sobota, 14 stycznia 2017

Post I

Woho! Jedziemy z tym koksem! ^^ 
Rozalia nie ekscytuj się tak xD 
Nie zabronisz mi :P 
Jakbym śmiała :*
Zaczynają się nasze posty ^^ 
No tak, musicie jej wybaczyć, strasznie ją to podjadało 
Ciągle o tym nawija 
Spadajcie! :P 
Ekscytuje się i tyle 
No dobra Rozalia dość wygłupów 
Zaczynamy na serio 
Okej… 
Tak, więc zaczynają się posty bohaterów 
Będziemy w nich gadać na różne tematy 
Najróżniejsze ^^ Hehe 
Tak, najróżniejsze od tych głupich po filozoficzne 
Filozo…co?! 
Alice nie wymyślaj słów :P 
Z kim ja żyję? 
*Załamuje ręce*
Z mega super ekstra laskami! :* 
*Całuje w policzek*
No dobra dość dziewczyny 
Tak, więc ten post należy do naszej trójki 
I będziemy w nim pisać o… 
No właśnie o czym…? 
Mówiłam, żeby to ustalić wcześniej 
*Chodzi zdenerwowana*
Oj tam, oj tam 
Spontan życiem :D 
Nie łaź tak, bo dziurę zrobisz :P 
I chuj :P 
Normalka… 
No dobra, to w tym poście piszmy o… 
Seksiakach na plaży! ^^ 
Roza mamy środek zimy, a ty o plaży? 
To tak na rozgrzanie :* 
No okej 
W takim razie ja najbardziej lubię jak mają kaloryferki i to takie opalone ^^ 
O tak! 
A ja kocham te kości takie 
O matko te przy biodrach?! 
Tak! >.< 
Ubóstwiam! 
Ja je tak kocham <3 
Kasiu takie ma hehe :P 
Kochanie czy musisz chwalić się moimi kośćmi???? 
Tak :P 
Kastiel wypierpapier to nasz post! 
Luzuj majty 
Ja tu tylko paczam co mój kotek robi :P 
Kastiel idz, że do łóżka i czekaj :P 
Na ciebie mogę nawet i wieczność 
OOOOOO…. Jakie urocze 
Żartowałem :P 
Miśka bądź za pięć minut, bo kolacja sama się nie zrobi :P 
Ty wredna ruda małpo! 
Ja ci kurwa dam kolacje! 
Udławisz się nią! 
Ty się dławisz czymś innym codziennie skarbie :* 
Bo jest dla ciebie za duży :* 
Kastiel jak cię kurwa trzepnę! 
A trzepać to trzepiesz zajebiście kochanie <3 
Japierdolę ty zboku jebany! 
*Biegnie z karabinem*
No cóż to jesteśmy we dwie… 
Taa…Znowu poszli się jebać 
Dosłownie i w przenośni xD 
Hahaha 
No dobra, a wracając do seksi panów na plaży.. 
O matko uwielbiam jak Leoś jest w tych swoich kąpielówkach 
Jest wtedy tak seksi ^^ 
Ja tam wole Lysia w kąpielówkach :P 
Panie rozmawiają o mnie? 
O matko co ty tu robisz? 
Jestem? 
Lys spadaj, dopiero Kasa goniła 
To nie miłe z twojej strony bratowo 
Rozalio! 
Czemu nie mówiłaś nic o ślubie?! 
Miałam być druhną! 
Ja też ty wredoto Ruska! 
Alice idź się seksować z Kasem 
Popieram białowłosą 
Ja ci zaraz poprę! 
Alice, ale uważaj na ręce, niedługo mamy koncert 
Ewentualnie na głos też 
Ah…Rozmowy z wami nie mają sensu 
*Załamuje się*
Bywa :P 
To może nie męczmy ich dłużej? 
Ale oni chyba nas lubią :p 
No nie wiem :P 
Oj kochają nas, prawda? 
Ale i tak muszę iść, wiesz Leo czeka ^^ 
Wszyscy idą się pieprzyć tylko nie ja :c 
Czemu skarbie? Ja z chęcią :* 
Bo mam okres :ccc 
A co to komu przeszkadza? :* 
Pod prysznicem jeszcze nie było J 
 O matko >.< 
Lys, nie tak przy wszystkich… 
No to widzicie każdy ma ambitne zajęcie ^^ 
Ktoś chce gumki? 
Mamy trochę więcej w razie czego ;) 
A ja mam tabletki jak chcecie 
Matko co ja z wami mam xD 
Dobra, żegnamy się 
Papa kochani :*

~~~~~
Dzisiaj taki luźny post od naszych bohaterów "Kastiel x Alice" ^^
Nie miałam za bardzo czasu napisać normalnego rozdziału, dlatego proszę nie zabijcie mnie, że jest to
Rozdział postaram napisać się dość szybko ;)
Zapraszam na mojego snapa: sarcia_wolfy
oraz na bloga z Toxic



piątek, 6 stycznia 2017

Zagubiona VI

Rozdział VI


„Codzienna melancholia”


Cassandra

            Gałęzi drzew kołysały się w rytm wiejącego wiatru. Liście leżały pod gołymi drzewami. Szare chmury szybko sunęły po niebie. Wszystko było smutne. W taką pogodę nie miałam najmniejszej ochoty na nic. Po prostu siedziałam i zastanawiałam się nad sensem życia. W dłoniach trzymałam kubek z ciepłą herbatą, którą od czasu do czasu powoli sączyłam.
            Ktoś zapukał do drzwi, a ja mruknęłam zaproszenie. W progu ujrzałam Kastiela
-Zbieraj się –powiedział.
-Niby gdzie? –Zapytałam zdziwiona.
Najpierw Ethan mnie wywiózł gdzieś w weekend, a teraz ten w środku tygodnia?
-Idziemy się przejść. Chłopaki mówią, że odkąd przyszłaś ze szkoły siedzisz tutaj.
-Wcale, że nie. Zeszłam na dół zrobić sobie herbatę –odparłam, pokazując kubek.
-Bardzo śmieszne. Daje ci dziesięć minut na zebranie się, inaczej sam cię ubiorę.
Chłopak wyszedł, a ja zeszłam z parapetu.
Nie znam go długo, ale raczej jest do tego zdolny… Tylko po chuja on się mną przejmuje? Ach…
            Stanęłam przed szafą i wyciągnęłam z niej szare rurki, czarną bokserkę i bordową bluzę na zamek. Szybko się przebrałam, poprawiłam makijaż i rozczesałam włosy. Zanim wyszłam z pokoju zabrałam telefon i zeszłam na dół. Buntownik siedział z moimi kuzynami na kanapie. Za to ciocię było słychać w kuchni.
-Jestem –powiedziałam.
-No i git. Melisa odstawię ją przed dwunastą!
On jest z ciocią na ty?!
-Okej, ale zero picia.
-Tak jest! Pa.
Ubrałam trampki, kurtkę i wyszliśmy. Czerwonowłosy od razu zapalił.
-Chcesz? –Zapytał.
-W sumie… -Mruknęłam.
-Nie dla psa kiełbasa –powiedział i schował paczkę do kieszeni.
-Jeb się na ten krzywy ryj.
-Czyżby okres?
-Nie, spierdalaj.
Kopnęłam tego debila w nogę, jednak on niewzruszony szedł dalej.
-Jednak okres.
-No kurwa mówię, że nie mam okresu!
-A mam zrobić badanie?
-W twoich snach zboku.
Uderzyłam chłopaka w głowę, a ten zakrztusił się dymem. Zaczęłam się śmiać, a Kas był wyraźnie zły.
-Ja ci dam smarkulo!
            Buntownik zaczął mnie gonić, a ja uciekać. Był coraz bliżej, a ja dalej się śmiejąc zapieprzałam ile sił na swoich krótkich nóżkach. W pewnym momencie chciałam przebiec ulicę, jednak nagle znikąd wyjechało auto. Oczywiście nie mogło wyjechać tak nagle, po prostu go nie zauważyłam. Zorientowałam się dopiero słysząc klakson i czując mocny uścisk na brzuchu. Szybko i mocno zostałam odciągnięta do tyłu. Poleciałam na kogoś, a następnie usłyszałam przekleństwo. Odwróciłam się do tyłu i usiadłam na betonie.
            To Kastiel mnie uratował. Chłopak leżał na chodniku ciężko oddychając.
-Pojebało ciebie! Japierdolę Cas! Zdurniałaś! Przecież on mógł cię przejechać! –Zaczął, krzyczeć czerwonowłosy.
-Przepraszam, ja…
-Cicho siedź. Po prostu kurwa siedź…
Gdyby nie on to naprawdę mogło się to źle skończyć…
Buntownik wstał i popatrzył na mnie groźnie.
-Wstawaj mała, dosyć odpoczynku.
-Kastiel, dziękuję.
-Nie ważne.
Spojrzałam na niego. Ruszył dalej, trzymając ręce w kieszeniach.
No tak, to przecież Kas, wielki buntownik… Duże dziecko…

Kastiel

            To auto wiedziało, kiedy wyjechać. Teraz, gdy ją uratowałem, na bank będzie moja. Najbliższa impreza skończy się na seksie z nią. Żadna mi się jeszcze nie oparła i tak zostanie. A ją po prostu muszę zaliczyć. To jej małe ciałko jest takie seksi. Normalnie mam ją ochotę pieprzyć nawet tu, na środku ulicy.
            Popatrzyłem na Cassie, która szła trochę z tyłu.
-Oj już przestań. Nie chciałem tak na ciebie krzyczeć, chodź –powiedziałem.
Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona, jednak podeszła. Objąłem ją w tali i przytuliłem.
-Ej luz, od przytulania nie zaciążysz –zaśmiałem się.
-Debil –mruknęła.
-Ale za to przystojny.
-Chciałbyś. Gdzie mnie ciągniesz?
-Do mnie.
Te jej ciemne oczka wytrzeszczyły się.
Boi się mnie? Bardzo dobrze…
-Ej luz, nie zgwałcę cię i nie zabiję. Idziemy po demona, w końcu musi wyjść na spacer.
-Pies? –Zapytała, przybierając normalny wyraz twarzy.
-Tak, owczarek francuski.
Kąciki jej ust lekko uniosły się do góry.
Jest taka słodka i niewinna. Ciekawe czy w łóżku też, bo takie mogą zaskoczyć.

Cassandra

            Czułam się głupio, że naraziłam, Kastiela, w końcu jemu też mogło się coś stać. To, że mnie uratował bardzo mnie cieszyło, ale i jednocześnie męczyło. Czułam się w pewien sposób zobowiązana.
            Czerwonowłosy otworzył drzwi swojego mieszkania, a ja weszłam zaraz za nim.
-Demon! –Krzyknął chłopak i zabrał z wieszaka smycz i kaganiec.
Chwila moment, kaganiec?! Aż tak źle?!
Zza ściany wybiegł wielki owczarek. Pies stanął naprzeciw mnie. Powoli przysunęłam swoją rękę do jego nosa, on po dokładnym jej obwąchaniu, skoczył na mnie. Jednak nie chciał mnie pożreć. Zwierzak zaczął mnie lizać i się ocierać o moje ubrania. Zaśmiałam się i przyklękłam przed wilczurem. Zaczęłam go głaskać i klepać. Spojrzałam na Kastiela, a on patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Mam coś na twarzy? –Zapytałam, nie przestając głaskać pupila.
-Nie, ale…Demon nikogo nie lubi. Wszystkich atakuje, a ty przychodzisz i cię głaszcze. Co z tobą nie tak?
Zaczęłam się śmiać z niego.
-Mnie wszystkie zwierzęta lubią –odpowiedziałam, wstając z ziemi.
-Diablica, a nie kobieta.
Kopnęłam chłopaka, a on sprzedał mi sójkę w bok. Następnie zapiął psa i wyszliśmy.
            Na dworze było chłodno. Wiatr szalał, gałęzie wyginały się na wszystkie strony. Do tego zaczęło się ściemniać. Uliczne latarnie świeciły swoim żółtym światłem, oświetlając przydzielone im odcinki. Ludzie jak zwykle gnali w pośpiechu. Chociaż tutaj nie było widać tego, aż tak bardzo jak w większych miastach. Tam wszystko było takie samo. Tutaj było trochę spokojniej, jednak dalej tłoczno. Wszyscy pędzili, każdy w swoją stronę. Jedni do domu, inni dopiero do pracy. Starsze panie dźwigały ciężkie siatki z zakupami, a mamy z dziećmi wracały z placów zabaw. Małe pociechy nie były z tego zadowolone. Młodzi ludzie szli i się śmiali. Auta jechały machinalnie. Wszystko było machinalne i takie samo codziennie. I właśnie to mnie dobijało, że nasze życie jest wiecznie monotonne. Wstawałam rano, szykowałam się, szłam do szkoły, wracałam, uczyłam się, szłam spać i tak w kółko i kółko. Miałam dość tej monotonni, jednak nie umiałam jej zapobiec. Najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam, co robić.
            Kastiel pomachał mi ręką przed oczami, a ja jakby ożyłam.
-Stało się coś? –Zapytałam.
-Jeśli będziesz taka zamyślona to znowu wpadniesz pod auto –mruknął.
-Sorki.
Weszliśmy na teren parku. Ludzi było mało. No i jak zwykle każdy gdzieś pędził. Razem z chłopakiem usiadłam na jednej ławce, a wtedy Kas spuścił Demona ze smyczy.
-Czemu jesteś taka markotna? –Zapytał buntownik, odpalając papierosa.
-A, czemu ty jesteś taki ciekawski? Nie wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?
-Ja już dawno w nim jestem skarbie. I nigdy z niego się nie wydostanę.
Zaśmiałam się lekko. Dostrzegłam, że na ustach mojego towarzysza zagościł lekki uśmiech.
-To powiesz mi, co jest przyczyną twojego smutku? –Dociekał dalej.
-Sama nie wiem. Po prostu czasami mam tak, że siadam i zastanawiam się, co jest nie tak z tym światem. Popadam w taką melancholię. To wszystko.
Kastiel chwilę analizował moje słowa, a następnie pokiwał głową.
-Znam na to radę. Nazywa się przyjaciele, a druga to wyjście z domu.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
-Nie wszystko jest takie łatwe –odparłam, wracając wzrokiem na drzewa.
-Jeśli się utrudnia, no to tak. Od dziś nie będziesz siedzieć sama. Będę przychodził codziennie i będziesz siedzieć ze mną i chłopakami.
-Niedoczekanie twoje, nie wytrzymam z wami.
-Twój problem. Nie pozwolę ci siedzieć i marnować życia. Jesteśmy młodzi i trzeba z tego korzystać. Poczuć smak życia, nie możesz być wiecznie sama.
Posłałam mu życzliwy uśmiech.
-A teraz cię odprowadzę, bo Melissa mnie zabije.
-Właśnie! Od kiedy ty jesteś z moją ciocią, an ty? Czyżbyś gustował też w starszych?
Wstaliśmy z ławki, a buntownik zawołał Demona.
-Niekoniecznie. Gustuje w młodych, czarnowłosych kuzynkach moich przyjaciół.
-Szkoda tylko, że one nie gustują w tobie.
-Osz ty!
Czerwonowłosy zaczął mnie łaskotać, a ja śmiałam się jak opętana. Nie mogłam złapać oddechu. W pewnym momencie potknęłam się o coś i ciągnąć za sobą chłopaka upadłam. Kas przestał mnie łaskotać, a ja jęknęłam z bólu.
-Coś ci się stało? –Zapytał dureń.
-Tak, dupa mnie boli.
-No to było w nocy ostro.
-Jak cię kiedyś pierdolnę za te głupoty!
-Pierdol mnie ile chcesz, tobie mogę się dać.
Lekko się zarumieniłam, jednak zaraz uderzyłam chłopaka w ramię. Ruda małpa zwisała nade mną, a ja nie miałam możliwości ucieczki.
-Idźmy do domu, bo mi zimno –skłamałam.
Kastiel pomógł mi wstać i razem ruszyliśmy do domu cioci.
Kolejna krępująca sytuacja… On działa na mnie jak magnes… Ciekawe tylko, co jeszcze przyciąga oprócz mnie…

~~~~
I oto kolejny rozdział ^^ 
Trzymajcie kciuki, żeby było tak dalej <3


poniedziałek, 2 stycznia 2017

Ogłoszenie

Hej kociaki ^^
Czas na nowo rozkręcić bloga, bo teraz nie mam zamiaru was zostawiać
Pomimo, że jest dużo nauki i egzamin to dam radę :)
Muszę dla was :*
Przez ten cały czas, gdy nie pisałam było mi źle,
źle że zostawiłam was, a wy pokładaliście we mnie wielkie nadzieje.
Ale już mniejsza z tym, postaram się pisać dość często.
No niestety nie da rady chyba pisać rozdział na tydzień, ale się postaram. 
Jednak nie będzie też tak, że posty będą raz na miesiąc.
Dobra, przejdę do sedna >.<
Pomyślałam, że można znowu by coś wykombinować, coś co nie będzie rozdziałem ^^
Dlatego wpadłam na kilka pomysłów i chcę żebyście wyrazili swoje zdanie
No bo chyba nie będzie miało sensu pisać te rzeczy, gdy wam nie będą się podobać xD
Ale przechodząc do tych pomysłów:

1. Posty bohaterów
Pojawiały by się może nawet i dość często, bo jakoś nie są trudne do pisania.
Bohaterowie z naszych opowiadań pisali by dla was jakieś krótkie notki
ze śmiesznymi rozmowami i zdarzeniami.

2. Wywiady z bohaterami
Zadawalibyście pytania do bohaterów opowiadań, a oni by wam odpowiadali ;)

3. Wasze krótkie opowiadania
Moglibyście podsyłać mi jakieś opowiadania, a jeśli spodobały by mi się to dodałabym na bloga z linkiem do waszego bloga, konta na wattpadzie, czy cokolwiek. Myślę, że byłaby to przyjemna odskocznia, a jednocześnie miły gest i pomoc 

4. Coś o mnie?
Może chcielibyście wiedzieć co o mnie? Moglibyście zadawać mi jakieś pytania, czy coś, a ja bym szczerze opowiadała. Ewentualnie mogłabym zrobić drugiego bloga bardziej o mnie.

Przemyślcie wszystko i napiszcie komentarze, a ja zrobię ankietę ;)
Będzie można wybrać kilka odpowiedzi 
Bardzo ważne jest dla mnie wasze zdanie, więc proszę o szczerą ocenę
No to tyle, do następnej notki :*

niedziela, 1 stycznia 2017

Kastiel x Alice

Rozdział XV


"Nieproszony gość"


Alice  

          Pomimo zerowych chęci do życia poszłam na lekcję. Przybrałam sztuczny uśmiech i było okej.
Może nikt się nie zorientuje? Miejmy nadzieję...
Na biologii siedziałam z Rozalią. Dziewczyna nie odzywała się do mnie jakoś bardzo. Na pewno chciała dać mi czas na ochłonięcie. Pomimo swojego charakteru, umiała być też cicho i dać czas na przemyślenie.
            Po lekcji zaczepiła mnie Sara.
-Jak się trzymasz? -zapytała.
-Już ochłonęłam- odparłam.
-Ściemniać to MY,  nie NAS. Przecież widzę.
-Maaatko! Czy ty mnie musisz tak dobrze znać? -Jęknęłam.
-Nie moja wina. Zróbmy tak. Przyjdę dziś do Ciebie i o tym pogadamy. Lepiej, żeby Kas nie wiedział o uczuciach Zeke'a.
-Masz rację.
            Rozbrzmiał donośny dźwięk dzwonka szkolnego, pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam na fizykę. Usiadłam do ostatniej ławki i czekałam aż męka się skończy. Gdy tylko nauczyciel wszedł zarządził pytanie. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się wrednie.
Zajebiście!
Dla zasady przejechał palcem po numerach w dzienniku i gdy zatrzymał się, do klasy wszedł Nataniel.
-Dzień dobry. Mogę prosić Alice?
-Em...Tak oczywiście- powiedział nauczyciel.
Uśmiechnęłam się triumfalnie i wyszłam z blondynem.
-O co chodzi?- Zapytałam.
-Twój wujek przyjechał i mówi, że musi z tobą pilnie porozmawiać. Czeka w przedsionku.
-Okej, dzięki Nataniel.
Gospodarz wszedł do swojego pokoju, a ja ruszyłam do wejścia szkolnego.
            Gdy tylko otworzyłam drzwi i zobaczyłam, kto za nimi stoi, miałam ochotę uciec. Moje nogi zrobiły się jak z waty, a oddech przyśpieszył. W przedsionku wcale nie stał żaden z moich wujków. Tylko wysoki chłopak z czarnymi jak smoła włosami i niebieskimi oczami. Ubrany był jak zwykle w czarne rurki z łańcuchami po bokach, glany i skurzaną kurtkę. Jego malinową wargę zdobił kolczyk.
-Co ty tu do cholery robisz? -zapytałam.
-Oj, Alice nie udawaj głupiej. Przecież widzisz, że stoję -powiedział, uśmiechając się kpiącuo.
W tamtej chwili miałam ochotę uderzyć go w te wargi i zetrzeć my głupi uśmiech z twarzy.
-Mów, po co tu przyjechałeś?!
Chłopak zbliżył się do mnie, a ja odsunęłam się.
-A po co mógłbym przyjechać? To chyba oczywiste, że po was.
-Nie jesteśmy rzeczą! Nigdy nas nie dostaniesz sukinsynie!
-Licz się ze słowami. Nacieszcie się życiem póki możecie, bo niedługo znowu będziecie na moje rozkazy.
-Śnij dalej.
-Zobaczymy skarbie. Ostrzerz Sare. Pamiętaj, że ja mam ludzi wszędzie.
-Zostaw nas w końcu w spokoju.
Chłopak złapał mój podbródek i zadarł go do góry.
-Nie ma mowy. Takiego towaru nigdy nie zostawię. Macie szczęście, że was ostrzegłem. Tu masz mój numer złotko, w razie gdybyś się zdecydował wcześniej niż, gdy po was przyjdę.
Czarnowłosy wyszedł, a ja jeszcze chwilę stałam w przedsionku.
Błagam, żeby to był sen...
            Jednak to nie był sen. To wszystko działo się naprawdę i to mnie najbardziej przerażało. Przeszłość goniła mnie. Zawsze prędzej, czy później dopadała mnie w swoje szpony.
Nie mogę narazić Sary...Ona tyle przeszła...
Z wielkim trudem wróciłam na lekcję. Usiadłam do swojej ławki i udawałam, że wszystko jest dobrze.
...
            Gdy tylko przyszłam do domu, od razu poszłam do swojego pokoju. Włączyłam wierzę i położyłam się na łóżko.
Myślałam, że jak się wyprowadzę to moje problemy znikną... Jestem tak naiwna...
Mój spokój nie trwał długo. Drzwi pokoju otworzyły się zamaszyście, a ja spojrzałam na próg. Stała w nim Sara, uśmiechnięta od ucha do ucha.
-Zbieraj się. Wszyscy zbieramy się u Kasa i chlejemy! -zarządziła.
-Wy wiecie, że jutro mamy szkołę? -zapytałam wstając z łóżka.
-Przesadzasz, wszystko będzie dobrze. Popraw się i ruszamy na chlanie!
-Jaką ty entuzjastyczna jesteś, gdy będzie się pić- zaśmiałam się.
-Nie pierdol tylko się zbieraj.
Jęknęłam głośno i poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż i nałożyłm nowy, lżejszy. Włoży rozczesałam i splotłam w lekkiego warkocza.
-Gotowa? -zapytała niebiskowłosa, siedząca na moim łóżku.
Psiknęłam się perfumami i skinęłam głową. Ubrałam się i poszłam z dziewczyną do jej domu.
            Od progu słychać było głośne rozmowy i śmiechy.
-Zaczęli bez nas- zaśmiałam się, ściągając kurtkę.
-Cześć kicia- usłyszałam znany głos.
Odwróciłam się przodem do czerwonowłosego.
-Cześć- powiedziałam, uśmiechając się.
Chłopak pocałował mnie. Bez wachania oddałam pieszczotę. Licealista przeniósł swoje ręce na mój tyłek, a ja zamruczałam w jego usta.
-Tylko się tu nie rżnijcie!
Oderwałam się od rudej małpy i spojrzałam w bok.
-Ash'i! -pisnęłam i podbiegłam do białowłosego.
Ash rozłożył ręce, a ja wskoczyłam na niego i oplotłam go nogami.
-Alex w ogóle Cię nie karmi, schudłaś- powiedział chłopak, niosąc mnie do salonu.
Przyjaciel rzucił mnie na łóżko, a ja śmiałam się jak opętana.
-Witaj księżniczko -przywitał mnie Rafał.
-Rafcio!
Rzuciłam się chłopakowi na szyję, a on jedną ręką uniósł mnie do góry.
-Ash'i ma rację, zmizerniałaś -mruknął odstawiając mnie.
-Ale luz dziś przytyjesz-powiedział Zeke.
Zaśmiałam się i ogarnęłam wzrokiem chłopaków.
-Tęskniłam- powiedziałam i przytuliłam całą trójkę.
-Dość tulasów! Chlejemy! -krzyknął Alex.
-Zjebałeś zjebie! -walnęłam go w głowę.
            Zeke zajął się muzyką, Roza szklankami, Ash i Rafa przynieśli przekąski z auta, a ja z Kasem poszłam do garażu po alkohol.
-Masz z nimi naprawdę dobry kontakt -powiedział czerwonowłosy. -Wiesz, przez te wszystkie lata byłam z nimi. Są dla mnie jak bracia- odparłam, biorąc piwa.
Gdy wróciliśmy do salonu wszystko było gotowe. Muza, przekąski i reszta.
-No to zapowiada się długo wyczekiwany wieczór- powiedział Alex, udając, że wznosi toast. - Nareszcie wszyscy jesteśmy razem.
Spojrzałam na wszystkich i uśmiechnęłam się.
Alex ma rację. Jesteśmy jak rodzina, nie pozwolę ich skrzywdzić, a już zwłaszcza Sary...

~~~
Tak, więc jestem misiaki ;*
Ten rozdział wyszedł mi strasznie krótki, ale pisałam go na szybko, żeby pokazać wam, że wracam z wielkim wejściem, ponieważ zaczynam kontynuować "Kas x Alice " ^^
Mam nadzieję, że niespodzianka mi wyszła ;)
Rozsyłajcie linki do bloga i polecajcie innym, jeśli się wam podoba ;*
Do następnej notki ;*


Zagubiona V

Rozdział V


"Niespodzianka słodka..."

Cassandra

Uwielbiałam piątki. Były w nie zazwyczaj luźne lekcje, więc nie wracałam zmęczona do domu. W ten dzień zazwyczaj wyłączałam się z lekcji. Ale te czasy najwidoczniej miały się skończyć w Słodkim Amorisie. Był to mój pierwszy piątek tam. Miałam siedem lekcji i ani trochę nie były one łatwe. Chemia, fizyka, biologia, dwie matematyki, historia i jedyna luźna, godzina wychowawcza. Po męczącym dniu, weszłam do tej przeklętej sali od historii i usiadłam w swojej ławce.
Błagam niech to szybko minie. Chcę do łóżeczka...
            Zmęczona usiadłam do tej przeklętej ławki.
-Ktoś tu ma chujowy dzień? –usłyszałam szept przy moim uchu.
-Kastiel spierdalaj - warknęłam.
Ruda małpa zaśmiała się, a mnie aż ręka zaświerzbiła. Kas bez pytania usiadł obok mnie.
-Czy ty nie rozumiesz słowa "spierdalaj" ?- zapytałam retorycznie.
-Rozumiem, ale nie z twoich ust słodziutka.
-Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, a oberwiesz i to dość konkretnie.
-Bo ty mi coś zrobisz.
-A żebyś kurwa wiedział.
-No ciekawe co.
-Skoro tak bardzo cię to obchodzi, to wyrwę ci nerki przez odbyt i wsadzę do gardła. Oczy wydłubię plastikową łyżeczką i wsadzę do słoika. Zęby powybijam i zrobię sobie naszyjnik. Te twoje czerwone kudły obetnę i zrobię sobie rękawiczki. Paliczki powyłamuje i zrobię sobie z nich kubki. Serce wytnę i wbiję gwoździem w ścianę. Płuca wyrwę i zrobię z nich miski. Jelita wyciągnę przez twoją kościstą dupę i zrobię z nich łańcuszki. Jądra wytnę i wsadzę do słoika, a twojego małego chuja obetnę przy samej dupie i dam do muzeum jako najmniejszego chuja na świecie! A mózg bym wydłubała, ale go nie masz zjebie niemyty!
Pod koniec już tylko krzyczała.
-Panno Price! Natychmiast do dyrektora!
            Spojrzałam zaskoczona na początek sali. Przy tablicy stał pan Frazowski, nasz wychowawca. Jego twarz była cała czerwona ze złości. Chwyciłam torbę i obdarzyłam Kastiela wkurwionym spojrzeniem. Czerwonowłosy tłumił śmiech.
-Zajebię cię -wyszeptałam.
-Panno Price...
-Słyszałam!
Zdenerwowana na maksa wyszłam z sali.
Ten matoł zepsuł mi cały dzień! A kilka dni temu, po tym prawie pocałunku myślałam, że mogę coś do niego czuć. Niedorzeczność...

Ethan

            Wsiadłem z Cassie do auta.
-Co ci przyszło do głowy, żeby drzeć się na niego na lekcji? -zaśmiałem się, odpalając silnik.
-O matko, Ethan! Nie usłyszałam dzwonka, a Kas tak mnie wkurzył, że się uniosłam.
-Masz szczęście, że jeszcze nie pojechałem.
Czarnowłosa uśmiechnęła się lekko. Widać było, że złość troszkę jej przeszła.
-Ale w sumie to dobrze, bo będziemy mogli wcześniej jechać.
-Yhym, mam dość tego dnia.
-Jak tylko przyjedziemy do się pakujesz.
-Co?! Ciocia mnie już nie chce?!
-Nie! Coś ty!
Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
Nawet gdyby nie chciała, to nie pozwoliłbym ci odejść...
-Zabiorę cię gdzieś na weekend.
-Ethan -jęknęłam.- Wiesz, że nie lubię niespodzianek.
-Sorki mała, musisz wytrzymać.
            Cassie próbowała wydobyć ze mnie informacje gdzie dokładnie ją zabieram, jednak ja nie pisnąłem ani słowa. Było to dla mnie wyczynem, ponieważ jej urok osobisty zawsze na mnie działał. Nie potrafiłem odmówić tak kochanej istocie.

Cassandra

            Po przyjeździe do domu Ethan od razu kazał mi się spakować. Bez zbędnych pytań i narzekań zrobiłam to co chciał. Powiedział, że zabiera mnie na dwa dni, dlatego wzięłam tylko dwie bluzki, spodnie, coś do spania i kosmetyczkę.
-Gotowa -powiedziałam stając przed nim w przedpokoju.
-Maleńka, rozchmurz się.
Kuzyn uśmiechnął się do mnie ciepło. Tak bardzo kochałam ten uśmiech. Był taki wyjątkowy i piękny. Uwielbiałam na niego patrzeć. Ta mała rzecz, była dla mnie wspaniała i zawsze odwzajemniałam ten gest. Tak było i tym razem. Uśmiechnęłam się do kuzyna i pokręciłam głową.
-Byłabym bardziej zadowolona, gdybyś powiedział mi gdzie jedziemy -powiedziałam, ubierając buty.
-Nie ma tak łatwo.
Ethan cmoknął ustami, a ja zaśmiałam się i zrobiłam tak samo.
Po pięciu minutach byliśmy już w aucie.
-Ethan, a możemy podjechać gdzieś i coś zjeść? Jestem głodna jak wilk- jęknęłam.
-Jasne, chińszczyzna? Sushi? Pizza? Mac? -zaczął wymieniać, a ja się śmiałam.
-Chińszczyzna! -krzyknęłam uradowana.
-To kierunek makaron i kurczak!
...

Po zjedzeniu ruszyliśmy w.dalszą podróż. Próbowałam wyciągnąć coś od Ethan'a, ale on był dalej nie ugięty. W końcu zrezygnowałam. Uznałam, że wytrzymam i tyle. Byłam tak senna, że w końcu, nie wiedzieć kiedy, zasnęłam.
Ethan

            Gdy Cassie zasnęła odetchnąłem z ulgą. Miałem pewność, że nie będzie o nic pytała. Spojrzałem na śpiąca dziewczynę i uśmiechnąłem się lekko. Stanąłem na poboczu i poszedłem otworzyć bagażnik. Nie geniusze, nie chciałem jej tam wsadzić. Wyciągnąłem koc i wróciłem na swoje miejsce.
-Śpij spokojnie maleńka- wyszeptałem, okrywając czarnowłosą.
Dałem jej buziaka w czoło i wróciłem do kierowania autem.

Cassandra

            Obudził mnie dotyk i delikatny głos. Po chwili, gdy moje zmysły się wyostrzyły, zdałam sobie sprawę, że to Ethan budził mnie.
-Już jesteśmy? -zapytałam, a właściwie ziewnęłam.
-Tak śpiochu- zaśmiał się mój kuzyn. -Spadaj szoferze.
-Dobra, luzuj majty i chodź.
Brunet zakrył mi oczy ręką.
-Durne te twoje niespodzianki- mrugnęłam.
-Zawsze jak ktoś Cię obudzi, jesteś gburem.
-Nie moja wina.
-Dobra dosyć. Podziwiaj.
            Chłopak zabrał rękę, a moim oczom ukazał się mały, ale urokliwy domek. Miał kremowe ściany. Chodnik był wyłożony kostką. Gdzie nie gdzie były małe drzewka i niskie lampki. Po lewej stronie był basen, w tamtej chwili zakryty. Do wejścia prowadziły schodki, a po lewej stronie domu był garaż.
-Nie rozumiem, po co mnie tu zabrałeś? -zwróciłam się do kuzyna.
-Twoi rodzice przepisali ci ten dom w testamencie.
-Ale przecież...
-Wiem. Twoi rodzice mieli jeszcze drugi testament. Odczytywany był ten mamy, tato w swoim przepisał ci ten domek.
            Nie wiedziałam co powiedzieć. Wspomnienia wróciły do mnie falą. Przypomniałam sobie jak siedziałam z rodziną i słuchałam jak odczytywano testament. Po moim policzku spłynęła łza, a za nią kolejna i kolejna. Ethan przytulił mnie mocno.
-Spokojnie maleńka- wyszeptał.
-Oni...Byli tacy wspaniali.
-Już, ciii...
            Gdy trochę się uspokoiłam brunet zaproponował obejrzenie domu w środku. Po prawej stronie znajdował się duży salon, kawałek dalej była kuchnia, łazienka i schody na górę, a tam dwie sypialnie, z czego jedna z tarasem.
-Jest piękny, wystarczy go odnowić -powiedziałam.
-Myślę, że z pieniędzy jakie zostawił ci tato da radę to zrobić.
-Żartujesz? Zostawił mi jeszcze jakieś pieniądze?
-Nie żartuje, to druga niespodzianka.
-Oni naprawdę byli wspaniali... Chciałabym być tu z nimi. Ten dom i pieniądze oddałabym za nich.
-Na pewno są z Ciebie dumni. I trzymają za ciebie kciuki.
Uśmiechnęłam się do kuzyna. Cieszyłam sie, że go mam. Gdyby nie on, już dawno bym się poddała.

Ethan

            W domu było sporo sprzątania, jednak nie zraziło to Cassie. Oboje wzięliśmy się za sprzątanie. Na pierwszy ogień poszła sypialnia, bo w końcu na czymś musieliśmy spać, później ogarnęliśmy kuchnię I razem zrobiliśmy kolację. Natomiast na wieczór włączyliśmy film.