czwartek, 14 maja 2015

Księżniczka Luna 17

Rozdział 17

Kastiel

Nareszcie mogłem znowu ją pocałować. Wiem, że tego chciała. Od razu odwróciła wzrok i się zarumieniła. Nie pozwolę żeby zabrał mi ją Lysander. Nie ma mowy! Nie wiem co on ma zamiar zrobić, ale będę lepszy. Kocham Rose...
-Dobrze moi drodzy! -Z zamyśleń wyrwał mnie głos nauczycielki od biologii.- W ramach pracy dostaniecie króliki, a waszym zadaniem będzie opieka nad nimi Pracować będziecie w dobranych przeze mnie dwójkach. macie być jego rodzicami.
-A co to ma do biologii? -Zapytał Alexy.
-Zupełnie nic, ale dyrektorka dostała te króliki w ramach jakiegoś projektu. Dzięki niemu macie się nauczyć wychowania czy coś -odpowiedziała nauczycielka. -W takim razie Violetta będzie z Alexym, Nataniel z Melanią, Lysander z Klementyną, Rose z Kastielem, Kentin z...
O to Lysiu będzie zły! 
Rose uśmiechnęła się do mnie blado. Pani dała mi klatkę z królikiem, a następnie rozbrzmiał dzwonek.
-Super będę chodził jak idiota z klatką królika -warknąłem wychodząc z klasy.
-Nie narzekaj -odpowiedziała dziewczyna.
-Ciekawe gdzie go dam w domu. Demon go od razu zje.
-To królik będzie u mnie. Nie stękaj tak -powiedziała.
-Jeb*** nauczyciele niech sobie w dupę wsadzą tego pier******** królika! -Warknąłem po szwedzku aby nikt mnie nie zrozumiał.
-Mówiłam nie dramatyzuj -odpowiedziała Rose.
Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na białą kulkę futra.
Może nawet go/ją polubię...

Rose

Po powrocie do domu odstawiłam klatkę na szafkę w pokoju.
-Co to ma być?! -Wybuchł Daniel.
-Królik. Ślepy jesteś? -Zapytałam zdejmują bluzę.
-Co on tu robi?!
-Stoi. Dobrze się czujesz? -Zapytałam.
Kochałam go denerwować. To było moje ulubione hobby.
-Nie denerwuj mnie -odparł.
-Dobra, dobra. Wyluzuj. Dali nam je w szkole. Mamy się nimi w parach opiekować i być ich rodzicami. Tydzień i królika nie będzie -powiedziałam kładąc się na łóżku.
-Mniejsza z tą kupą futra...
-To królik!
-Mniejsza o to. Dzwonił Denis...
-O kuchnia miałam do niego zadzwonić! -Wykrzyknęłam i chwyciłam komórkę wybierając jego numer.
Daniel westchnął ciężko. Nienawidził gdy mu przerywałam, ale cóż...Taka moja natura.
-To też...Denis chciał się spytać czy nie zaśpiewasz na urodzinach jego koleżanki -dokończył brat.
Kiwnęłam głową i wyszłam na balkon.
-Tak? -Usłyszałam głos Denisa.
-Hej! Sorki, że nie dzwoniła, ale zapomniałam. W każdym razie Daniel mówił, że chciałeś abym gdzieś zaśpiewała -powiedziałam opierając się o barierkę.
-Em...Tak! Koleżanka ma urodziny. Kocha Lunę i chciałem zrobić jej przyjemność -powiedział.
-A nie możesz ty jej coś zaśpiewać? -Zapytałam.
-Ona nie wiem, że śpiewam... Wiesz w szkole mam zawsze soczewki. A na występach peruki -powiedział.
-Rozumiem. Em...Dobra zaśpiewam. Kiedy to? -Zapytałam.
-Za dwa dni -odpowiedział.
-Spoko, da radę -odpowiedziałam. -Preferencje do piosenki?
-Hm..."Ignite" i coś wymyślcie -odparł. -Jeszcze raz dzięki, a teraz sorki jestem umówiony. Pa.
-Pa.
Oparłam się lekko o barierkę.
Ah...Jak dawno nie śpiewałam tej piosenki... Napisałam ją gdy jeszcze strzelałam. Hm...Może być zabawnie.
-Daniel! -Wydarłam się wchodząc do domu. -Zwołuj chłopaków, za dwa dni mamy mały występ!
 ...

Odchyliłam mikrofon on moich ust i odetchnęłam głęboko.
-Świetna próba chłopcy!- Pochwaliłam ich.
Naprawdę doskonale wyszła nam próba, następnego dnia mieliśmy grać u tej koleżanki Denisa. Zastanawiałam się czy jest to TYLKO koleżanka. Jednak szybko odgoniłam tę myśl, tłumacząc sobie, że to nie moja sprawa. Chłopcy uśmiechnęli się i podziękowali.
-Mogę zobaczyć się z królikiem? -Zapytał Kas.
-O ile mi wiadomo to nie masz zakazu sądowego na spotkania z "synem" -odparłam żartując.
Chłopak zaśmiał się i zmierzwił mi włosy.
-Jak tak będziesz mi dokuczał to wniosę do sądu o rozwód- odparłam.
Kas zaśmiał się i rozłożył ręce w geście obronnym.
-Przepraszam moja kochana żonko, wynagrodzę ci to dzisiaj- wyszeptał mi chłopak.
Od razu zrobiłam się czerwona i lekko odsunęłam go od siebie.
-Dobra, dość żartów -przerwał nam Lys.-Ktoś widział mój notatnik?
-Znowu?!-Wykrzyknęłam podnosząc ręce do góry.
Za często się mu to zdarza.
Uśmiechnęłam się i wbiegłam do salonu, gdzie białowłosy zostawił swój notatnik, a następnie oddałam mu go.
-Dzięki co ja bym bez Ciebie zrobił- odparł chłopak z uśmiechem.
-Nie miałbyś piosenek- odpowiedziałam.
Chłopak uśmiechnął się i wyszedł.
-A teraz zapraszam Pana do syna- powiedziałam do Kasa wchodząc po schodach. -To ty pogadaj z synem. Ostatnio źle przechodzi naszą separację, a ja lecę zrobić coś do jedzenia.
-Nawet nie wiesz jak Cię kocham żonko -powiedział Kas.
Ze śmiechem weszłam do kuchni. Szybko wzięłam spaghetti z lodówki i odgrzałam. Nalałam coli do szklanek i z tacą poszłam na górę.
-Mężu przyniosłam obiad- oznajmiłam stawiając tackę na biurku.
-Dziękuję jesteś taka kochana- odparł Kas biorąc talerz.
-Rozmawiałeś z synem? -Zapytałam gdy zjedliśmy.
-Tak. Otóż on naprawdę cierpi, że rodzice nie są razem i chciałby żebyśmy byli prawdziwą rodziną -powiedział poważnie. -Zresztą ja też bym tego chciał.
-Kas...-Zaczęłam, ale nie było dane mi skończyć.
Chłopak wywrócił mnie na łóżko,a swoje ręce trzymał przy mojej talii. Znajdował się tak niebezpiecznie blisko. Jednak mimo tego nie wstydziłam się. Miałam wręcz uczucie, że tak ma być.
-Kocham cię Rose -wyszeptał Kas.
-Ale ja...
-Wiem, nie umiesz wybrać. Będę czekać. A co do nagrania...
-Wierzę ci -powiedziałam.
Widziałam w jego oczach, że to co wtedy mówił było prawdą. Czerwonowłosy uśmiechnął się lekko.
-Kocham cię moja żono -powiedział i mnie pocałował.
Nie odpychałam go. Objęłam go i przyciągnęłam bliżej. Kochałam ten przyjemny dreszcz jaki przechodził moje ciało. Po chwili Kastiel lekko się odsunął.
-Wiesz co? Może uczynimy królika szczęśliwym i zostanę na jedną noc? -Zapytał Kastiel.
-Niech ci będzie, ale śpisz w pokoju gościnnym -odparłam.
-Nie sądzę -powiedział Kas i wpił się w moje usta.
On jest niemożliwy...
Kas usadził mnie na swoich kolanach, a ręce położył na mojej talii. Zszedł z pocałunkami na szyję, a ją lekko odchyliłam aby mu to ułatwić.
-Kocham cię Rose -wyszeptał Kastiel.
-Ja ciebie też.
Zamknęłam oczy, a Kas po chwili powrócił do pieszczenia moich ust. Tak bardzo to lubiłam, nie umiałam się temu oprzeć. To było takie wspaniałe uczucie.

Kastiel

Obudził mnie głos Rose;
-Kastiel wstawaj! Trzeba się ubrać! 
Udawałem, że nadal śpię, a kiedy schyliła się aby krzyknąć mi do ucha, objąłem ją w talii i przytoczyłem tak, że znajdowała się pode mną. 
-A to za wygonienie mnie do gościnnego -powiedziałem i ją pocałowałem. 
Rose była bardzo zdziwiona, ale oddała mój pocałunek. 
-Kocham Cię maleńka- wyszeptałem jej do ucha.
-Ja Ciebie też, a teraz idziemy się szykować- odpowiedziała dziewczyna i wyswobodziła się z mojego uścisku.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że Rose jest w piżamie. Miała czarne, krótkie spodenki i top.
-Masz prawo pokazywać się tak tylko mi- wyszeptałem jej do ucha, obejmując ją od tyłu w talii.
Pocałowałem ją w szyję i puściłem aby mogła pójść się przebrać. Dziewczyna wydukała, że mam ciuchy na krześle i wybiegła z pokoju jak poparzona. Zaśmiałem się i spojrzałem na wcześniej wskazane mi miejsce.
Jak ja kocham tą dziewczynę...

Rose

Wybiegłam z tego pokoju cała czerwona. Odparłam się o drzwi i zjechałam po nich i przymknęłam oczy 
Czemu serce mi tak wali? Jak ja go kocham... Nie powinnam się z nim całować, ale nie umiem się oprzeć. 
Odetchnęłam głęboko i pomyślałam, że pójdę wziąć prysznic żeby trochę ochłonąć i w ogóle. 

...

Owinęłam ręcznikiem ciało, a włosy które zdążyłam wysuszyć spięłam. 
Teraz trzeba wybrać jakieś ciuchy...
Weszłam do pokoju i podeszłam do drzwi garderoby.
-Żonko gotowa?-Usłyszałam głos Kasa.
Chłopak wszedł do pokoju,a ja zalałam się czerwienią.
-Kas wyjdź!-Pisnęłam.
-Nie mam zamiaru kochanie- odpowiedział. 
Szybko nim Kas zdążył do mnie podejść schowałam się w garderobie.
 -Boisz się mnie? -Zapytał Kas.
Spodziewałam się pukania w drzwi, a nie takiego pytania.
-Nie, nie boję się- odpowiedziałam. 
-To wpuść mnie nic ci nie zrobię- powiedział cicho.
Jego głos był taki kojący. Poddałam się i otworzyłam drzwi.
-Boisz się mnie? -Zapytał Kas.
-Nie, to znaczy...
-Boisz się, że coś ci zrobię? -Zapytał.
Trafił w samo sedno. Sama nie wiem czemu myślałam, że mógłby mi coś zrobić. Takie dziwne uczucie i lęk gdzieś w środku. Nagle Kas przytulił mnie co było dla mnie szokiem.
-Proszę nie bój się mnie. Nigdy nie zrobiłbym nic wbrew twojej woli -wyszeptał.
-Przepraszam -odparłam.
Kas odchylił się i mnie pocałował.
-Przebieraj się mała, niedługo trzeba iść -powiedział i otworzył drzwi. Gdy już myślałam, że wychodzi odwrócił głowę.- Jeszcze jedno...To, że często mówię takie rzeczy nie oznacz, że bym to zrobił wbrew twojej woli. Mówię to żeby cię zdenerwować. Kiedy masz rumieniec wyglądasz jeszcze bardziej pociągająco.
Od razu zalałam się nową falą szkarłatu, a chłopak ze śmiechem wyszedł. Dla pewności i bezpieczeństwa zamknęłam drzwi, a później zaczęłam myśleć o doborze stroju.  W końcu wybrałam sukienkę z czarnym dołem, miedzianym paskiem i niebieską górą. Dobrałam dodatki i wzięłam nową perukę.
Muszę co jakiś czas je zmieniać...
Szybko ubrałam ciuchy i wyszłam z pokoju.
Z kuchni dobiegał wspaniały zapach świeżo zaparzonej kawy i naleśników. Weszłam do pomieszczenia rozkoszując się wspaniałymi zapachami. Mruknęłam przeciągle i popatrzyłam na sprawcę. Zdziwienie od razu zagościło na moje twarz. To wszystko zrobił Kastiel, nie kto inny, a Kastiel!
-Ty umiesz gotować?! -Wybuchnęłam.
Nim chłopak zdążył odpowiedzieć zaniosłam się śmiechem.
-I co się śmiejesz idiotko? -Zapytał.
Kiedy trzeba to umie się przymilić.
-Nie myślałam, że umiesz gotować ciemna maso -odpowiedziałam.
-Dobra siadaj i jedz -powiedział kładąc talerz i kubek na stole.
-Ej! Daniel! Kastiel zrobił żarcie! -Krzyknęłam.
-Papu! -Odkrzyknął mężczyzna i trzasnął drzwiami.
W ciągu dwóch sekund znalazł się w kuchni.
-Dzięki kotek -powiedział i dał Kastielowi buziaka w policzek.
Wyplułam kawę na podłogę i zaczęłam się śmiać. Kastiel zrobił się czerwony ze złości i uderzył Daniela.
-P*********** dom! K****** idzie dostać z takimi p*********** ludźmi! P******* jesteście! Idźcie się k**** leczyć bo naprawdę k****** można dostać! P********! -Wykrzyknął Kas.
Zaczęłam się śmiać jeszcze głośniej, a Daniel przyłączył się do mnie.
-I co k**** się chichracie?! -Zapytał wkurzony chłopak.
Na chwilę przestałam się śmiać, podeszłam i dałam mu buziaka w policzek.
-Już się uspokój -powiedziałam i zabrałam szmatkę w celu wytarcia plamy kawy z podłogi, a następnie wróciłam do konsumpcji śniadania.
-Mmm...Pycha -powiedziałam razem z Danielem.
-To wy jeźdźcie, a ja idę nakarmić synka -powiedział czerwony i puścił mi oczko.
-Ładnie ci tak -powiedział Daniel. -Zadzwonię po chłopaków żeby byli za godzinę.
-A ja po Denisa -powiedziałam wkładając talerz do zmywarki.
Szybko pobiegłam na górę i otworzyłam drzwi pokoju. Kastiel w najlepsze oglądał moja bieliznę.
-Ty zboczeńcu! -Wydarłam się i podbiegłam do niego cala czerwona.
-Muszę chyba zadzwonić po Rozę żeby zabrała cię na zakupy -powiedział ze swoim cwanym uśmieszkiem.
-W********** z mojego pokoju bo tak ci w********, że k***** cie zabiję ty c****! -Wykrzyknęłam.
Chłopaka zamurowało, jednak po chwili dodał:
-Damie tak nie przystoi.
-C*** mnie to obchodzi s******** -powiedziałam wyrywając mu mój biustonosz.
Chłopak powoli wstał i wyszedł.
Co za imbecyl!
Chwyciłam telefon do ręki i wybrałam numer Denisa.
-Hej o której mamy być? -Zapytałam gdy chłopak odebrał.
-Będę po was za półtorej godziny -odparł chłopak.
-To do zobaczenia -powiedziałam i się rozłączyłam.
Westchnęłam głośno i zaczęłam składać bieliznę.
Jaki z niego idiota! Za to bardzo słodki... Ah...Rosalio Angelino Angel!








środa, 6 maja 2015

Podziękowania

Bardzo dziękuję za ponad 2000 wyświetleń.
Szczerze mówiąc na żadnym blogu nie miałam tyle wyświetleń ;)
Dzięki jeszcze raz jesteście kochani :*

piątek, 1 maja 2015

Moi mili

Moi mili, a o to mój kolejny blog. Mam nadzieję, że wam się spodoba ;) //klik//

Księżniczka Luna 16

Rozdział 16

Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, zrobić czy nawet pomyśleć, Lysander lekko zdjął mnie z siebie i ruszył szybkim krokiem do wyjścia.
-Lys to nie tak jak myślisz! -Próbowałam go zatrzymać szybko wstając.
Jednak nic to nie dało, Lys mega zły wyszedł z mojego domu i podbiegł do Kasa, próbowałam go powstrzymać, ale co ja mogłam zrobić? Krzyczałam, ale nie pomagało. 
Lysander uderzył Kasa w twarz z pięści. Ten się zatoczył i po chwili oddał. Szybko zawołałam Daniela, aby ten po chwili rozdzielił chłopców.
-O co tu kur** chodzi?-Zapytał zły Daniel gdy opatrywałam chłopców.
Momentalnie spuściłam głowę na dół. I gdy już miałam zacząć coś mówić, wyręczył mnie Lys:
-Rose jest moją dziewczyną, a Kas nie ma prawa jej tknąć.
-Nie jest twoją własnością -odparł zły Kas.
Posłałam obu chłopcom groźne spojrzenie aby się uspokoili.
-Rose wytłumaczysz mi o co chodzi? -Zapytał Daniel.
-Też chciał bym odpowiedzi na kilka pytań -dodał Kas.
-Ja również się skuszę-zakończył Lysander.
Jęknęłam głośno i opadłam na kanapę. -Czemu Kas przychodzi i drze się pod oknem? -Zapytał Daniel bez ogródek.
-Boże, od czego zacząć -westchnęłam cicho.
-Kocham Rose dlatego "dre" się, a pod oknem bo wpuścić mnie nie chcecie -odpowiedział czerwonowłosy.
-A co miało znaczyć, że "te chwile razem nic dla Ciebie nie znaczą? -Zapytał Lys.
Od razu zrobiłam sie czerwona. To jedno zdanie można zrozumieć na różne względy. Natomiast w przeciwieństwie do mnie, Kastiel uśmiechnął się chytrze.
-Całowałem się z nią- odparł.
Białowłosy strasznie się zdenerwował i znowu uderzył Kasa, jednak nim ten mu oddał Daniel ich rozdzielił.
-Rose to prawda? -Zapytał Lysander. -Tak- odpowiedziałam ze spuszczoną głową.
-Kochasz go?-Zapytał.
-Chyba tak- odpowiedziałam.
Kastiel popatrzył na mnie zdziwiony. Widać było, że nie oczekiwał takiej odpowiedzi. 
W pokoju nastała niemiła cisza.
-W takim razie zapytam Cię o jeszcze jedno- powiedział Lysander wstając. -Kochasz mnie?
-Tak- odpowiedziałam bez chwili wahania.
-Nie widzę innego wyjścia jak dbać ci wolność abyś wybrała właściwego -dodał białowłosy.
Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Lys wyszedł.
-W takim razie ja zaraz też się zwijamy, Ale najpierw chce wiedzieć dlaczego jesteś na mnie zła -powiedział buntownik.
-Chodzi o to nagranie na którym mówisz, że to wszystko jest tylko po to abyś zdobył sławę -odpowiedziałam.
Nie miałam nawet ochoty na niego krzyczeć, czy się złościć, w tamtej chwili myślałam tylko o rozpaczy.
-Zaraz ci to wytłumaczę Rose. Lysander pytał się czy coś między nami jest. Powiedziałem tak żebyś nie miała problemów. Co innego miałem mu powiedzieć? Że Cię kocham, całowaliśmy się i odbije mu ciebie?Kocham Cię Rose- powiedział.
-Idź już nie mam dzisiaj ochoty na rozmowy -odparłam patrząc w podłogę.
-Dobrze pójdę, ale jutro wrócę. A wiesz czemu? Bo Cię kocham i nie stać mnie na to żeby Ciebie stracić- powiedział i wyszedł.
-W co ja się wkopałam?!-Jęknęłam.
-Nie martw się Rose, będzie dobrze- powiedział brat i mnie przytulił.
Co ma być dobrze? Wszystko zepsułam...Co teraz będzie?

...

Włączyłam muzykę i wyszłam na balkon. Rześkie powietrze owiewało moje ramiona i nogi. Wiaterek lekko rozwiewał moje włosy, a ja oparta o barierkę patrzyłam na księżyc, chmury i gwiazdy.
Czemu nic nie jest proste? 
Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w dźwięki nocy. Ptaki przestały już ćwierkać. Pazurki kotów postukiwały zgrabnie o betonowy chodnik. Natomiast psy szczekały na widok tych kuleczek gracji i elegancji. Uśmiechnęłam się pod nosem na te myśl. Cisza...Jedynie odgłosy nocy. Żadne auto, rower, motor czy człowiek nie zagłuszały tych miłych dźwięków. 
Aż nagle coś się zmieniło. Psy całkowicie przestał szczekać, a koty miauczeć. Otworzyłam zdziwiona oczy i popatrzyłam na ulicę. Przed moim balkonem stał Lysander.
-Co ty tu robisz? -Zapytałam go.
Chłopak jedynie się uśmiechnął.
-Rose kocham cię -powiedział, a później zaczął śpiewać:-
There's a shop down the street                                    
Where they sell plastic rings
For a quarter a piece I swear it
Yeah I know that it's cheap
Not like gold in your dreams
But I hope that
You'll still wear it

Yeah, the ink may stain my skin
And my jeans may all be ripped
I'm not perfect but I swear
I'm perfect for you

And there's no guarantee
That this'll be easy
It's not a miracle you need
Believe me
Yeah I'm no angel
I'm just me
But I will love you endlessly
Wings aren't what you need
You need me

There's a house on the hill
With a view of the town
And I know how you adore it
So I'll work everyday
Through the sun and the rain
Until I can afford it

Yeah your friends might think I'm crazy
'Cause they can only see
I'm not perfect, but I swear I'm perfect for you

And there's no guarantee
That this'll be easy
It's not a miracle you need
Believe me
Yeah I'm no angel
I'm just me
But I will love you endlessly
Wings aren't what you need
You need me


 (Jest taki sklep na dole ulicy
Gdzie sprzedają plastikowe pierścionki
Za ćwiartkę części przysięgam
Wiem, że to tandeta
Nie jak złoto z Twoich marzeń
Ale mam nadzieję, że
Wciąż będziesz go nosić

Atrament może zaplamić moją skórę
A moje dżinsy mogą być całe podarte
Nie jestem idealny, ale przysięgam, że
Jestem idealny dla Ciebie

I nie ma gwarancji,
Że to będzie łatwe
To nie cud jest tym, czego potrzebujesz
Uwierz mi
Nie jestem aniołem
Jestem tylko sobą
Ale będę Cię kochał nieskończenie
Skrzydła nie są tym, czego potrzebujesz
Potrzebujesz mnie

Jest taki dom na wzgórzu
Z widokiem na miasto
I wiem jak go uwielbiasz
Więc będę pracował każdego dnia
W słońce i deszcz
Póki na niego nie zarobię

Twoi znajomi mogą myśleć, że jestem szalony
Bo oni widzą tylko,
Że nie jestem idealny, ale przysięgam, że jestem idealny dla Ciebie

I nie ma gwarancji,
Że to będzie łatwe
To nie cud jest tym, czego potrzebujesz
Uwierz mi
Nie jestem aniołem
Jestem tylko sobą
Ale będę Cię kochał nieskończenie
Skrzydła nie są tym, czego potrzebujesz
Potrzebujesz mnie)

Słuchałam jego piosenki z uwagą, to było takie romantyczne zaśpiewać tylko dla mnie.Mimowolnie się uśmiechnęłam, jednak później nastał strach.
Po co to robi? Przecież nie umiem powiedzieć z którym chce być. Kocham was obu...
-Rose kocham cię nad życie! -Wykrzyknął.
-Lys przecież wiesz co czuję -odpowiedziałam.
-Wiem, nie każe ci wybierać teraz. Wybierzesz kiedy zrozumiesz, kiedy nadejdzie spać. Dobranoc księżniczko -powiedział. i odszedł.
Czemu to jest takie trudne?! Ah!

...

Niestety następnego dnia musiałam iść do szkoły. Jak to powiedział Daniel : "Dość tej twojej laby. Do szkoły, ale już". 
Bardzo niechętnie uczyniłam ten obowiązek. Gdy tylko otworzyłam moją szafkę ujrzałam karteczkę:
Kocham cię :*
Uśmiechnęłam się pod nosem  i odłożyłam karteczkę na półkę.
Ciekawe, który to...
Nie za bardzo podobał mi się taki obrót spraw. Wiedziałam, że takie zachowanie chłopców może doprowadzić do kłótni i bójek, ale miałam nadzieję, że zachowają się mądrze. 
Szybko zerknęłam na plan lekcji i ruszyłam w kierunku sali do biologii. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu i nim zdążyłam krzyknąć ktoś zasłonił mi usta, a następnie przyszpilił do ściany.Serce waliło mi jak szalone. Nie wiedziałam co mam zrobić, ani co zaraz się stanie. Byłam przyszykowała na najgorsze. Było dość ciemno bo z nieznajomym byliśmy w schowku, więc nie widziałam jego twarzy. 
Mój "porywacz" złapał mnie za nadgarstki i podniósł je do góry, a następnie pocałował namiętnie, ale zarazem delikatnie. zdziwiona otworzyłam oczy szerzej i po chwili ujrzałam twarz Kastiela. Mimowolnie przymknęłam oczy i oddałam pocałunek.
-Co ty robisz? -Zapytałam gdy mnie puścił.
-Całowałem cię. Brakowało mi tego mała. Kocham cię -wytłumaczył i dał mi buziaka w policzek.
-Ale po co ciągasz mnie do schowka? O mało zawału nie dostałam -odparłam.
-Przepraszam. Wiedziałem, że się nie zgodzisz, więc... -odparł trochę speszony.
-Chodź lepiej na lekcję.
Powoli aby nikt nas nie zobaczył wyszliśmy ze schowka i ruszyliśmy w kierunku sali od biologii.
Byłam cała czerwona. To co kas zrobił było urocze i słodkie. Lubiłam lekką adrenalinę, ale w tym wypadku naprawdę się bałam. Dopiero gdy ujrzałam twarz buntownika mogłam się uspokoić. Nie mogę powiedzieć, mi również brakowało jego ust.
Boże co się ze mną dzieje...?

Księżniczka Luna 15

Rozdział 15
Rose
Poczułam chłodny wiatr na skórze. Wieczór był chłodny. Spojrzałam na siebie. Byłam w czarnej sukience bez ramion po bokach trochę rozciętej. Odruchowo zakryłam się ramionami. Następnie rozejrzałam się po okolicy. Byłam w jakimś parku, bynajmniej tak mi się zdawało. Wszędzie po bokach rosły drzewa, a ja stałam na dróżce ze żwiru. Odwróciłam się do tyłu i ujrzałam lustro. zobaczyłam w nim siebie. Czarne szpilki, dość wysokie... Wcześniej wspomniana czarna sukienka. Niebieskie oczy idealnie błyszczały, brązowe włosy spadały falującymi kaskadami na blade, chude ramiona. Z szyi zwisał mi naszyjnik z ametystem, a z uszu kolczyki z tymi samymi kamieniami, a na chudym, bladym nadgarstku bransoletka. oczy lekko podkreślone kredką, cieniem i maskarą.
-Rose -usłyszałam za sobą aksamitny głos i od razu odwróciłam się.
Ujrzałam nikogo innego jak Kastiela. Stał uśmiechnięty z otwartymi ramionami.
-Kocham cię -wyszeptał uspokajająco.
Mimowolnie kącik moich ust uniósł się do góry.
-Kastiel -wyszeptałam.
Wolno, ale stanowczo ruszyłam w jego stronę. W połowie zatrzymałam się słysząc drugi głos:
-Rosalio -wyszeptał.
Znowu odwróciłam się. Tym razem nie ujrzałam lustra, a Lysandra.
-Lys -powiedziałam zaskoczona.
-Chodź do mnie kochanie -odpowiedział chłopak wystawiając ręce i uśmiechając się.
Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć przerwał mi Kastiel:
-Ona będzie ze mną -odparł Kas idąc w moją stronę.
-Ona jest moja -odpowiedział Lys ruszając w w moją stronę.
-A co to ona rzecz żeby być twoja? -Odparł Kas przytulając mnie.
-Chłopcy uspokójcie się -powiedziałam.
Jednak oni nie słuchali, odsunęli mnie na bok i zaczęli się kłócić. Nagle ogarnął mnie bezwład. Nie mogłam się ruszyć, nawet nic powiedzieć. Musiałam patrzeć na ich bójkę. w końcu polała się krew, a ja krzyczałam w duchu i błagałam aby przestali. jednak oni oczywiście tego nie słyszeli. Każdy z nich wyglądał koszmarnie. Nie mogłam nawet uronić łzy, chciałam aby ten koszmar się skończył. W ułamku sekundy chłopcy upadli na ziemię przebici strzałami. Dopiero teraz odzyskałam głos i zdolność do ruchu. Z wielkim płaczem i krzykiem podbiegłam do chłopców. Wzięłam ich na kolana i tuląc do siebie płakałam.
-Nie płacz księżniczko -powiedzieli razem z uśmiechem, a ich oczy się zamknęły.
Płacz przeszedł w głośny szloch. Nie mogłam się uspokoić. W końcu obudziłam się z krzykiem siadając na łóżku. Odgarnęłam zabłąkane kosmyki z twarzy i spojrzałam w bok. Na moim łóżku było pełno krwi, znowu krzyknęłam, a przede mną pojawił się Kas z nożem, odsunęłam się do tyłu, a w bok ugodził mnie Lys. Wszystko się zamazało, a potem była tylko ciemność.
Daniel
Obudził mnie krzyk siostry. Szybko pobiegłem do jej pokoju. Rose wiła się na łóżku i krzyczała. zapaliłem światło i usiadłem obok niej tuląc ją. Przetarłem jej twarz mokrą od potu i zacząłem budzić. Z jej kącików oczu płynęły łzy. Po chwili mała otworzyła oczy i wtuliła się we mnie.
-Już Rose to był tylko koszmar. Uspokój się -mówiłem cicho głaszcząc jej włosy.
Zawsze ją to uspokajało.
-Spać z tobą? -Zapytałem.
Rose pokiwała głową. Wytarłem jej łzy i położyłem się tuląc ją do siebie, a następnie przykryłem nas oboje.
-Śpij, jestem obok -wyszeptałem.
Rose
Rano nie obeszło się bez kawy. Najpierw wizyta Kasa, a później koszmar. Daniel leżał w łóżku i spał. Doskonale wiedziałam, że wymęczyłam go w nocy moimi koszmarami. Zostawiłam mu karteczkę i poszłam do sklepu po zakupy. Kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy i szybko wróciłam. Po drodze wstąpiłam do pobliskiego sklepu monopolowego. Sprzedawca dobrze mnie znał i zawsze dawał mi alkohol. Głównie dlatego, że Daniel go o to poprosił. Kupiłam dwa piwa i wróciłam do domu. Przygotowałam śniadanie, a w chwili której skończyłam Daniel zszedł na dół.
-Hej, sorki za wczoraj -powiedziałam.
-Nic się nie stało. Twoje śniadanie wynagradza wszystko -odparł.
Uśmiechnęłam się lekko. Daniel zawsze wiedział jak poprawić mi humor.
-Dziś wracają. Lys też przyjdzie? -Zapytał pijąc kawę.
-Raczej tak -odpowiedziałam zdezorientowana.
Nie za bardzo chciałam wizyt znajomych. Zwłaszcza Lysa i kasa. Było to dla mnie męczące Zwłaszcza po śnie. Dzień dłużył mi się w nieskończoność. Nie wiedziałam jak odgonić z głowy myśli o Kastielu i Lysandrze. Nie ważne czy słuchałam muzyki, czy czytalam,pisałam, gotowałam albo robiłam zupełnie coś innego...myśli o nich wracały i nie mialy zamiaru wyjść z mojej głowy. Daniel widział, że coś jest nie tak. Nie chciałam mu mówić o sprawie z Kastielem, choćby nie wiem jak prosił zostawałam przy swojej wersji, że powiem mu kiedy indziej. Oczywiście on wolał wiedzieć o co chodzi. Martwił się i w ogóle, ale co miałam mu powiedzieć? Zdradziłam Lysandra z Kastielem bo go pocałowałam, a i jeszcze jedno nie wiem którego kocham? Co on by o mnie pomyślał? Że jego siostra jest niestabilna emocjonalnie i kochliwa? Do wieczoru cały czas miałam takie myśli. Przez co o godzinie dwudziestej wzięłam prysznic I położyłam się do łóżka. Gdy już odpływałam w wspaniały świat snów, usłyszałam dzwonek do drzwi i krzyk Daniela:
-Rose! Lysander przyszedł do Ciebie!
On to zrobił specjalnie. Wie, że nie chciałam z nim dzisiaj rozmawiać. Ja go kiedyś zabiję gołymi rękami!
Z wielkim ociąganiem wygramoliłam się z łóżka i zakładając sweter zszedłam na dół. Widząc Lysandra siedzącego na kanapie zrobiło mi się głupio. Pojechałam nic nie mówiąc, nie odbierałam, zachowywałam się dziwnie i go zdradziłam. Jednak mimo tego, po chwili wahania rzuciłam się na niego, przytulając go. Lys chwilę był zdziwiony, jednak później normalnie mnie przytulił, a następnie pocałował.
-Kocham Cię Lys -wyszeptałam.
-Ja Ciebie też, księżniczko -odpowiedział ponownie mnie całując.
Jak to się mówi, teraz mogłam umierać. Jednak moje szczęście nie trwało długo...Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć usłyszałam głos Kasa:
-Rose!Kocham Cię i wiem, że ty mnie też! Nie wiem co się stało, ale pozwól mi to naprawić. Bez Ciebie życie nie jest takie samo. Czy te chwile razem nic dla Ciebie nie znaczą?
W tamtej chwili chciałam zapaść się pod ziemię. Siedziałam na kolanach Lysandra, wtulona w niego, a Kastiel za oknem wyznawał mi miłość. Scena tak romantyczna,ale i dramatyczna. Bałam się reakcji Lysandra i tego co zrobi. Nie wiedziałam też jak zareaguje Kastiel.Najgorsze było to, że nie wiedziałam co ja mam zrobić. Jednak piekło miało się dopiero zacząć.  W tamtej chwili nie zdawałam sobie sprawy z tego co miało nastąpić. Miało być gorzej i to o wiele gorzej... Niedługo czekał mnie największy ból w życiu...Próba, którą miałam przejść. Miał być to dla mnie trudny okres. Pełen cierpienia, bólu i może niekoniecznie samotności.



Znalezione obrazy dla zapytania Słodki flirt



 ***************
Wróciłam :) wycieczka nawet spoko :/ pomijając włosy w jedzeniu XD w każdym razie starałam się coś napisać miłego :)

czwartek, 30 kwietnia 2015

Nadzieja

Mam nadzieję, że wszyscy są zadowoleni. Błędy mogą być, ponieważ pisałam to na komórce,więc...:/ w każdym razie mam nadzieję, że się podoba ;) niedługo dodam następny post no i jak ktoś chce to Eragona

niedziela, 26 kwietnia 2015

Prośba?

Plose ludzie komentujcie bo to pomaga i naprawdę bardzo mobilizuje do pracy, bo mam poczucie, że ktoś to czyta ;)
To do zobaczenia za trzy dni ;) jak będę miała Internet to z chęcią odpowiem na jakieś pytania na e-maila:  wiola11144@gmail.com :*

Księżniczka Luna 14

Rozdział 14

Rose

Pomimo, że cały czas dzwonił do mnie Kastiel i Lysander nie odbierałam. Naprawdę nie miałam ochoty z nimi rozmawiać. Powiedziałam jedynie Emily, że wracam do domu.
-Ej mała. Kupiłem ci lody i zamówiłem pizzę, zjemy? -Zapytał Daniel wchodząc do pokoju.
-Z chęcią -odparłam.
Położyłam poduszkę i poszłam z bratem do salonu.
-Seba ma koncert. Oglądniemy? -Zapytał.
-No pewnie, że tak -powiedziałam biorąc kawałek pizzy.
Daniel włączył telewizor i po chwili usłyszeliśmy wstęp Seby.
-A tą piosenkę dedykuję mojej kochanej przyjaciółce Rose. Kochana, żebyś zawsze się uśmiechała i nie przejmowała głupkami -powiedział i zaczął śpiewać.
Uśmiechnęłam się mimowolnie.
-Właściwie to co się stało? -Zapytał Daniel.
Wiedziałam, że w końcu dojdziemy do tej rozmowy, jednak nie chciałam aż tak szybko jej zaczynać.
-Ktoś dał mi dyktafon do pokoju. Było tam nagranie Kasa, że przyjaźni się ze mną tylko dla sławy -odpowiedziałam.
-Rose, możesz się obrazić za to co powiem. Ale po pierwsze wątpię żeby kas taki był, po drugie nie wydaje ci się to dziwne, że ktoś daje ci takie nagranie?
-No może nagranie dziwne, ale jednak słychać tam wyraźnie głos Kasa -przystawałam przy swoim.
Daniel westchnął ciężko i mnie przytulił. Resztę dnia spędziliśmy siedząc na kanapie, pijąc piwo i jedząc nocy z pizzą. Po tak wspaniałym dniu postanowiłam się położyć do łóżka. Męczona myślami w końcu zasnęłam.

...

Rano obudził mnie dźwięk Sms'a.
-Zapomniałam wyciszyć -jęknęłam.
Hej mała! Wiem, że śpisz, ale już nie wytrzymuje. Nie mogłem spać całą noc, myślę o tobie. O tym, że chciałbym cię przytulić, mieć w ramionach, pocałować. Powiedzieć, że cię kocham. Nie wiem dlaczego wyjechałaś i to mnie dobija. Rose proszę odpisz, martwię się o ciebie i tęsknię. Daj mi chodź jeden znak życia.
                                       Kastiel...
Z wrażenia zakryłam usta dłonią.
On coś takiego napisał? Nie myślałam, że jest taki kochany (dopisek autorki: ja też :P). Oh...Kas...Nie! czekaj Rose! Przecież on to robi po to żeby zdobyć twoje zaufanie, a później sławę!
Sama nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Szybko wzięłam prysznic, ubrałam się i poszłam pobiegać. Miałam dość myśli. Ciągle mi przeszkadzały i ciążyły na mnie. Nawet gdy biegałam nie mogłam się na niczym skupić. 
Dziwne...Nagle Lys nic nie pisze, a Kas zaczyna być miły. A może Kas coś zrobił Lysowi? Może teraz Lys gdzieś leży ledwo żywy?! Nie mój Lys! (dopisek autorki: Tak musiałam :P). Kas na pewno upozorował wypadek, Lys umrze, a Kas spróbuje ze mną być żeby... Kuchnia jego mać Rose! Dostajesz już bzika! Gadasz do siebie w myślach! Myślisz, że Kas zabił Lysa! Ogarnij się dziewucho! Lepiej wracaj do domu, spróbuj wymyślić jakąś piosenkę, zajmij się czymś, a nie wymyślaniem najgorszych scenariuszy! Znowu gadam sama do siebie! Ah!

Lysander

Cały czas próbowałem dodzwonić się do Rose, jednak ona nie odbierała. W końcu dałem sobie spokój bo pomyślałem, że nie będę jej męczył. Jak będzie z nią wszystko okej i będzie chciała porozmawiać to zadzwoni. Jednak nadal bardzo martwiłem się o nią. Była moim szczęściem, dlatego nie chciałem aby stała jej się żadna krzywda.
O by nic ci nie było kochana. Jeszcze tylko jeden dzień...

Kastiel

Odchodziłem od zmysłów. Rose nie odbierała, ani nie odpisywała na sms-y. Ze złości kopnąłem w najbliższy kamień.
Kas nie przejmuj się tak...
Łatwo ci mówić Kieł. Ja tu już nie wytrzymuję. Pier**** wyjeżdżam. Powiem żeby któryś przywiózł mi motor. Ja muszę do niej wrócić.
Kas, wracacie jutro po południu...
Ja chce teraz wiedzieć co jej jest!
Szybko zadzwoniłem do starego kolegi żeby przywiózł mi motor na bagażniku swojej fury. Ten oznajmił, że będzie jak najszybciej.
Jeden pozytyw. Rose niedługo będę. Przysięgam, obiecuję.

Rose

W środku nocy obudził mnie ryk silnika, a potem dzwonienie i walenie do drzwi. Szybko zbiegłam na dół, a za mną Daniel. Otworzyłam drzwi, stał w nich Kas. Wyraźnie zdenerwowany. Chłopak objął mnie mocno wtulając w siebie.
-Nic ci nie jest. Na całe szczęście -powiedział w moje włosy.
Co on tu robi?!
Odsunęłam się od chłopaka i uderzyłam go otwartą dłonią w lewy policzek.
-Jak śmiesz się tu pokazywać? -Zapytałam zła.
Kas był wyraźnie zdezorientowany, złapał się za policzek i popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
-Słucham? O co ci chodzi? Nie odbierasz telefonów! Nie odpisujesz! Wiesz jak się martwiłem?! -Powiedział.
-Nie wierze ci. Daj spokój. Po tym nagraniu nie wierze w żadne twoje słowo. Wyjdź stąd -powiedziałam zamykając drzwi.
jednak chłopak był szybszy i błyskawicznie zatrzymał drzwi ręką.
-Nie wyjdę dopóki nie wytłumaczysz mi o co chodzi -odpowiedział.
-Nie udawaj głupiego. Wynoś się -powiedziałam już wyraźnie zła.
-Sory Kas, ale lepiej żebyś już poszedł -powiedział dotąd milczący Daniel.
Brat szybko zatrzasnął drzwi.
-Wszystko okej? -Zapytał przytulając mnie.
-Tak, znaczy...Chyba tak -powiedziałam nadal zdezorientowana.
Ta wizyta była dla mnie strasznie dziwna.
Po co on tu w ogóle przychodzi? Wycieczka kończy się jutro...Znowu uciekł? No ale po co?! Może rzeczywiście zabił Lysa i chce żebym dała mu alibi? Kuchnia jego mać! I znowu myślę o tym samym! Kas nie zabiłby Lysandra. Przecież to niedorzeczne. Po prostu martwię się, że Lys nie dzwoni i moja podświadomość ubzdurała sobie coś. Ale dla pewności zadzwonię!
Wyrywając się Bratu z uścisku pobiegłam na górę.
-Rose co ci?! -Krzyknął Daniel wbiegając za mną po schodach.
-Muszę zadzwonić do Lysandra -powiedziałam zamykając mu drzwi przed nosem.
Szybko porwałam komórkę i wybrałam numer chłopaka.

Lysander

Obudził mnie dźwięk mojego telefonu. Lekko zdyszany, ponieważ wyrwałem się z koszmaru odebrałem siadając. Uderzyłem się w belkę, która była na wysokości mojej głowy.
-Ała! -Krzyknąłem.
Na nowo zacząłem dyszeć. W słuchawce usłyszałem załamany głos Rose.
-Lys co ci jest?! Nie umieraj! Już do ciebie jadę! -Powiedziała z płaczem.
-Rose czekaj -powiedziałem spokojnie uspokajając oddech.
-Nie mogę czekać gdy ty umierasz! -Powiedziała.
-Rose uspokój się. Nic mi nie jest.
-Lysander jak w takiej sytuacji możesz kłamać?!
O co jej chodzi?
-Kochanie uspokój się. Coś ci się przyśniło -odparłem spokojnie.
-Nic mi się nie przyśniło. Kas ci coś zrobił prawda? -Zapytała szlochając.
-Rose, kas nic mi nie zrobił.
-Ale krzyknąłeś z bólu -odpowiedziała.
-Bo uderzyłem się w belkę siadając. Nie pamiętasz? Przy łóżku mam belkę? Zapomniałem o niej i się uderzyłem -wytłumaczyłem.
Dziewczyna westchnęła z ulgą.
-Rose uspokój już się -powiedziałem.
-Przepraszam.
-Nie przepraszaj nic się nie stało -odpowiedziałem.
-Lys Kur** przestań gadać! Chce spać! -Powiedział Armin rzucając we mnie poduszką.
-Ał! To bolało!
-Co bolało?! -Wykrzyknęła Rose.
-A to jeszcze bardziej. Rose nie krzycz. Armin rzucił we mnie poduszką -wytłumaczyłem.
-I zaraz rzucę i ja jak nie przestaniesz gadać! -Dodał Kentin.
-Rose idź spać. Ja też to uczynię. Dobranoc -powiedziałem spokojnie.
Rozłączyłem się i opadłem na poduszkę.
-Lys kur** oddaj moją poduszkę! -Krzyknął Armin.
-Masz!
Rzuciłem w chłopaka poduszką, a ten krzyknął z bólu.
-Jak się oboje nie zamkniecie to was zaj****! -Wykrzyknął Kentin.
Roześmialiśmy się, a Ken jęknął przeciągle.

Rose

Rozłączyłam się i byłam spokojniejsza. Po chwili usłyszałam pukanie. Odwróciłam się w stronę okna bo stamtąd dobiegał dźwięk. Na parapecie stał Kas.
Po moim trupie.
-Spadaj! -Krzyknęłam.
-Otwórz! Rose proszę!
-Wal się!
-Bo zaraz spadnę!
-Miłego umierania!
Zasłoniłam zasłony i położyłam się do łóżka. Po chwili usłyszałam huk i szybko pobiegłam do okna. Otworzyłam je i to był mój błąd. Kas to wykorzystał i dosłownie wskoczył na mnie. Upadliśmy razem na podłogę.
-Nic ci nie jest? Przepraszam, ale nie zostawiłaś mi wyboru -powiedział chłopak.
-Złaź ze mnie do cholery! -Wykrzyknęłam.
Kastiel wykonał moje polecenie.
-A teraz spadaj stąd! Już! Nie chcę cię widzieć na oczy! Jesteś dla mnie nikim! Zerem! Daj mi spokój raz na zawsze! -Wykrzyczałam z łzami w oczach.
Chłopak stał chwilę zdziwiony, a potem spuścił głowę i wyraźnie posmutniał.
-Nie wiem co ci jest Rose, ale proszę wytłumacz mi o co chodzi -powiedział.
-Nie chcę cię widzieć na oczy. Nie udawaj, że nic nie wiesz. Wynoś się! Nie chcę cię nigdy więcej widzieć!
Do pokoju wszedł Daniel.
-Kas...
-Zaraz -odpowiedział chłopak i zaraz zwrócił się do mnie. -Nie wiem co ci jest mała. Martwiłem się o ciebie, tęskniłem. I choćbyś nie wiem co powiedziała to i tak nie zmienię zdania. Kocham cię i nie przestanę. Będziesz dla mnie zawsze najważniejsza mała. Nie myśl, że tak łatwo odpuszczę. Nie pozwolę się tobą dzielić. Nigdy cię nie zostawię. Teraz idź spać. Kocham cię kotku -wyszeptał mi do ucha i pocałował w czoło, a potem jakby nigdy nic wyskoczył przez okno.
Podbiegłam i wyjrzałem przez nie.
Wylądował tak zwinnie...
Kas odwrócił się puścił mi oczko i pobiegł do motoru, a następnie odjechał z piskiem opon.
-Rose o co mu chodziło? -Zapytał Daniel.
-Powiem ci jutro. Dzisiaj nie dam już rady. Dobranoc.
Brat wyszedł z pokoju, a ja położyłam się do łóżka i zasnęłam.

Kastiel

O co jej chodziło? Dowiem się tego choćby nie wiem co. Nie pozwolę żeby zabrał mi ją Lys. Kocham ją nad życie.  Nigdy na nikim mi tak nie zależało jak na niej. Nie pozwolę aby się ode mnie oddaliła, nie ma mowy! Dowiem się o co jej  chodziło i to naprawię. 
Mimowolnie przyśpieszyłem na motorze i po chwili byłem w domu.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej kochani rzadko kiedy tu piszę więc coś się stało :/
Jutro jadę na trzydniową wycieczkę, nie za bardzo zdążyłam coś napisać, ale na wyciecze postaram się coś napisać w moim magicznym zeszyciku xD Więc dziś dodaję rozdział troszkę krótszy ;)

piątek, 24 kwietnia 2015

Eragon



Tak...Nie mogłam dotrzymać obietnicy... :/ Przepraszam. Daje wam jeden rozdział mojego jednego z WIELU opowiadań bo uważam, że macie prawo wiedzieć co piszę zamiast Słodkiego Flirtu. Przepraszam....

Rozdział 1

Rok 3025, południowa część Hope.

Eragon

            Zwyczajny wiosenny wieczór. Księżyc świeci na niebie, tysiące gwiazd wokół niego. Czuć zapach trawy. Wieczór jak wieczór. Kogo ja okłamuje. Następnego dnia mamy iść do wojska, jak każdy piętnastoletni chłopak w Hope. Wraz z kolegami Jackem (czyt. Dekiem), Mikem (czyt.Majkiem) i Alexem wyszliśmy na spacer w ostatni wieczór naszej wolności.
-Nie boicie się? – Zapytał Mike.
Mike to wysoki blondyn. Zawsze próbował rozładować ciężką atmosferę.
Jutro kończy się nasza wolność, a zaczyna piekło…
-Ja się boje – odpowiedziałem bez namysłu.- W końcu dziesięć procent nie kończy szkolenia i ma pracować na polach, które są poza murami. Tam nikt ich nie chroni i są łatwymi celami. Jednak chęć wybicia tych gnoi i bestii oraz pomszczenia taty jest tak wielka, że wiem iż muszę ruszyć na wojnę. Dlatego będę walczył do upadłego. Chcę aby taty był ze mnie dumny.
Chłopcy popatrzyli na mnie zdziwieni.
-Weźcie, dziś ostatni wieczór naszej wolności! Bawmy się! – Powiedział Jack.
Uśmiechnęliśmy się i ruszyliśmy na przód.
            Nagle usłyszałem krzyk, a zaraz potem płacz. Zerwałem się biegiem w tamtą stronę. Słyszałem za sobą bieg. Obróciłem się i zobaczyłem tylko Alexa.
Ci idioci jak zawsze troszczą się tylko o swój tyłek!
Gdy dobiegłem na miejsce zobaczyłem dziewczynę. Siedziała na ziemi, z policzka i rąk leciała jej krew. Nad nią stał wysoki mężczyzna z paskiem w ręce. Krzyczał na dziewczynę, a ta kuliła się. Osłaniała twarz rękoma. Leciała z nich krew, która rozlała się na chodniku.
            Bez chwili wahania podbiegłem i zasłoniłem dziewczynę przed kolejnym ciosem.
-Jakim prawem pan ją bije?! – Krzyknąłem.
-Zejdź mi z drogi zasrany gnojku!
Mężczyzna uderzył mnie w twarz. Oddałem mu podcięciem nóg. Za mną pojawił się Alex i wziął dziewczynę. Skinąłem do niego głową. Mężczyzna wstał i uderzył mnie w brzuch. Oddałem tym samym, po czym pchnąłem go na beczki i pobiegłem do Alexa.
Przynajmniej na niego zawsze mogę liczyć… Biedula zemdlała.
Przyjrzałem się dziewczynie. Jej twarz oblewały długie blond włosy. Była dość niska i szczupła. Wyciągnąłem z kieszeni chusteczkę i przyłożyłem do policzka dziewczyny. Miała na sobie bokserkę, krótkie spodenki moro i czarne trampki.
-O mój Boże! – Wykrzyknęła mama gdy nas zobaczyła.
Alex położył dziewczynę na łóżku. Mama szybko wzięła apteczkę i zaczęła opatrywać dziewczynę.
-Eragon, ty zawsze musisz bronić słabszych i dziewczyny – powiedziała mama. –Będziesz dobrym żołnierzem.
-Za tą swoją dobroć kiedyś nieźle oberwie – odpowiedział Alex oparty o ścianę.
-A ty jak zawsze pełny optymizmu – odpowiedziałem uśmiechając się.
-Idę do domu. Trzymaj się stary. Jutro po ciebie podejdę. Skołuje jakieś ciuchy dla dziewczyny. Mama powinna jakieś mieć – powiedział Alex i wyszedł.
Dziewczyna otworzyła oczy.
-Gdzie jestem? – Zapytała.
Przykucnąłem przy łóżku.
-Jestem Eragon Wolf. Przyniosłem cię z moim kolegą. Pamiętasz coś? – Zapytałem.
-Tato znowu mnie bił, potem się zjawiliście i zemdlałam. Przepraszam za kłopoty.
-To żadne kłopoty, skarbeczku. Eragon jutro jedzie do wojska, więc jego nie będzie. Jeśli chcesz możesz zostać ze mną –wtrąciła się mama.
-Nie ma takiej potrzeby. Jutro wyruszam do wojska. To właśnie o to kłóciłam się z ojcem. Przepraszam za kłopoty.
Uśmiechnąłem się do dziewczyny i wyjaśniłem sytuację. Potem wszyscy poszliśmy spać.

…

Ubrałem się w swoje czarne spodnie, koszulkę i trampki. Mama  uśmiechnęła się, jednak w jej oczach widziałem łzy.
-Będzie dobrze. Wrócę jako żołnierz –powiedziałem.
-Eragonie, wierzę, że dasz sobie radę. Wykapany z ciebie ojciec.
Przytuliłem się do mamy i popatrzyłem na dziewczynę. Swoje długie włosy splotła w warkocz. W tej chwili zapukał Alex.
-Masz jakieś ciuchy. Nie pójdziesz na ceremonię tak ubrana. Od razu dadzą cię na pola –powiedział Alex gdy wszedł i rzucił torbę przed dziewczynę. Dziewczyna szybko przebrała się w podobne do swoich spodenki moro i czarną bokserkę. Zostawiła swoje trampki. Do tego zarzuciła czarną ramoneska.
-Chodźcie bo się spóźnimy –powiedziała i chwyciła torbę. – Tak w ogóle jestem Rose Angel (czyt. Rous Endżel). Dzięki za pomoc. Te ciuchy są jak mojej mamy. Mama była Jeźdźcem.
-To tak jak nasi ojcowie!- Krzyknąłem.
Dziewczyna oblała się rumieńcem i uśmiechnęła się.

…

            Przed nami stał wysoki, umięśniony kapitan. Wszyscy staliśmy na baczność i salutowaliśmy (przykładaliśmy lewą rękę złożoną w pięść do prawej piersi, a prawą rękę mięliśmy na plecach, również złożoną w pięść).
-Dziś zaczyna się wasze szkolenie. Każdy kto będzie słaby trafi na pola. Tu nie ma miejsca dla mięczaków! Jasne?!
-Tak jest sir! –Wykrzyknęli wszyscy.
            Po odprawie przydzielono nam domki w których mięliśmy zamieszkać na czas szkolenia. Później obiad i trening oraz kolacja.
            W wojsku nie dawali nam właściwie mundurów. Mieliśmy jedynie peleryny. Gdy później mieliśmy wstąpić do oddziałów peleryny oczywiście nam zmienią. Każdy oddział ma inny kolor peleryny i inny herb. My na razie mieliśmy zielone peleryny z tarczą, a w niej mieliśmy różdżkę skrzyżowaną z mieczem, u góry była korona, a na dole smok. Dość skomplikowany herb.
            Rose mało się odzywała, nawet do nas nie podchodziła. Siedziała w koncie Sali sama.
-Może chodźmy do niej, żeby tak sama nie siedziała? –Zapytałem Alexa.
On tylko pokiwał głową i ruszyliśmy w kierunku dziewczyny.
-Hej Rose –przywitałem się.
-Siema mała –powiedział Alex.
-Hej chłopcy –odpowiedziała cicho.
-Jak ci się tu podoba Rose? –Zapytałem.
-Hm…Jak na razie jest tak jak mama opisywała w pamiętniku –odpowiedziała.
Rzeczywiście mówiła wczoraj, że jej mama była Jeźdźcem.
            Rozmawialiśmy cały czas, gdy nagle podszedł Mike z Jackem.
-Nową dupę wyrwaliście? –Zapytał.
-To nie jest... –Zacząłem.
-Że jak mnie nazwałeś? –Zapytała Rose wstając.
-Dupą –odpowiedział Mike.
-Pożałujesz tego –odpowiedziała dziewczyna.
-Bo się wystraszę dziewczyny –odpowiedział Jack.
-Oj uwierz wystraszysz –odpowiedziała Rose.
            Dziewczyna złapała nóż i rzuciła go tak, że wylądował na drugim końcu Sali wbijając się w drewnianą ścianę, jednak najpierw przeciął kawałek ucha Jacka. Ten zaczął piszczeć jak dziewczyna, a Mike rzucił się na Rose.
-Dam się nie bije –powiedziałem i złapałem jego rękę.
Wykręciłem mu ją, a następnie oberwał w brzuch. Z pomocą ruszył mu Jack, ale nim zajął się Alex. Rose wybiegła ze stołówki.
-Idę za nią –powiedziałem do Alexa i wybiegłem za dziewczyną.
            Znalazłem ją skuloną  pod drzewem.
-Rose co ci? –Zapytałem klękając przed nią.
-Odejdź… -Wyszeptała roztrzęsiona.
-Chce ci pomóc, Rose…
-Odejdź! –Wykrzyknęła.
            Podniosła głowę, jej włosy unosiły się do góry. Zostałem odepchnięty przez jej moc.
Kurwa!
Złapałem się za głowę która mnie bolała. Dziewczyna ponownie się skuliła i zaczęła płakać.
-Rose –wyszeptałem podchodząc do niej. –Uspokój się.
-Jak mam się uspokoić? –Zapytała podnoszą głowę. –Skoro jestem wybrykiem…
-Jesteś magiem i tyle –odpowiedziałem.
-Ale chciałam być Jeźdźcem.
-Nie martw się. Będzie dobrze…
Przytuliłem dziewczynę na pocieszenie. Zaczynała się nasza wielka przygoda.

Trzy lata później…

            Szkolenie dobiegło końca. Razem z Rose i Alexem byliśmy w najlepszej dziesiątce. Pierwszy był Alex, potem Rose i ja.
             Jednak podczas treningów działy się dziwne rzeczy. Pomimo iż Rose była magiem, to umiała doskonale walczyć i jeździć na smokach. Ja i Alex również odkryliśmy, że umiemy to wszystko, razem z magią! Wszyscy to ukrywaliśmy, ale zastanawialiśmy się czy legenda o dzieciach jeźdźców smoków jest prawdziwa.
            Nareszcie przyszedł czas na przydzielenie nas do Korpusów. Na środek wyszedł Kapitan Luca, kapitan Jeźdźców. Za nim natomiast stanął kapral Natan Price (czyt. Nejtan Prais).
-Sam nie wiem jak mam was zachęcić. Nawet nie mam ochoty tego robić. Nasz Oddział jest najbardziej niebezpieczny. Wyruszamy na misje i zabijamy magiczne istoty. Jeśli są tu osoby, które mają na tyle siły, odwagi i waleczności aby do nas dołączyć to proszę o zostanie, a resztę o odejście.
            Razem z Rose i Alexem staliśmy posłusznie. Oprócz nas zostało może dwadzieścia osób, na sto pięćdziesiąt. Jednak nigdzie nie zauważyłem ani Mike, ani Jacka.
-Witamy w szeregach Korpusu Jeźdźców! –Powiedział kapitan. - Za dwadzieścia minut zbiórka przed ośrodkiem. Oczywiście wraz z końmi.
            Przytuliliśmy się w trójkę i ruszyliśmy w stronę stajni.
-Udało się –powiedziała uradowana Rose.
-Tak udało się –odpowiedziałem.
            Rose przez czas szkolenia zmieniła się. Stała się bardziej śmiała, otwarta i odważna. Częściej się śmiała. Oczywiście też stała się bardziej kobieca. Nabrała kształtów tu i ówdzie. Włosy jej urosły, usta stały się bardziej czerwone, oczy bardziej błyszczały, a skóra stała się gładka. Pomimo iż urosła, nadal była niższa ode mnie, ale za to umiała nieźle nakopać. Przekonałem się kilka razy podczas treningu. Nadal była szczupła, jednak teraz nabrała mięśni brzucha.
            Alex wyciągnął swojego czarnego rumaka Damona (czyt. Dejmon), Rose miała białą klacz Lunę , a ja czarną klacz Lily.
-Eragon! –Wykrzyknęła Rose.
-Co? –Zapytałem.
-Zobacz, Luna to czarne znamię się jakby powiększyło –powiedziała. –Lily i Damonowi też!
-Czy to… -Zaczął Alex.
-Ale tak mają tylko konie Jeźdźców smoków –odparłem cicho.
-Udawajmy, że mają takie samo jak wtedy gdy je dostaliśmy –odparł Alex.
            Kiwnęliśmy głowami i poszliśmy przed obóz.
Kolejny dziwny znak…
-Podzielimy was na dwie grupy. Jednak pojedzie ze mną i porucznik Sarą, a reszt z kapitanem –odpowiedział chłodno kapral Nathan, następnie wyjął jakiś papier i zaczął wyczytywać imiona i nazwiska. –Ze mną jadą: Emily Smith, Rosalia Angel, Alex Fenix, Eragon Wolf, Isabella…
Super, w jednej drużynie.
-W takich również składach będą odbywać się wasze treningi. A później przydzielimy was do poszczególnych oddziałów –dodał kapral.
            Następnie wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy w nieznanym nam kierunku.