyma w napięciu. Niedługo akcja nieźle się rozkręci :D I mam nadzieję, że wtedy polubicie Zeke`a J

           

środa, 16 grudnia 2015

Kastiel x Alice

Rozdział XII

"Co się wczoraj działo..."

Alice

    Obudziłam się z okropnym bólem głowy. W gardle miałam pustynię. Potwornie chciało mi się pić. Powoli usiadłam na łóżku i rozejrzałam się dookoła. Byłam w przytulnym pokoju. Wiedziałam, że był to domek letniskowy Rozalii. Tyle zapamiętałam z poprzedniego wieczoru. Ale ni chuja nie wiedziałam czemu byłam tylko w majtkach i za dużej koszulce, bez stanika! Rozejrzałam się i w kącie ujrzałam mój stanik, a na podłodze sukienkę.
-Co tu się kurwa działo? -wyszeptałam.
Cała się trzęsłam.
-Gdzie jest Kas? Co ja zrobiłam?
    Mój głos drżał, byłam bliska płaczu. Moją rozpacz przerwało skrzypienie drzwi. Spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam czerwonowłosego chłopaka.
-Dzień dobry kochanie- powiedział z uśmiechem.
Spojrzałam na niego przerażona.
-Kacyk męczy? Przyniosłem ci wodę.
-Kas...-zaczęłam powoli. -Co się wczoraj działo?
Na samą myśl, że mogłam kochać się z chłopakiem dostałam rumieńców, ale i się zezłościłam. Nie chciałam mieć swojego pierwszego razu w taki sposób.
     Chłopak podszedł i usiadł obok mnie.
-Graliśmy w butelkę. Upiłyście się, a Siwa przydzieliła nam pokoje. Zaniosłem Cię i położyłem na łóżku...
-Ty idioto! Kochałeś się ze mną po pijaku!
Uderzyłam chłopaka w tors, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Nim zdążyłam wykonać kolejne uderzenie, buntownik zatrzymał moją rękę.
-Alice...uspokój się. Nie kochaliśmy się. Byłaś pijana. Nie chciałbym tego w taki sposób.
-To dlaczego mam na sobie twoją koszulkę i jestem bez stanika? -zapytałam z rumieńcem.
-Nie chciałem żebyś sobie zniszczyła sukienkę i żeby nie było ci niewygodnie. Dlatego dałem ci swoją koszulkę. A gdy byłaś pijana uznałaś, że jest ci wygodnie i zdjęłaś biustonosz.
Zrobiło mi się strasznie głupio, że fałszywie oskarżyłam chłopaka.
-Kastiel...Ja...przepraszam- wyszeptałam.
-Oj maleńka.
Chłopak przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
-Kocham Cię słońce -wyszeptał w moje włosy.
-Ja Ciebie też.
     Kas pocałował mnie. Wplątałam ręce w jego włosy i przyciągnęłam go bliżej. Chłopak pogłębił nasz pocałunek i zjechał swoimi rękami to moich bioder. Po chwili zaczęłam badać opuszkami placów tors buntownika. Ten za to wsadził dłonie pod moją koszulkę i zaczął nimi wodzić po brzuchu i plecach. Po dłużej chwili oderwaliśmy się do siebie zdyszani. Uśmiechnęłam się zadziornie do chłopaka.
-Kas...Ty wiesz, że ja tam w plecaku miałam ubrania na zmianę?
-Nie podoba ci się moja koszulka? -zapytał.
-Mogłabym ją nosić cały czas. A teraz sorki, idę się przebrać.
   Posłałam chłopakowi buziaka i wbiegłam do łazienki, zgarniając po drodze plecak. Wyciągnęłam krótkie, czarne spodenki i świeżą bieliznę. Miałam zamiar chodzić w koszulce Kasa. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i lekko pomalowałam. Wyszłam z łazienki, z szerokim uśmiechem. Kastiel zasnął czekając na mnie. Podeszłam do szafki nocnej i napiłam się sporej ilości wody, a gdy ukoiłam pragnienie, po cichu weszłam na łóżko i usiadłam na umięśnionym brzuchu buntownika.
   Schyliłam się i pocałowałam go namiętnie. Chłopak obudził się i uśmiechnął łobuzerski, a następnie zsunął swoje ręce na moje pośladki.
-Mogę być tak budzony codziennie -wyszeptał.
-Na przyjemności trzeba sobie zasłużyć. Chodź teraz na śniadanie, bo padam!
Czerwonowłosy zaśmiał się i nim zdążył mnie zatrzymać, zsunęłam się z łóżka i ruszyłam do kuchni. Tam siedziała już Rozalia.
-Apap jest na stole, woda w lodówce -powiedziała dziewczyna.
Uśmiechnęłam się szeroko i dałam jej buziaka w policzek. Białowłosa robiła naleśniki. wzięłam lek, a do kuchni zszedł Kastiel.
-Kochana kuchareczka -mruknął Kas i zabrał mi butelkę wody.
Zakręciło mi się w głowie i usiadłam.
-Nic ci nie jest?- zapytał z troską chłopak.
-Nie...
Oczywiście mijało się to z prawdą. Po chwili poczułam nieprzyjemne uczucie w brzuchu i zerwałam się biegiem do toalety.
     Ledwo dobiegłam i schyliłam się nad muszlą, a cała zawartość mojego żołądka wyleciała wodospadem. Poczułam jak ktoś zbiera mi włosy sprzed twarzy, ale zignorowałam to bo moim ciałem wstrząsnął dreszcz i kolejna fala wymiocin wyleciała ze mnie.
-Wyjdź stąd -rozkazałam kaszląc i krztusząc się.
Rzyg...
-Nie ma mowy.
-Jestem żałosna wyjdź!
Rzyg...Łzy ściekały po moich policzkach, a gardło paliło.
-W zdrowiu i chorobie...
Rzyg...
-Ślubu nie mamy!
-Przesadzasz.
Kastiel nawet w takiej sytuacji umiał obrócić wszystko w żart.
    Kiedy w moim żołądku nie było już nic, wyplułam ślinę i odetchnęłam. Z pomocą buntownika wstałam i wypłukałam usta.
-Idę umyć zęby -mruknęłam i powlekłam się na górę.
Czerwonowłosy cały czas mnie obserwował.
-Co w tym ciekawego? -zapytałam gdy po raz piąty myłam zęby.
-Patrzę czy nic ci się nie stanie.
Chłopak podszedł i objął mnie od tyłu.Wypłukałam zęby ostatni raz. Czułam się upokorzona. Mój chłopak widział moją słabość. Kas obrócił mnie do siebie przodem, a ja nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Oczywiście on to zauważył. Lekko, acz stanowczo uniósł mój podbródek.
-Kocham cię taką jaka jesteś. I nie obrzydzi mnie nic. Wymioty to normalna rzecz. Wczoraj nieźle popiłaś. Zresztą ja tak miałem więcej razy.
Ukochany pocałował mnie, a następnie dał buziaka w czoło.
-Chodź. Roza zrobiła ci miętę - wyszeptał.
Buntownik złapał mnie za rękę.
-Czekaj.
     Szybko rozczesałam włosy i spięłam je w kucyk, a następnie zeszłam z Kasem na dół. Białowłosa uśmiechnęła się do mnie delikatnie. Wszyscy zdążyli zejść na dół.
-Nieźle wczoraj popiłyście. Nosiliśmy was na rękach -skomentował Leo.
-Alexy i Armin też dali czadu -dodał Kas.
-Ta...Armin chodził po domu i szukał konsoli. Wszedł do mnie i Sary. Ledwo go wyrzuciłem -mruknął poeta.
-A Alexy dobierał się do Kentina -dopowiedział Leo. -Trudno było go odciągnąć.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, a niebieskowłosy i brunet zarumienili się.
-Dobra to sprzątamy i jedziemy do domu -przerwała Rozalia.
-Skarbie zostańmy tu dziś. Nie mam ochoty jeździć w tą i z powrotem. Chłopaki do jutra wywietrzeją i pojedziemy razem -jęknął Leo.
Wszyscy się zgodzili z wielką chęcią. Postanowiliśmy przewietrzyć nasze puste głowy.

Kastiel

    Ubrałem spodnie i bluzkę z poprzedniego dnia. Zszedłem do salonu. Była tam Alice. Miała na sobie czarne rajstopy, krótkie spodenki w tym samym kolorze, bluzkę i dłuższy sweter. Włosy spięła w koka, było widać jej blond odrosty.
-Chyba trzeba iść do fryzjera, co? -zapytałem obejmując ją od tyłu.
-Ano trzeba -westchnęła.
-Lubiłem cię w blond włosach -wyszeptałem jej do ucha.
-Chcesz to mogę się przefarbować na blond, ale czerwone końcówki zostają -odparła i odwróciła się do mnie przodem zarzucając mi ręce na szyję.
Pochyliłem się i złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek.
-Dobra dość miziania! Idziemy na spacer -usłyszeliśmy rozradowany głos mojej siostry.
Odsunąłem się od dziewczyny i spojrzałem za siebie. Stali tam wszyscy. Niektórzy zdziwieni, inni lekko uśmiechnięci.
-Wy...Jesteście ze sobą? -zapytał Armin.
-Za bardzo się spiliście -powiedziałem.
      Rozalia naskoczyła na naszą dwójkę z masą pytań, na które odpowiadaliśmy. Wszyscy zaczęli nam gratulować i w ogóle. Moja siostra i Siwa skakały ze szczęścia.
-No dobra to chodźcie na spacer -zawtórował Lysander.
Dziewczyny spojrzały na niego wściekłym spojrzeniem. Znając je chciały się wypytać o resztę szczegółów. Jednak nie przeszkadzało mi to. Były to jedynie dziewczyny, a najważniejsze było to, że nareszcie byłem z Alice. Kobietą którą kochałem najbardziej na świecie.


~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej moi kochani :) Dziś tak krócej no bo święta i nie ma czasu. Ale na święta dam wam 2 speciale :*
Naprawdę przepraszam. I po raz drugi przypominam, że Krzysiu nic nikomu nie zrobi, a ja tego dopilnuję misiaki :*
Do następnego posta :*

wtorek, 8 grudnia 2015

Kastiel x Alice

Rozdział XI

"Japierdole jak gorąco! "

Alice
   
   Ubrana w czerwone, króciutkie spodenki i długi, miękki sweter tego samego koloru, zeszłam do kuchni. Włosy miałam spięte w wysoki kucyk, a na nogach białe stopki.
-Kocham cię Sara -mruknęłam, gdy weszłam do salonu.
Niebieskowłosa zaśmiała się melodyjnie. Chłopcy siedzieli przy stole i jedli już słodkości, a ja dosiadłam się do nich.
-Proszę -powiedziała Sara dając mi talerz naleśników.
-Kocham cię miśka.
Spojrzałam na Kastiela, a ten uśmiechnął się. Jego oczy tak pięknie świeciły i wpatrywały się we mnie. Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie, ale nic co dobre nie trwa długo.
-Właśnie Alice -tak, to właśnie Sara przerwała ten romantyczny moment.- Rozalia dzwoniła. Pytała czy możemy jej dziś zrobić zakupy, bo ona nie da rady. Mówiła, że wpadnie dać nam listę i kasę.
-No okej. A kiedy?
    Zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Nie ważne. Otworzę -mruknęłam.
Pognałam do holu i otworzyłam Rozalii.
-Hej. Wielkie dzięki, że zrobicie te zakupy. Mama robi mi awantury o oceny. Naprawdę wam to wynagrodzę...
-Roza nie ma sprawy. Daj tą listę -przerwałam jej z uśmiechem.
-Trzymaj. A tu masz kasę. Lecę. Do jutra!
Białowłosa zniknęła w błyskawicznym tempie. Zaśmiałam się i wróciłam do kuchni.
-O kurwa... -powiedziałam siadając do stołu i rozwijając listę.
-Co? -zapytał Kas.
Pokazałam mu na pół metrowy papier z listą zakupów.
-Pierdole -jęknęła Sara.
-Nie doniesiemy tego -dodałam.
-Podwiozę was -powiedział buntownik i wrócił do żarcia.- Ale chce piwo
-Spoko -odparłam.
-Napić się z tobą -dodał.
-Jutro będziesz pił ze mną co tylko będziesz chciał.
Wystawiłam chłopakowi język i wzięłam się za jedzenie.

...

    Z rodzeństwem Wolf weszłam do sklepu.
-To co? Najpierw warzywa, owce, przekąski -zaczęłam.
-Później soki, alkohol -dodała Sara.
-A na końcu duperele -zakończył Kas.
-To do boju! -skwitowałam.
Kastiel prowadził wózek, Sara wrzucała składniki, a ja odhaczałam rzeczy, które już mieliśmy. 
-Seksownie wyglądasz w dżinsach i tym sweterku -wyszeptał mi Kas do ucha.
Moje ciało zadrżało, a tętno przyśpieszyło. Zrobiło mi się strasznie gorąco.
-Z pazurkiem i seksapilem, ale jednocześnie niewinnie -zakończył.
Chłopak podgryzł płatek moje ucha i pojechał dalej. Pokręciłam głową i ruszyłam dalej.
    W końcu przyszedł czas na procenty.
-To ja idę po szampany, Kas po wódkę, a ty wina -zarządziła Sara.
Ruszyłam do dobrze znanych mi półek. Wybrałam kilka win i chwyciłam je.
-Jakaś grubsza impreza? -usłyszałam za sobą głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam jakiegoś chłopaka w blond włosach.
-Nie twój interes -odparłam.
-Kocica -mruknął i zlustrował mnie wzrokiem.
Pierdolę...
 Ruszyłam do wózka, żeby odłożyć wina, a chłopak szedł za mną.
-Odwal się -powiedziałam.
Ani Kastiela, ani Sary nie było przy wózku. Odłożyłam wina i wróciłam z powrotem po więcej. 
    Nieznajomy zaczął coraz bardziej mnie denerwować.
-Jestem Dake -powiedział.
-Nie potrzebne mi to do życia -odparłam biorąc kolejne wina.
Schyliłam się po jeszcze jedno i poczułam klapsa w tyłek. Zalała mnie czysta złość. Już miałam przywalić idiocie i powiedzieć co o nim myślę, jednak ktoś mnie wyprzedził. Przed oczami błysnęła mi czerwona czupryna.
-A teraz przeprosisz tą panią prostaku! -warknął Kastiel, łapiąc blondynka za włosy.
-Prze...praszam -wyjęczał tamten.
Z nosa leciała mu krew.
-Spierdalaj!
Kastiel podszedł do mnie i zabrał wina.
-Nic ci nie zrobił? -zapytał z troską.
-Nie, spoko. Miałam zamiar dać mu w ryj, ale nie chciałam powodować krwotoku -zaśmiałam się.
-Nikt nie będzie cię klepał w tyłek. Ty nie szkapa -powiedział Kastiel.
Uśmiechnęłam się delikatnie i wzięłam jeszcze kilka win. Zanieśliśmy wszystko do wózka, a później wzięliśmy jeszcze piwa do drugiego wózka. 
     Z zakupami podeszliśmy do kasy i zapłaciliśmy. Kastiel ledwo zapakował wszystko do auta. W drodze powrotnej musiałam siedzieć z przodu. Chłopak co jakiś czas dotykał mojego kolana, gdy zmieniał biegi. Wywoływało to u mnie dreszcze, jednak starałam się o tym nie myśleć, żeby się nie rumienić. Patrzyłam cały czas przez okno.
    Gdy mieliśmy parkować, Sara wyszła żeby otworzyć garaż.
Kastiel odwrócił się do tyłu i złapał mój zagłówek, a rękę przez przypadek dał na kolano. Spojrzałam na niego zdziwiona. Chłopak również na mnie patrzył.
-S-sorki -powiedział i wrócił do parkowania.
I znowu to serce! Kurwa będę miała jeszcze coś z nim...
Wnieśliśmy zakupy do domu rodzeństwa.
-Dobra to ja lecę. Sara bądź gotowa na rano -powiedziałam i udałam się w kierunku drzwi.
Dobiegł do mnie Demon. Pogłaskałam owczarka i podszedł Kastiel.
-A chciałem cię jutro zabrać na tą imprezę -powiedział ze cwanym uśmiechem, opierając się o ścianę.
-Biedna ruda małpa.
-Bardzo.
     Patrzyliśmy się na siebie w ciszy. Uśmiech czerwonowłosego stał się delikatny, a oczy przymknięte.
-To...Ja już idę. Do zobaczenia jutro na imprezie -powiedziałam szybko i wyszłam.
To szybkie bicie serca...Gorąco...Kręci mi się w głowie...Uspokój się! Jutro muszę wyznać mu uczucia!
 Kastiel

    Przez okno w salonie patrzyłem jak dziewczynę wsiadają do auta Rozalii. Chwilę wcześniej pomogłem jej zapakować wszystkie zakupy.
Dzisiaj ci wszystko powiem drugi raz. I zobaczymy co odpowiesz... Moja księżniczko.
-To co Demon? Idziemy na spacer?-zapytałem psa.
Owczarek zaszczekał i zamerdał ogonem. Zaśmiałem się lekko i zapiąłem psa.

 Alice

   Gdy dojechałyśmy do pięknego, dużego domu wniosłyśmy zakupy.
-Pokoi jest tylko pięć. Więc najbliżsi znajomi zostaną, a resztę odwiezie Leo, bo powiedział, że nie będzie pił -wytłumaczyła Rozalia.
-No dobra. To zabierajmy się za gotowanie -powiedziałam.
Poszłyśmy do kuchni i zaczęłyśmy wszystko szykować. Gdy ciasto się piekło przyzdobiłyśmy salon.
-Sara sprawdzisz ciasto? -zapytała Rozalia.
Dziewczyna pokiwała głową i poszła do kuchni.
-Trzeba ją w końcu spiknąć z Lysem!
-Wiem to!
-Puścimy wolną muzykę. Lys na pewno ja zaprosi do tańca. A później będą w jednym pokoju -powiedziała Roza.
Uśmiechnęłam się do niej.
    Dołączyła do nas Sara.
-Wyciągnęłam je i postawiłam żeby się ostudziło -powiedziała niebieskowłosa.
-To dobrze. Zostało nam jeszcze tylko ustawić alkohol i rozstawić sprzęt. Znaczy chłopcy obiecali przyjechać wcześniej i się tym zająć-dodałam.
-Dziękuję wam dziewczyny!
-Nie ma za co-odparłam z Sarą.

...

    Z Sarą założyłyśmy nasze sukienki i czekałyśmy na Rozalię.W końcu dziewczyna wyszła. Była w fioletowej sukience z marszczeniem w talii i na biuście. Tył sukienki był dłuższy, a przód krótszy. (dop.autorki: Przepraszam, ale nie mogłam znaleźć koloru fioletowego :( )
-Rozalio wyglądasz przepięknie -powiedziałam.
-Bosko!
Usłyszałyśmy warkot silnika, który po chwili zgasł.
-Alice idź otwórz, bo ty masz już makijaż, muszę pomalować Sarę -zarządziła Roza.
-Tak jest pani solenizantko -odparłam i zbiegłam na dół.
    Otworzyłam drewniane drzwi, a w nich ujrzałam dobrze znanego mi czerwonowłosego chłopaka.
-Hejka, gdzie reszta? -zapytałam wpuszczając go.
-Lys niedługo przyjedzie z Leo, a reszta z Alex`em -odpowiedział.
Pokiwałam głową.
-Mam gitarę i głośniki, zaraz to podłączymy.
Pomogłam chłopakowi wnieść sprzęt. Kas zaczął wszystko ustawiać, a ja oparłam się o sofę i patrzyłam na niego. Miał na sobie swoje czarne spodnie, trampki i czerwoną koszulę, lekko rozpiętą.
-Hej Kas! -powiedziała Rozalia schodząca ze schodów razem z Sarą.
-Siema bracie!
-Cześć dziewczyny! Głośniki są okej, chłopaki zaraz przywiozą resztę...
Chłopakowi przerwał dzwonek do drzwi. Uśmiechnięta Rozalia poszła otworzyć razem z Sarą.
-Pięknie wyglądasz -powiedział buntownik i podszedł do mnie.
-Dziękuję -wyszeptałam.
Chłopak złapał mnie w talii i pochylił się do mojego ucha.
-Muszę cię dziś pilnować -wyszeptał.
Jego ciepły oddech muskał moje ucho i szyję, a ciało zastygło. Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie.
-Kastiel ja...-wyszeptałam.
-Ej Stary chodź nam pomóż! -usłyszeliśmy krzyk Alexy`ego.
-Później porozmawiamy -powiedział Kas.
Czerwonowłosy musnął mój policzek swoimi wargami i odszedł.
     Dotknęłam miejsca pocałunku i uśmiechnęłam się.
Powiem mu to dzisiaj!

Kastiel

    I znowu się wyrwałem. Dobrze, że Lys mnie zawołał. Na pewno chciała powiedzieć żebym tak nie robił. Ale z drugiej strony to dlaczego tak drży, gdy się do niej zbliżam? Dobra skup się na tych instrumentach!
Z chłopakami sprawdziliśmy cały sprzęt.
-Ej chłopcy możecie rozpalić ognisko? -zapytała Roza.
-Już się robi! -powiedział Alexy z entuzjazmem.
Podszedł do mnie Lysander i położył rękę na ramieniu.
-Możemy pogadać? -zapytał.
-Tak pewnie. Chłopaki my zaraz przyjdziemy -odparłem.
   Odszedłem kawałek dalej z poetą. Była godzina siedemnasta i się ściemniało.
-Chodzi o Sarę. Chcę jej powiedzieć co czuję, ale boję się, że mnie odrzuci -wyznał białowłosy.
-Niepotrzebnie się martwisz. Widzisz jak się przy tobie zachowuje. Powinieneś jej to powiedzieć. Okazać...-odpowiedziałem.
-Może...A co z tobą i Alice?
-Chcę jej to dzisiaj powiedzieć. Nie mogę dłużej żyć i nie wiedzieć co ona o mnie sądzi. Za kogo mnie ma...
-Damy radę -zaśmiał się Lys.
-Dobra chodź impreza zaraz się zacznie.
    Ruszyliśmy w stronę domku. Powoli zjeżdżali się goście. Z domku wybiegła Alice. Jej sukienkę rozwiewał wiatr, a pofalowane włosy latały.
-Kas chodź! Sara cię szuka, bo chciała dać prezent Rozie -powiedziała.
Podbiegłem do niej i weszliśmy do domu. Po chwili znalazłem siostrę. Razem z nią, Alex`em i Alice poszliśmy dać prezenty wariatce. Dziewczyny złożył jej życzenia, a ja z Alex`em tylko się dołożyliśmy.

Alice

   Impreza w końcu się zaczęła. Wszyscy złożyli i dali prezenty białowłosej, a później poszliśmy do ogniska. Wszyscy piliśmy i się śmialiśmy. Wszyscy rozmawiali.
To nie był dobry pomysł wychodzić bez kurtki...Zimno się zrobiło...
Poczułam miękką tkaninę na ramionach.
-Widzę, że chcesz być chora -powiedział Kastiel i usiadł obok mnie.
-Dzięki, nie będzie ci zimno? -zapytałam patrząć na niego.
Miał tylko cienką koszulę.
-Nie -odparł pijąc piwo.
-Ej dobra w chuj pizga! Chodźcie do środka! -oznajmiła Roza.
Zaśmiałam się. Wstałam i spojrzałam na Kastiela.
-Nie idziesz? -zapytałam.
-Ktoś musi zgasić ognisko -odparł z cwanym uśmiechem.
Poszłam z resztą do domu.
-Chłopaki niedługo będą śpiewać -oznajmiła Rozalia tańcząc z nami.
-Ej Alice zaśpiewajmy później my -powiedziała z entuzjazmem Sara.
Zgodziłam się.
    Zauważyłam, że Kastiel i Lysander wrócili.
Niech zwróci na mnie uwagę...
Zaczęłam śmialej tańczyć. Moje biodra kołysały się w rytm muzyki, a ręce powędrowały nad głowę. Uchwyciłam spojrzenie buntownika. Czerwonowłosy uśmiechał się łobuzersko i ruszył w moją stronę. Podszedł i objął mnie w talii.
-Ale ty się robisz niegrzeczna na imprezach -wyszeptał.
-To źle?
-Mi tam się podoba.
Zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęliśmy razem tańczyć. Jego szare oczy przyglądały mi się, a ja uśmiechałam się zadziornie.
    Nagle muzyka zmieniła się na wolną, a Kastiel wtulił mnie w swój tors. Byłam tak blisko niego, ze mogłam usłyszeć mocne i szybkie bicie serca. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam w jego oczy. Nasze twarzy dzieliły centymetry.
No pocałuj mnie!
-Mogę coś spróbować? -wyszeptał.
Kiwnęłam głową, a chłopak dotknął mojego policzka i już zbliżał się do mojej twarzy, gdy usłyszałam głos pewnej idiotki.
-Ej Kas chłopaki się szukają!
Oczywiście! Była to nasza szkolna dziwka Su.
Zajebie kiedyś tą pierdoloną sukę!
Kastiel zabijał czarnowłosą wzrokiem.
-Idź lepiej bo będą się niecierpliwić -powiedziałam uśmiechając się słabo.
Chłopak popatrzył na mnie przepraszającym wzrokiem i poszedł do chłopaków, którzy czekali już.

Kastiel

    Miałem ochotę zajebać Su na miejscu.
Ta idiotka! Pierdolę jaka ona jest głupia! Suka! Byłem tak blisko...
Chwyciłem gitarę i spojrzałem na Lysa. Alexy wyłączył muzykę, a ja z Lysem zaczęliśmy grać. Widziałem jak Sara z Alice i Rozalią stały blisko. Spojrzałem na czerwonowłosą i puściłem jej oczko. Muzyka wydobyła się z instrumentów, a ja po chwili zacząłem śpiewać:
-Time to listen to my confession.
I'm much less than I
 wanted to be, wanted to be.
You shine a light on my dark side, but you
Don't care what you see.
Overjoyed.
Over you.
Overnight.
But that's what you do.
Cały czas patrzyłem na Alice. Jej usta układały się w uśmiechu, a policzki stały się lekko czerwone. Podszedłem do dziewczyny i złapałem ją za rękę.
-Why don't you lock me up with joy and kisses?
Lock me up with love?
Chain me to your heart's desire
I don't want you to stop
Lock me in and hold this moment, never get enough
Ain't no way I'm ever breaking free
Lock me up -wyśpiewałem prosto w jej oczy.
Jej policzki stały się równie czerwone co włosy.
    Wróciłem do zespołu, jednak nadal patrzyłem na Alice. Gdy piosenka się skończyła usłyszałem brawa.


Alice

   Czułam się wspaniale gdy Kastiel śpiewał tylko dla mnie. Szybko zapomniałam o zażenowaniu spowodowanym wzrokiem wszystkich gości. Razem z Sarą wzięłyśmy mikrofony. Muzyka rozbrzmiała, a ja skupiłam się na niej i...czerwonowłosemu, który stał blisko.
-You're the light, you're the night
You're the color of my blood
You're the cure, you're the pain
You're the only thing
I wanna touch
Never knew that it could mean so much, so much -wyśpiewałam pierwsza.
Czerwonowłosy uśmiechnął się łobuzersko i puścił mi oczko. Spojrzałam ukradkiem na Sarę. Śpiewała dla Lysandra, który stał osłupiały.
-So love me like you do, lo-lo-love me like you do
Love me like you do, lo-lo-love me like you do
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What are you waiting for? -wyśpiewałyśmy we dwie.


Kastiel

   Zadziorna i odważna jak zawsze...Anioł...
Patrzyłem na jej uśmiech gdy śpiewała. Jej brązowe oczy były skierowane tylko na mnie.
Jeśli chcesz żebym cię kochał, to to zrobię...
Gdy piosenka się skończyła wtopiłem się w tłum. Cały czas z ukrycia obserwowałem ukochaną. Gdy zaczęła tańczyć, podszedłem do niej od tyłu. Objąłem jej szczupłą talię i przytuliłem do siebie. Alice zadrżała i nie przestawała kręcić biodrami.
-Kocica -wyszeptałem.
Dziewczyna zaśmiała się i zeszła do parteru, a gdy stała z powrotem odwróciła się do mnie i zarzuciła ręce na szyję. Tańczyłem z dziewczyną patrząc w jej czekoladowe tęczówki.
-Musimy porozmawiać -powiedziałem gdy piosenka się skończyła.
Dziewczyna kiwnęła głową i poszła do kuchni, a ja za nią.
-Słucham -powiedziała opierając się o blat.
    Podszedłem bliżej i objąłem ją w talii.
-Mówiłem ci to już ostatnio, ale powiem jeszcze raz. Kocham cię. I to jak wariat. Jesteś dla mnie wszystkim Alice. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Kocham cię całym sercem. Alice...Kochasz mnie? Będziesz moja dziewczyną?- zapytałem patrząc jej w oczy.
Dziewczyna powoli otwierała i zamykała usta. Spuściłem wzrok na podłogę i zabrałem ręce z talii dziewczyny.
-Okej, rozumiem. Zapomnij o tym...
Czerwonowłosa nie pozwoliła mi dokończyć. Wpiła się w moje usta. W pierwszej chwili byłem zaskoczony, jednak w kolejne objąłem ją i mocno przyciągnąłem do siebie aby być bliżej. Po dłuższej chwili odsunęliśmy się zdyszani. Dziewczyna wplątała rękę w moje włosy.
-Jak mogłabym o tym zapomnieć? Kocham cię Kastiel i chcę być z tobą -wyszeptała anielskim głosem.
-Alice... -wyszeptałem.
Przytuliłem dziewczynę mocno, a ona wtuliła się w moją koszulę.
     Pocałowałem moją wybrankę z delikatnością.
-Nigdy nie myślałem, że się zgodzisz.
-Nigdy nie myślałam, że się zapytasz.
Wystawiłem jej język, a ona się uśmiechnęła.
-Kocham cię nad życie mała -wyszeptałem jej do ucha.
-Ja ciebie też -odparła wtulając się mocniej.
     Złapałem jej delikatną rączkę i wróciłem z nią na salę. Wszyscy grali w butelkę, dlatego my też się dołączyliśmy. Pierwsza kręciła Rozalia, wypadło na Armina.
-Pytanie, od ciebie boje się wyzwań -odparł chłopak.
-Kurwa...No dobra. To... Ideał dziewczyny...
-Ładna, grająca w gry -odparł.
-Oczywiste! -zaśmiała się Alice.
-Dobra Armiś kręć~ -powiedziała Roza.
Czarnowłosy zakręcił. Tym razem wypadło na moją dziewczynę.
Jak to pięknie brzmi...
-Wyzwanie -powiedziała bez krępacji.
-No dobra! To się zabawimy! Pocałuj Kasa...
-Nic prostszego!
-Ale tak namiętnie! Najlepiej na nim usiądź!
    Czerwonowłosa zaśmiała się i jednym ruchem wpiła w moje usta. Ręce wplątała we włosy, a ja nie byłem jej dłużny. Jej krwiste kosmyki przeplatały się pomiędzy moimi palcami. Dziewczyna jednym zwinnym ruchem przewróciła mnie na podłogę, nie przerywając pocałunku i usiadła na mnie okrakiem. Usłyszałem głośny krzyk zadowolenia reszty sali.
Jaka kocica! Podoba mi się!
Po chwili Alice zeszła ze mnie i spojrzała z wyższością na Armina.
-Ostra z ciebie laska! Kręcisz!
Gra rozkręcała się, a każdy z nas coraz więcej pił. W końcu Leo odwiózł gości po kolei, pomógł mu Alex, który wrócił do domu. Zostaliśmy z Alexym, Kentinem, Arminem, Lysem, Rozalią, Leo i oczywiście Sarą.
-No...dobra -powiedziała pijana Roza.- To ja śpię z Leo, Lys z Sarą, Kentin z Alexym, Alice z Kasiem, a Armiś sam! Koniec kropka!
Wszyscy byli zmęczeni i zgodzili się bez protestów. Mi oczywiście bardzo się to podobało. Mogłem być z Alice.
    Gdy odwróciłem się żeby spojrzeć na buntowniczkę, ta spała na kanapie.
-No pięknie -wyszeptałem.
Zabrałem dziewczynę na ręce. Obok niej leżała Sarą, którą wziął Lys.
-Przynajmniej nie będą na razie złe na Rozę -zaśmiałem się.
Miałem mocną głowę do alkoholu i nie upiłem się, Lys również. Poeta spojrzał rozmarzony na moją siostrę. Zaśmiałem się i niosąc Alice, poszedłem na piętro. Pomału i delikatnie położyłem ukochaną na łóżku.
-Pierdole, te wasze szpilki -wyszeptałem.
Zdjąłem z nóg dziewczyny buty.
-Kurczę...Będzie ci tak gorąco...
Wybiegłem z domu i otworzyłem auto. Wyciągnąłem z plecaka jedną z moich koszulek i szybko pobiegłem z powrotem do pokoju. Alice była przewrócona na drugi bok.
-Ah...Nie zabijaj mnie rano -jęknąłem.
Rozpiąłem zamek dziewczyny i obróciłem ją na plecy, a następnie delikatnie zdjąłem sukienkę.  Ujrzałem szczupły brzuch dziewczyny. Jej ciało było przepiękne. Krągłe piersi, wcięcie w talii i okrągłe biodra. Posadziłem dziewczynę, a ta obudziła się.
-Misiu? -wyszeptała.
-Cii...ubieram się w moją koszulkę żeby w nocy nie było Ci zimno, ani za ciepło.
-Kochany jesteś...przytulisz mnie jak się położysz?
-Tak, tak.
Szybko ubrałem jej koszulkę. Położyłam się obok, a Alice nadal siedziała.
-Kładź się kochanie- powiedziałem.
-Stanik uciska!
Czerwonowłosa nieudolnie rozpięła biustonosz i rzuciła go w kąt pokoju.
-Żeby rano nie było, że cię rozbierałem- zastrzegłem.
-Yhy...
Niewinna istotka (dop.autorki; ta jasne. Jeszcze da Ci popalić, niech się tylko rozkręce) położyła się i wtuliła we mnie. Zdjąłem koszulę i przytuliłem ją z powrotem.
-Dobranoc mała...


~~~~~~~~~~
I kolejny rozdział pisany z lekkim (czyt. cholernie dużym) oporem.